Bruzda czyli sens
Treść
Inicjatywa Społeczna "Sercem Budowane" wspólnie z "Sokołem" i Instytutem "Europa Karpat" zaprosili do Nowego Sącza ze spektaklem "Bruzda" twórcę Sceny Plastycznej KUL, Leszka Mądzika. To jego kolejny przyjazd do "Sokoła". Tym razem spektaklowi pokazanemu w sobotę towarzyszyła wystawa jego fotografii i film o nim oraz jego twórczości.
Otwierając wystawę Leszek Mądzik powiedział, że odwiedza Nowy Sącz z ogromną radością. Entuzjaści jego teatru pamiętają spektakl zagrany w pustych i zimnych wnętrzach obiektu hali sportowej, gdzie dziś mieści się dom handlowy Europa II. Parę lat później był wstrząsający ruchomy obraz "Odchodzi" inspirowany tomem poezji Różewicza.
Tym razem parę rzeczy zdarzyło się po raz pierwszy. Leszek Mądzik pokazał swoje fotografie, głównie elementów i detali sakralnych, choć tak naprawdę pozwolił się przyłapać na inspiracji artystycznej. Jego teatr narodził się z malowania obrazów. Zawsze dla niego najważniejsza była wrażeniowość wynikająca z kontaktu z detalem krajobrazu, z jego fakturą i kolorem. To podejście w sposób zwielokrotniony przeniósł w świat swojego teatru, swojej świątyni. Od początku jest w niej wyraźnie określona teatralna przestrzeń, w którą wpuszczani są widzowie. Od pierwszego spektaklu w 1969 roku, przestrzeń ta jest wydłużona, sugerująca drogę, zmierzanie ku czemuś.
Po raz pierwszy spektakl nie dzieje się w mroku, a emanuje pełną jasnością, w której widzimy aktorów i całą akcję. Emocje rodzą się więc z wydarzeń danych widzowi bezpośrednio, a nie jako ruchomy obraz wywoływany przez sprawców ukrytych. No i po raz pierwszy pojawia się w swojej kompozycji teatralnej sam Mądzik. Wwozi do swojej świątyni, na plac gry, taczki z papierowymi kulami, które, jak się okazuje, kryją w sobie żywych ludzi. Sypie się na nich ziarno pszeniczne, a czeka droga zbudowana w formie długiego koryta z wodą. Po drodze pokonują bramy doświadczeń teatralnie stworzone z ram drewnianych i papieru, by dojść do papierowej ściany, tajemnego kresu żywota.
Bruzda kojarzy się z uprawą roli. Jest zawsze sygnałem życia, istnienia poprzedników, którzy ją swoimi działaniami wyżłobili. Znalezienie bruzdy w bezludnym bezkresie jest nadzieją na przetrwanie. Musi gdzieś prowadzić, do jakiegoś celu. Ktoś tym śladem już przeszedł, przetarł drogę. W bruzdę zjazdu kierują się oczy skoczków narciarskich tuż przed uniesieniem się w przestrzeń.
Mądzik czuwa nad ludźmi, którzy brną przez wodę w bruździe, padają w nią, doznają oczyszczenia. Woda jest śladem życia. Po ich dojściu do kresu pojawia się mała dziewczynka, ubrana jak do pierwszej komunii świętej, przechodzi swobodnie drogą już przetartą. Ściana kresu opada. Siada przy stole przykrytym białym obrusem, niczym ołtarzu ofiarnym. Są tam już ci, którzy wcześniej przybyli na wieczny odpoczynek. Nie na sąd nad winami, ale na odpoczynek.
"Bruzda" nie ma wyrazistego końca. Świat, w który weszli, jest poza czasem. Ludzie po dłuższej chwili oczekiwania opuszczają scenę gry. Leszek Mądzik tak komentuje ten spektakl:
"Gleba jest miejscem bezpiecznym, dającym nadzieję. Ziarno w nią rzucone ma szansę przetrwania. Nie obumiera. Lęk przed śmiercią, choć bardzo ludzki, nie przytłacza. Nadzieja i wiara są silniejsze. Bruzda, z której jesteśmy zrodzeni i po której stąpamy, jest drogowskazem, kierunkiem wyznaczającym sens trwania. Ludzki spichlerz to ostatnia przystań na drodze pełnej niepokoju, ale i zawierzenia".
Reszta jest przeżyciem.
(WCH), , "Dziennik Polski" 2007-04-02
Autor: ea