Czy mogli zagrać w sparingu Sandecji?
Treść
Victoria ukarała czterech piłkarzy
W niedzielnym sparingu piłkarskiej drużyny Sandecji ze Skalnikiem/Bogdańskim, w barwach pierwszego z wymienionych zespołów wystąpiło gościnnie czterech zawodników Victorii. Fakt ten oburzył działaczy z Witowic Dolnych, którzy jeszcze tego samego dnia zawiesili całą czwórkę w prawach członków klubu.
Kwartet "winowajców" tworzą młodzi, obiecujący zawodnicy: Daniel Bomba, jego brat Tomasz i Rafał Augustyn oraz jedyny rutyniarz w tym gronie Lesław Gołąb. Dodatkowego smaczku całej historii dodaje fakt, że gracze ci zagrali dla Sandecji, korzystając z propozycji złożonej im przez jej trenera Stanisława Filasa, który wcześniej przez bez mała dziesięć lat szkolił seniorską drużynę Victorii.
- Nigdy nie oczekiwałem podobnej nielojalności ze strony Filasa - mówił rozgoryczony Ryszard Piwowar, menedżer Victorii. - Do Witowic nie ma już po co wracać. Przecież przed kilkoma dniami widzieliśmy się podczas uroczystego podsumowania rundy jesiennej i miał okazję podzielić się z nami swymi planami co do niektórych zawodników. Tymczasem nie powiedział ani słowa. W efekcie z prasy dowiedziałem się o próbie skaperowania naszych chłopaków. To prawda, Gołąb ma wolną rękę w wyborze klubu, ale niech nie ciągnie za sobą młodych. Działacze Sandecji pewnie naobiecywali im nie wiadomo co, zawrócili w głowach. Tak się po prostu nie robi. Wypadałoby się zwrócić z oficjalnym pismem o wypożyczenie graczy. Czujemy się zlekceważeni, wręcz poniżeni. Cała czwórka, która wzięła udział w sparingu została zawieszona.
Zupełnie inną wersję wydarzeń przedstawia Stanisław Filas.
- Piwowar niech nie zawraca głowy swoimi opowieściami - mówi trener Sandecji. - Ten człowiek po prostu kłamie. Podczas zakończenia rundy, na które - z tego co wiem - zaproszony zostałem w ostatniej chwili, tak, jakbym nie związał się przez dekadę na dobre i złe z Victorią, rozmawiałem z nim na temat chęci wypróbowania kilku moich wychowanków. I menedżer wyraził zgodę. Teraz się tego wypiera. Podkreślam bardzo mocno, że czwórka z Witowic zagrała w Sandecji na próbę, bez jakichkolwiek zobowiązań. Chciałem po prostu dać chłopakom szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności w silniejszej niż Victoria drużynie. Naprawdę nie wiem, skąd ta burza w szklance wody i co się rzeczywiście za tym wszystkim kryje. W stosunku do pana Piwowara zawsze byłem w porządku, nigdy nie powiedziałem o nim złego słowa. Teraz spotyka mnie zimny prysznic. W życiu nie spodziewałbym się po nim takiej agresji. Przekonałem się, że lata poświęcone Victorii okazały się dla jej działaczy nic niewarte. Poza tym nie chcę żadnych awantur.
Do redakcji "Dziennika Polskiego" zadzwonił również Andrzej Pabiś, od niedawna sprawujący funkcję prezesa klubu z Witowic Dolnych.
- To skandal, takie zachowanie nie przystoi klubowi szczycącemu się opinią sportowej wizytówki ziemi sądeckiej - podkreśla prezes. - Sandecja postąpiła co najmniej nieelegancko. Obydwiema rękami podpisuję się więc pod tym, co powiedział Rysiek Piwowar. Ze swej strony dodam, że, z tego co wiem, Victoria nigdy nie hamowała drogi do rozwoju swych zdolnych piłkarzy. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że właśnie w Sandecji od lat z powodzeniem występuje nasz były zawodnik Adam Ciastoń.
- Umówiłem się z trenerem Filasem w ten sposób, że daję mu wolną w rękę przy zapraszaniu obiecujących piłkarzy do udziału w sparingach - wyjaśnia kurator Sandecji Robert Kontewicz. - W przypadku, gdyby nie mógł dojść do porozumienia z prezesami poszczególnych klubów, miał mi dać znać, bym podjął osobistą interwencję. Nie zgłosił, że są jakiekolwiek kłopoty z występem graczy z Victorii. Uznałem więc, że wszystko jest w porządku. Tymczasem działacze z tego klubu zachowali się na obiekcie w Kamionce co najmniej niestosownie, wykrzykując pod naszym adresem różne dziwne kwestie. Uważam, że niepotrzebnie robi się z igły widły. Czwórka piłkarzy z Witowic dostała okazję wypromowania w Sandecji zarówno siebie, jak i swego klubu. To tyle, co mam na ten temat do powiedzenia.
- Regulamin Dyscyplinarny PZPN stanowi, że zarząd każdego klubu ma prawo nałożyć dyskwalifikację do sześciu miesięcy na piłkarza, który nie przestrzega wewnętrznych przepisów - wyjaśnia Antoni Ogórek, wiceprezes OZPN w Nowym Sączu. - Jeśli więc w owym klubowym regulaminie znajduje się paragraf o konieczności uzyskania przez zawodnika zgody od zarządu na występ w barwach innej drużyny, Victoria miała prawo zawiesić graczy biorących udział w sparingu Sandecji.
Ryszard Piwowar poinformował nas wczoraj, że zarząd klubu zebrał się ponownie i postanowił, biorąc pod uwagę młody wiek zawodników, odstąpić od karania ich dyskwalifikacją, ograniczając się do udzielenia im pisemnej nagany.
***
Opisaną historię pozostawiamy bez komentarza. Nasuwa się jedynie następująca refleksja: jak można myśleć o rozwoju piłkarstwa sądeckiego, skoro nawet między klubami z tego samego regionu dochodzi do podobnych nieporozumień? Nie wnikając, po czyjej stronie leży racja.
DANIEL WEIMER
Autor: ea