Chcę mieć Radę po stronie miasta
Treść
Rozmowa z Ryszardem Nowakiem, prezydentem Nowego Sącza
Jest Pan członkiem Prawa i Sprawiedliwości, dziś Pana partia święci w Nowym Sączu triumfy, po tym jak w środę przejęła ważne funkcje w Radzie Miasta. Traktuje Pan to w kategoriach politycznego zwycięstwa?
- Nie traktuję zmian w Radzie w kategoriach politycznego zwycięstwa PiS u. Jestem prezydentem Nowego Sącza i w momencie, kiedy objąłem tę funkcję sprawy polityki zostawiłem za drzwiami ratusza. Pięć miesięcy moich rządów to dowód, że w sprawach merytorycznych polityka nie ma żadnego znaczenia. Już na pierwszej sesji inauguracyjnej zaprosiłem wszystkich radnych do współpracy bez względu na ich przynależność polityczną. Wydawało mi się, że taka współpraca jest możliwa. Sytuacja, która zaistniała zaraz po wyborach była według mnie tymczasową. Klub PO PS trochę wtedy przeszacował swoje możliwości. Łatwo było policzyć: 11 do 12 radnych to nie jest stabilna przewaga w sytuacji, gdy wliczane są w ten podział sił również osoby niezrzeszone. Dlatego wydarzenia, które miały miejsce na ostatniej sesji były nieuniknione. Byłem i jestem zwolennikiem tego, żeby porozumiewać się również w kwestiach personalnych, dlatego ze strony PiS u nie padła w środę propozycja przejęcia wszystkiego. Rezygnacja z funkcji przewodniczącego Piotra Lachowicza i wiceprzewodniczącego Grzegorza Dobosza to ich sprawy osobiste. Należałoby się ich zapytać, czy to właśnie nie była jakaś manifestacja polityczna. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby w prezydium było po dwoje radnych PO PS i PiS. Według mnie Piotr Lachowicz, po przegranych przez niego w drugiej turze wyborach prezydenckich był oczywistym kandydatem na przewodniczącego Rady Miasta. Wówczas jednak zabrakło woli porozumienia ze strony PO.
Klub Platformy Obywatelskiej i Porozumienia Sądeckiego podkreśla, że zaraz po wyborach chciał podzielić się z PiS em miejscami w prezydium i komisjami RM, ale to Klub PiS nie podjął tematu.
- Prawdą jest, że zadzwonił do mnie wtedy szef Klubu PO PS Józef Hojnor z propozycją, że na 11 komisji oni obsadzą dziewięć, a nam dają dwie. Mam na to świadków, bo rozmowa odbyła się w obecności większości członków Klubu PiS. Odpowiedziałem wówczas, że nie jest to propozycja do przyjęcia i zaproponowałem podział pół na pół. Niestety, drugiego telefonu już nie miałem. Nastąpiła sesja, wybory przewodniczących i wiadomo jak to się skończyło - radni PO PS wzięli wszystko. Co do ich propozycji kierowanych do mnie później na piśmie, to nie widziałem powodu, żeby na nie odpowiadać. Wolę i chęć współpracy podkreślałem na każdej sesji.
A co z propozycją koalicji skierowanej przez PO PS do radnych PiS u?
- Nie ma najmniejszego powodu, żeby to porozumienie zawierać. Jeśli ktoś mówi o takiej koalicji, to znaczy, że myśli o podziale wpływów i stanowisk. A przecież nie o to chodzi. Twórzmy koalicję dla miasta - złożoną z wszystkich radnych. Ja chcę mieć Radę po stronie miasta i jestem pewien, że tak właśnie jest. Nie mam zamiaru działać politycznie. Nie wyobrażam sobie również, żeby Rada miała działać przeciw prezydentowi. Łączy nas jeden interes - miasto.
Rozmawiała Monika Kowalczyk , "Dziennik Polski" 2007-05-18
Autor: ea