Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Andrzej Wójs trenerem Anglików

Treść

Osada C 2 Sławomir Mordarski/Andrzej Wójs z SKS Start Nowy Sącz przez wiele lat należała do europejskiej i światowej czołówki kajakarzy górskich. Mogła pływać dalej dla swojej chwały i Polski - stało się jednak inaczej.



W pewnym momencie drogi obu panów się rozeszły. Z powodu ich cech charakteru często dochodziło do sprzeczek. Niestety, wtedy kiedy trzeba było zabrakło też dobrej woli ze strony działaczy Polskiego Związku Kajakowego, aby osada pływała dalej. Dzisiaj Sławomir Mordarski ze sportem nie zerwał. Gra w piłkę nożną w Nawojowej i jest królem strzelców w B klasie. Natomiast Andrzej Wójs wyjechał za chlebem do Anglii.

- Co się u Pana działo przez ostatni rok?

- Kiedy się ma żonę, dziecko, trzeba myśleć inaczej - opowiada olimpijczyk, medalista mistrzostw świata i Europy Andrzej Wójs. - Kiedy Związek nas skreślił jako tych, z których już nic nie będzie, postanowiłem wyjechać do Anglii za chlebem. Na początku było ciężko, choć dzisiaj też nie jest łatwo. Zacząłem od sprzątania i pewnie byłoby tak dalej, gdyby nie znajomi z pracy. Przy jakieś tam okazji zaczęli mnie pytać o moje życie. Opowiedziałem o mojej przygodzie ze sportem, o studiach na AWF, itd. Padło wtedy z ich strony pytanie, czy chcę sprzątać do końca życia. Odpowiedź była oczywista, że nie.

- Ale bez znajomości Anglii i funkcjonowania instytucji sportowych trudno jest zaistnieć?

- Ja też tak myślałem, bowiem tak naprawdę jest. Kiedy cię nie znają wtedy trudno myśleć o powodzeniu. Ale znajomi powiedzieli, że mi pomogą. Później okazało się, że skontaktowali się ze związkiem kajakowym opowiadając o mnie, ale tam odpowiedzieli, że nie mają wolnych etatów. Mimo wszystko poprosili mnie o CV. Kilka dni później zaproszono mnie na rozmowę. Okazało się, że nie mają specjalistów od C 2 i C 1. Pojechałem dwa razy na obóz sportowy. Moja praca się spodobała i otrzymałem etat na 3 miesiące. To wszystko działo się w ubiegłym roku.

- Ale dzisiaj jest już Pan trenerem z kontraktem?

- Tak i to do końca 2009 roku. Jak to w życiu bywa pomógł trochę przypadek. Człowiek, który zajmował się kajakarzami w grupie "B", w Anglii są to zawodnicy, tzw. rozwojowi, kandydaci do kadry "A", otrzymał pracę w Szkocji. Wtedy sięgnięto po mnie, jako że byłem pod ręką i już sprawdzony. Wcześniej był konkurs, który wygrałem. Kontrakt, który otrzymałem obowiązuje od stycznia. Grupa, którą się zajmuję, to ekipa przygotowywana na 2012 rok, na Olimpiadę.

- W Londynie nie ma toru kajakowego.

- Główny ośrodek przygotowań znajduje się w Nottingham, gdzie już teraz mieszkam. To tor, gdzie ze Sławkiem Mordarskim w 1995 roku na mistrzostwach świata zaczynaliśmy prawdziwą przygodę ze sportem, a byliśmy wtedy juniorami. Dzisiaj opowiadam moim zawodnikom o tamtych zawodach i ustawiam podobną trasę. Tamte doświadczenia bardzo się teraz przydają.

- Jakie cele sportowe ma Pan na ten rok?

- Moim głównym zadaniem jest taka praca z zawodnikami, aby trafiali do kardy "A". I mogę się pochwalić, że już mam pierwsze małe sukcesy. Normy czasowe, bo w Anglii kwalifikacje wyglądają inaczej, wypracowała już osada w C 2 i jeden kanadyjkarz. Kilku innych też rokuje nadzieje. Tutaj, aby dostać się do pierwszej reprezentacji trzeba np. w zawodach osiągnąć czas nie gorszy o 20 procent od najlepszej kajakarza w K 1. System jest dość skomplikowany, ale dzięki temu prawie nie ma miejsca na pomyłki. Albo ktoś jest dobry, albo odpada. Mam nadzieję, że się sprawdzę w nowej roli i uda mi się dokończyć studia.

(JEC), "Dziennik Polski" 2007-05-25

Autor: ea