Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Chipsy i batony

Treść

Na otyłość chorują już nawet przedszkolaki

W szkolnych sklepikach owoce gniją ze starości, za to niesłabnącą popularnością cieszą się chipsy i czekoladowe batony. Tymczasem eksperci biją na alarm - problem otyłości wśród dzieci narasta z roku na rok.



W Polsce w ciągu ostatnich 20 lat liczba dzieci z nadwagą wzrosła trzykrotnie. - Powodem tego stanu rzeczy jest przede wszystkim zmiana zwyczajów żywieniowych młodych Polaków - podkreśla doc. Piotr Socha z Instytutu "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka" w Warszawie. - Dzieci jedzą zbyt dużo i wypijają ogromne ilości słodzonych napojów, które moim zdaniem są główną przyczyną otyłości.

Na otyłość chorują już nawet przedszkolaki. Najmłodszy pacjent doc. Sochy miał zaledwie cztery latka. Trafił do szpitala z ogromną otyłością. Okazało się, że chłopiec zjadał dziennie cztery paczki chipsów, które popijał kilkoma litrami słodzonego soku. - Na szczęście udało nam się zmienić jego przyzwyczajenia żywieniowe - mówi doc. Socha.

Kto kupi owoce?

Koszmar może jednak wrócić, gdy chłopiec trafi do szkoły. Tam, w szkolnym sklepiku, będzie mógł kupić, co tylko dusza zapragnie. W większości szkół chipsy, batony czy napoje gazowane stanowią podstawowy asortyment szkolnych sklepików i są jednymi z lepiej sprzedających się produktów.

Tylko niektórzy decydują się iść na wojnę z fast foodami. Tak zrobili m.in. nauczyciele i rodzice uczniów Szkoły Podstawowej nr 7 w Krakowie. Poprosili ajenta, aby zrezygnował ze sprzedaży niektórych artykułów, takich jak chipsy, kolorowe napoje gazowane i batony. Zamiast tego w sklepiku miały się pojawić owoce, soki i drożdżówki. Ajent odmówił. Zgodził się jedynie na rozszerzenie asortymentu o zdrowe produkty.

- Efekt tego jest taki, że dzieci nadal opychają się chrupkami, a owoce gniją na sklepowych półkach - mówi z żalem Danuta Dąbrowska, dyrektorka podstawówki. - Nie możemy zabronić ajentowi sprzedaży niezdrowych produktów, tym bardziej że tuż przy bramie szkoły jest sklep, w którym dzieci mogą kupić całe to badziewie - dodaje.

Okazuje się jednak, że nawet szkoły, w których sklepiki prowadzone są przez spółdzielnie uczniowskie nie są pozbawione niezdrowych przekąsek. - Nie mamy chipsów, ani coca-coli, ale obok soków i wody mineralnej sprzedawane są słodycze. Przecież coś musi być w takim sklepiku - tłumaczy Elżbieta Wohn, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 4 w Krakowie.

- A owoce? - pytam. - A kto kupi owoce? - słyszę w odpowiedzi.

Obóz dla grubasa

- Otyłość rzeczywiście przybiera rozmiary epidemii, ale wzrasta też świadomość rodziców, którzy zaczynają dostrzegać problem - pociesza Anna Tarnowska-Person z biura podróży Amitur, które od trzech lat organizuje wczasy odchudzające dla dzieci i młodzieży.

Za dwutygodniowy pobyt trzeba zapłacić ok. 1600 zł. Chętnych jednak nie brakuje. - Już teraz mamy kilka rezerwacji na wakacje - mówi Anna Tarnowska-Person.

Na wczasy odchudzające decydują się najczęściej dziewczęta, ale to chłopcy mają większe problemy z nadwagą. Niechlubny obozowy rekord otyłości też należy do chłopca - czternastolatka, który osiągnął wagę 160 kilo.

- Ta monstrualna waga nie była jednak spowodowana żadną chorobą, a nadmiernym objadaniem się - mówi Anna Tarnowska-Person. - Chłopiec ledwie się ruszał, pocił się, sapał. Musiał być pod stałą opieką lekarza. Z trzytygodniowego obozu wyjechał lżejszy o 16 kilo.

Zdaniem ekspertów rodzicom w walce z otyłością powinno pomóc państwo.

- Przydałoby się wprowadzenie odgórnego zakazu sprzedaży niezdrowej żywności na terenie szkół - mówi Danuta Dąbrowska.

Podobny zakaz obowiązuje od roku w Wielkiej Brytanii. Młodzi Anglicy nie mogą kupić na terenie szkoły batoników, chipsów, solonych orzeszków i napojów gazowanych. Jednak nasze Ministerstwo Edukacji nie ma na razie zamiaru wyrzucać ze szkół szkodliwych dla zdrowia przekąsek. W zamian za to proponuje "programy promujące zdrowe odżywianie" i ma nadzieje, że dzieci polubią zdrową żywność bardziej od reklamowanych smakołyków.

ANNA KOLET-ICIEK

Zdrowa lista

Pierwszym miastem, które rozpoczęło walkę z fast foodami w szkołach jest Warszawa. W ramach kampanii "Wiem, co jem" udało się nakłonić blisko 100 szkolnych sklepików do zmiany asortymentu. Przy okazji akcji opracowano listę produktów, które powinny znaleźć się w zdrowym szkolnym sklepiku. Oto niektóre z nich:

Kanapki - pieczywo (razowe, pszenne, mieszane - chleb, bułki), masło lub margaryna, wędliny chude, pieczone mięsa, suszone kiełbasy, sery żółte, białe, topione, ryby np. pasta rybna, jaja lub pasta jajeczna, dodatek warzyw. A ponadto serki, desery mleczne, jogurty, bułki i bułeczki z nadzieniem, wody mineralne, soki owocowe, warzywne, mleko, kefiry, maślanki, owoce świeże i suszone - np. jabłka, banany, morele, śliwki, rodzynki, musy owocowe, warzywa świeże np. marchewka, papryka, ogórek, rzodkiewka, suchary smakowe, orzeszki, migdały, nasiona (np. słonecznika, dyni), batony i ciasteczka zbożowe. (ANKO), "Dziennik Polski" 2007-02-14

Autor: ea