Chcę występować w reprezentacji
Treść
Rozmowa z Maciejem Korzymem, piłkarskim wychowankiem Startu Nowy Sącz, następnie zawodnikiem Sandecji, obecnie Legii Warszawa, który niedawno odmówił wyjazdu z młodzieżową reprezentacją Polski U 20 na turniej do Jordanii
Rozmowa toczy się z Pańskiej inspiracji. Czyżby ruszyły Pana wyrzuty sumienia? Zdał sobie Pan sprawę, że popełnił poważny, może nawet niewybaczalny błąd, odmawiając trenerowi Michałowi Globiszowi przyjazdu na zgrupowanie, poprzedzające wyjazd na turniej do Jordanii?
- Wyrzutów sumienia nie mam, bowiem postąpiłem tak, jak mi nakazywał rozsądek. Czy teraz tego żałuję? Chyba nie. Wciąż uważam, że wyjeżdżając do Jordanii tylko bym osłabił drużynę. Do udziału w turnieju byłem bowiem kompletnie nieprzygotowany. A przyszedłem do "Dziennika Polskiego", by wyjaśnić te poważne nieporozumienia. Media przedstawiły mnie jako smarkacza, któremu poprzewracało się w głowie i który za nic ma reprezentowanie barw narodowych.
A czy w istocie tak to nie wygląda?
- Pewnie i tak, ale właśnie dlatego, że nie dano mi szansy na przedstawienie swych racji.
Służymy zatem łamami.
- Bywa mi teraz cholernie przykro, kiedy spotykają mnie w Nowym Sączu kibice i zagadują: - Te, młody, ale ci sodówa odbiła. A wcale tak nie jest. Nie odbiła mi żadna sodówa. Pozostaję tym samym Maćkiem Korzymem, który przed dwoma laty wyjeżdżał z Nowego Sącza. Występy w kadrze nadal są dla mnie największym wyróżnieniem.
Co się zatem stało przed wyjazdem młodzieżówki do Jordanii?
- Zrobiono ze mnie kozła ofiarnego. Pierwotnie nie byłem bramy pod uwagę przy ustalaniu składu drużyny na wyjazd do Azji. Na adres Legii wpłynął faks z Polskiego Związku Piłki Nożnej z powołaniami dla innego nowosądeczanina Dawida Janczyka i Jędrzejczyka. Na liście był również Grosicki z Pogoni Szczecin, dogadujący się właśnie z działaczami warszawskiego klubu w sprawie przejścia do niego. I on rzeczywiście odmówił wyjazdu. Natomiast do mnie, w nocy, o godz. 23.30 zadzwonił trener Michał Globisz i spytał, czy czuję się na siłach, by za kilka dni odlecieć z kadrą na tournee. Zgodnie z prawdą odparłem, że jestem przemęczony, że przecież niedawno powróciłem z reprezentacją U 19 ze zgrupowania w Izraelu, że wkrótce muszę rozpocząć przygotowania do sezonu z moim klubem, w przeciwnym wypadku mogę stracić miejsce w kadrze pierwszego zespołu i że marzę o kilku dniach urlopu. Trener odparł, że przemyśli sprawę i skonfrontuje swa opinię z działaczami Legii. Nazajutrz otrzymałem od trenera SMS a z informacją, że mam jechać do Jordanii, a do klubu przyszedł ten sam faks co poprzednio, tyle tylko, że dopisano na nim nowe nazwiska, w tym również moje. Spytałem wówczas dyrektora sportowego Legii Mirosława Trzeciaka, co on o tym sądzi. Usłyszałem, że decyzja należy do mnie, że nikt nie będzie na mnie wywierał presji. Skontaktowałem się więc ze szkoleniowcem i grzecznie przeprosiłem, wyjaśniając, że jestem fizycznie rozbity, i jadąc do Jordanii zabrałbym tylko miejsce zawodnikowi w pełni sprawnemu. Pan Globisz spokojnie przyjął moje wyjaśnienie, mówiąc: - Dobrze, to twoje postanowienie. Rozstaliśmy się w najlepszej zgodzie i przez głowę mi nie przeszło, by miało dojść do jakiegoś konfliktu. Tymczasem za dwa dni rozpętała się afera, w której nie zostawiono głównie na mnie suchej nitki. Nie bardzo wiedziałem, jak się bronić. Bo cóż znaczy zdanie jakiegoś tam młokosa naprzeciw opinii prezesa Michała Listkiewicza czy trenera Jerzego Engela. Naprawdę obydwu panów darzę ogromnym szacunkiem, ale myślę, że zostałem przez nich trochę skrzywdzony.
Padła nawet sugestia, by dożywotnio pozbawić Pana, a także Grosickiego i Marciniaka - innych rezygnujących z wyjazdu graczy, prawa do reprezentowania barw narodowych.
- No właśnie. Jeśli już rzeczywiście powinienem zostać ukarany, to w nie aż tak drastyczny sposób. Moją jedyną winą jest to, że nie potrafiłem zapanować nad własną fizjologią. Proszę mi wierzyć, czułem się wyczerpany. W żaden sposób nie byłbym w stanie pomóc kolegom z reprezentacji. Zresztą trener Globisz nie ukrywał, że moje szanse na wyjazd na mistrzostwa świata drużyn U 20 do Kanady są minimalne, a w Jordanii będę pełnił rolę gracza rezerwowego. Ale to już nawet nie o to chodziło. Jakikolwiek występ w biało czerwonym kostiumie jest dla mnie zaszczytem. Nie chciałem się po prostu ośmieszać, wiedziałem, że będę odstawał od reszty drużyny. Opacznie to zrozumiano. Wychodzi teraz na to, że lekceważę swoje powinności. To naprawdę krzywdząca mnie opinia. Gdybym się dowiedział, że już nigdy nie będę mógł wystąpić w reprezentacji Polski, dalsze uprawianie sportu nie miałoby już dla mnie większego sensu.
Rozmawiał DANIEL WEIMER, "Dziennik Polski" 2007-06-19
Autor: ea