3 pytania do... Aleksandra Porzucka
Treść
pedagoga i kompozytora
- Kompozytor, instruktor muzyczny, pedagog - z którym z tych określeń identyfikuje się Pan najpełniej?
- Zawodowo zajmuję się teraz w dużym zakresie pedagogiką instrumentalną i pracuję ze studentami w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Nowym Sączu. Określiłbym to zajęcie jako pedagogika artystyczna, przygotowuję młodych ludzi do wyjścia na estradę, więc w tej chwili wybór pada chyba na pedagoga. Wcześniej, od pierwszej klasy liceum sam bawiłem się w piosenkę studencką, turystyczną. W 1981 roku śpiewałem na festiwalu piosenki studenckiej w Krakowie. Moja miłość to dobra piosenka poetycka. Lubię grzebać w tych tekstach, komponować do nich muzykę, robić z nich programy z młodymi ludźmi.
- To zamiłowanie stało się drugim zawodem.
- To prawda. Znam się na tym, co robię. Moim celem jest kreacja artystyczna. Staram się budować osobowość artysty, dbam o to, by młodzi nabierali świadomości w jaki świat wchodzą. Nie ma to nic wspólnego z traktowaniem instrumentalnym człowieka, wyciśnięciem z niego wszystkiego dla jednego wykonanego utworu. Chodzi mi o ukształtowanie artysty.
- Robi Pan to profesjonalnie, nie zarabiając na tym ani grosza. To się nie mieści w dzisiejszych realiach. A do tego angażuje Pan żonę i odbywa próby we własnym mieszkaniu.
- Z Basią pracuję, można powiedzieć, od zawsze. Jej pomoc jest nieoceniona. Mógłbym podjąć zajęcia w którymś z ośrodków kultury, jednak w naszym przypadku, musimy mieć stałe systematyczne próby, dostęp do określnych środków technicznych. Stanęło na tym, że odbywamy próby w domu. Jest ciasno, ale mam małe studio nagrań. Czuję się więc całkowicie niezależny. Oboje z żoną jesteśmy wdzięczni za pomoc, jakiej udziela nam I LO, które daje nam wsparcie duchowe i sponsoruje wyjazdy naszych podopiecznych na występy. Gdybym brał pieniądze od młodzieży pewnie bym świetnie żył, ale nie oto chodzi. Ich nie stać, a mnie szkoda młodych ludzi z talentem, którzy z powodów finansowych musieliby rezygnować.
Rozmawiał: Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2007-05-08
Autor: ea