3 pytania do... Narcyza Kędziory
Treść
kierownika biura Karpackiego Związku Pszczelarzy w Nowym Sączu - Po gwałtownym spadku zainteresowania pszczelarstwem od kilku lat obserwuje się wzrost liczby zakładanych pasiek. Z czego to wynika? - Rzeczywiście, w połowie lat 90. ze związku odeszła liczna grupa pszczelarzy, zwłaszcza tych w starszym wieku. Przyczyniły się do tego między innymi choroby pszczół, z którymi trudno było sobie poradzić, a także spadek opłacalności produkcji miodu. Potem sytuacja się ustabilizowała, doszło wielu młodych ludzi, którzy potrafią prowadzić pasiekę w sposób nowoczesny. Dziś do naszego związku należy ponad tysiąc osób i od kilku lat ich liczba nie uległa zmianie. - Gdzie kończy się hobby, a zaczyna profesjonalne działanie nastawione na zysk? - Można powiedzieć, że posiadanie od 200 do 300 rodzin pszczelich może przynieść wymierną korzyść, przy założeniu, że średnia wydajność z ula wynosi od 12 do 15 kilogramów. Trzeba jednak wziąć poprawkę na warunki atmosferyczne, bo pogoda ma duży wpływ na produkcję miodu, zwłaszcza spadziowego, który należy do najdroższych. Na przykład w fatalnym roku 2005 wydajność wyniosła zaledwie dwa kilogramy z ula, a już rok później była ona wielokrotnie wyższa i sięgała trzydziestu kilogramów. Trzeba też wiedzieć, że zdecydowana większość pszczelarzy traktuje to zajęcie jako formę dorobienia sobie do pensji, bo trudno byłoby wyżyć wyłącznie ze sprzedaży miodu. Zwłaszcza, że prowadzenie pasieki sporo kosztuje. - Zatem przybywa pszczelarzy. Czy w ślad za tym idzie też wzrost spożycia miodu przez statystyczną polską rodzinę? - Prowadzimy sklep przy ulicy Długosza, więc obserwujemy przekrój społeczny ludzi, którzy przychodzą tam na zakupy. Są to przede wszystkim osoby starsze, kierujące się właściwościami leczniczymi miodu. Młodsi klienci pojawiają się w okresach wzmożonej zachorowalności na grypę, czy anginę. Niestety, w Polsce nie promuje się jedzenia miodu. Dość powiedzieć, że nie ma go w placówkach zbiorowego żywienia, szpitalach, czy domach opieki. Tymczasem wystarczy wyjechać za granicę, by do prostego śniadania dostać dżem i miód. W ten sposób kształtuje się kulinarne gusta klientów. Rozmawiał: (SZEL) "Dziennik Polski" 10.07.07
Autor: aw