Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Boisko czy blok?

Treść

Pierwsze spięcie między prezydentem a Radą Miasta

Radni Nowego Sącza nie zgodzili się na sprzedaż deweloperowi działki przy ul. Rokitniańczyków pod budowę kolejnego bloku. Burzliwa dyskusja zakończyła się odesłaniem projektu uchwały prezydentowi z prośbą, żeby przed ponownym przedstawieniem go pod obrady wysłuchał racji mieszkańców osiedla Wojska Polskiego. Dla nich ten plac to ostatni skrawek zieleni na blokowisku.

- Jestem najstarszym mieszkańcem tego osiedla. Mieszkam tu od 21 lat, widziałem jak rosły kolejne bloki, jak wypierały drzewa i trawę. Dziś plac przy ul. Rokitniańczyków to ostatni kawałek zieleni. Po jesiennym przeglądzie osiedla wspólnym ze Strażą Miejską i policją postawiliśmy kilka wniosków skierowanych do władz miasta. Ostatnim z nich było utworzenie na tej działce boiska do siatkówki i koszykówki - mówi Antoni Tomczyk, przewodniczący Zarządu Osiedla Westerplatte.

Najpierw za, potem nie

Choć wnioski zarządu to zaledwie sugestia, w żaden sposób nie wiążąca dla radnych czy prezydenta, stały się one podczas czwartkowej sesji Rady Miasta zarzewiem burzliwej dyskusji. Nie chodziło tylko o to, czy należy sprzedać działkę pod blok, czy wybudować boisko. Poszło o zasadę.

- Demokracja polega między innymi na tym, żeby wysłuchać różnych racji i opinii mieszkańców. I gdy dostajemy od nich petycję, nie odkładamy ad acta - wyłożył istotę problemu radny Józef Hojnor.

Początkowo prawie wszyscy radni mieli zagłosować za sprzedażą działki przy ul. Rokitniańczyków w drodze przetargu. Nowy blok - to nowe mieszkania, a więc korzyść dla mieszkańców Sącza - rozumowali.

Wątpliwości zasiał radny Józef Gryźlak z os. Wojska Polskiego, który przeczytał wnioski przewodniczącego Tomczyka, i uznał, że warto zainteresować nimi także innych radnych oraz prezydenta.

Rajcy po wysłuchaniu jego racji zdecydowali, że na razie nie zgadzają się na sprzedaż gruntu. Chcą wcześniej porozmawiać z mieszkańcami ul. Rokiniańczyków o ich pomyśle na boisko. Do tego samego namawiają prezydenta, któremu odesłali projekt uchwały.

To nie w porządku

- Radni świadomie blokują tę uchwałę, choć wiedzą, że teren przeznaczony jest pod budownictwo mieszkaniowe, a nie pod boisko. To grubo nie w porządku! - oburzał się prezydent Ryszard Nowak. - Wasza decyzja spowoduje, że nie pojawi się już kolejny inwestor - mówił.

Przypomniał radnej Zofii Pieczkowskiej, że pół roku wcześniej, jako wiceprezydent miasta sama podpisała się pod projektem sprzedaży tej działki, a dziś zagłosowała za odesłaniem uchwały do wnioskodawcy.

W odpowiedzi Pieczkowska wyjaśniła, że pojawiły się nowe okoliczności, które wpłynęły na jej decyzję. - Nie zmieniłam zdania, nadal uważam, że blok powinien tam powstać, ale chciałabym na posiedzeniu komisji infrastruktury wysłuchać racji zarządu osiedla. Mieszkańcy mają prawo przedstawić swoje argumenty - odpowiedziała.

Słowa prezydenta oburzyły też radnego Gryźlaka. - Ani jednym słowem nie sugerowałem, że blok nie powinien powstać. Poprosiłem tylko o spotkanie zainteresowanych podmiotów - doprecyzował.

Zaś radny Józef Hojnor, szef Komisji Infrastruktury wyłożył prezydentowi podstawowe zasady działania samorządu terytorialnego: "mieszkańcy zaprosili nas na to wesele i my mamy tańczyć, jak oni nam zagrają - mam nadzieję, że to nie jest zbyt głęboka metafora".

Temat wróci

Po to Rada Miasta tworzy jednostki pomocnicze, jakimi są zarządy osiedli, żeby się z ich zdaniem liczyć - oznajmił przewodniczący Rady, Piotr Lachowicz.

Były i przeciwne głosy. Radny Krzysztof Żyłka przypomniał, że skoro działka przeznaczona jest zgodnie ze studium uwarunkowań pod budownictwo mieszkaniowe, to nie można myśleć o budowie boiska. - Jeśli Rada tak będzie działać, to naraża na stratę mieszkańców miasta, którzy chcą kupić nowo wybudowane mieszkania - mówił.

Wiceprezydent Jerzy Gwiżdża przypomniał radnej Pieczkowskiej, że, gdyby nie opieszałość władz poprzedniej kadencji, sprawa trafiłaby pod obrady Rady Miasta pół roku wcześniej i dziś nie byłoby w ogóle dyskusji na ten temat. Dodał, że od czasu, kiedy tematem zajmowały się komisje Rady Miasta poprzedniej kadencji, minęło wiele miesięcy i w tym czasie nikt nie zgłosił się do ratusza z protestem. - Gdzie tu konflikt, skoro nikt nie zgłosił się do prezydentów z interwencją? - pytał.

Temat wróci pod obrady po spotkaniu radnych z Zarządem Osiedla Wojska Polskiego.

(MONK) , "Dziennik Polski" 2007-01-25


Autor: ea