Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Bezrobotny stawia warunki

Treść

Nawet sto osób mogłaby od zaraz przyjąć do pracy nowosądecka spółka Newag (dawne ZNTK), która intensywnie poszukuje zarówno pracowników fizycznych, jak i inżynierów mechaników oraz elektryków. Niestety, na sądeckim rynku brakuje fachowców, a większość osób kierowanych do zakładu przez urząd pracy wcale nie jest zainteresowana jakimkolwiek zajęciem.



Newag potrzebuje m.in. ślusarzy, lakierników i elektryków, jednak ludzi posiadających odpowiednie kwalifikacje albo na rynku nie ma, bo wyjechali do pracy w krajach UE, albo nie są zainteresowani podjęciem legalnego zatrudnienia. Sądecki Urząd Pracy twierdzi, że główną przyczyną takiego stanu są zarobki. Dobry fachowiec "na czarno" może bowiem zarobić w tydzień tyle, ile mógłby dostać oficjalnie za miesiąc pracy w firmie. Takie przykłady zdają się potwierdzać tezę mówiącą o fikcyjnym wysokim bezrobociu. Wiele osób rejestruje się w urzędach pracy, by uzyskać status bezrobotnego dający prócz zasiłku m.in. ubezpieczenie zdrowotne. Jednak część z nich wcale nie jest zainteresowana podjęciem pracy. Przynajmniej tej oficjalnej, bo byłaby ona równoznaczna ze skreśleniem z rejestru bezrobotnych.

- Doszło do paradoksu, ponieważ dziś to nie bezrobotni szukają pracy, ale zabiegają o nich pracodawcy - mówi prezes zarządu spółki Newag Zbigniew Konieczek. - Jak się przekonaliśmy, wcale nie jest to łatwe. Bywało, że potencjalni kandydaci skierowani do nas z urzędu prosili w kadrach o wystawienie zaświadczenia o tym, iż nie spełniają wymagań pracodawcy.

Zbigniew Konieczek zapewnia, że czegoś takiego w Newagu się nie praktykuje. Co nie znaczy, iż nie robią tego inni pracodawcy. Dyrektor Sądeckiego Urzędu Pracy Stanisława Skwarło jest tego świadoma, bo bezrobotni dostarczają do pośredniaka takie dokumenty, mimo że posiadają kwalifikacje wyszczególnione w ofercie.

- Mamy wtedy związane ręce, bo bezrobotny teoretycznie jest w porządku, więc nadal pozostaje w naszej bazie danych nie tracąc uprawnień - mówi Stanisława Skwarło. - Nie jest to oczywiście reguła, bo trafiają do nas także dokumenty na przykład z adnotacją o planowanym wyjeździe za granicę, czy chęcią uruchomienia przez osobę bezrobotną własnej działalności gospodarczej.

Nie oznacza to, że pracy unikają wszyscy kierowani do Newagu przez SUP. Ostatnio umowy podpisało pięciu ślusarzy i trzech elektromechaników. To wprawdzie zaledwie kropla w morzu potrzeb, ale w końcu liczy się każda para rąk do pracy. Dlatego już w ubiegłym roku zarząd spółki wystąpił do dyrekcji Zespołu Szkół Elektryczno Mechanicznych w Nowym Sączu z prośbą o uruchomienie klasy, w której mogliby się uczyć zawodu fachowcy potrzebni tej firmie.

- Propozycja pojawiła się jednak zbyt późno, bo dopiero w lipcu, czyli w momencie, gdy nabór do szkół był już bardzo zaawansowany - mówi dyrektor ZSEM Krystyna Rembiasz. - Ponieważ Newag podtrzymuje swoją propozycję, to postaramy się uruchomić taką klasę w tym roku. Mamy na to zgodę Wydziału Edukacji Urzędu Miasta. Już rozesłaliśmy do gimnazjów informację na temat naboru, umieściliśmy ją też na naszej stronie internetowej.

W grę wchodzi klasa dla młodocianych pracowników o specjalności elektromechanik. Żeby ją uruchomić potrzeba co najmniej dwudziestu chętnych. W ciągu trzech lat nauki mieliby oni uczyć się teorii w szkole i odbywać praktyki w Newagu, a więc byliby szkoleni w miejscu swojej potencjalnej przyszłej pracy.

- Taki system to żadna nowość, bo przecież już 30 lat temu kształciliśmy elektryków i mechaników dla potrzeb ówczesnych ZNTK - podkreśla Krystyna Rembiasz. - Jeśli klasa powstanie, to wprowadzimy dodatkową ofertę, czyli naukę "zawodowego" języka angielskiego. Nie po to, by absolwenci emigrowali do Unii Europejskiej, ale po to, by mogli na przykład brać udział w zagranicznych praktykach zawodowych. Niedawno uczniowie technikum, przyszli elektronicy, odbyli taką sześciotygodniową praktykę w Niemczech.

Czas pokaże, czy w regionie znajdzie się wystarczająco duża liczba chętnych do podjęcia nauki zawodu, który zagwarantuje im zatrudnienie zaraz po skończeniu szkoły. Pewne jest natomiast to, że potwierdziły się zapowiedzi socjologów, którzy już wiele lat temu przewidzieli zjawisko braku fachowców w Polsce. Jego przyczyną, prócz migracji zawodowej do UE, jest brak zainteresowania nauką w szkołach zawodowych, który doprowadził do likwidacji kierunków, na jakie obecnie jest zapotrzebowanie.

(SZEL), "Dziennik Polski" 2007-02-28

Autor: ea