Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Czyste ubranko, brudny interes

Treść

Brawurowa akcja schwytania fałszywych kominiarzy

Sądeccy kominiarze schwytali na gorącym uczynku czterech pracowników toruńskiej firmy podszywających się pod czyścicieli kominów i sprzedających nielegalnie kalendarze. Po zabarykadowaniu ich na jednej z klatek w bloku przy ul. Sucharskiego wezwali policję. Fałszywi kominiarze dostali mandaty od policji i Urzędu Skarbowego.

Tomasz Szołdrowski prowadzący swoją firmę kominiarską w Nowym Sączu, obok czterech innych istniejących w mieście, otrzymywał od wielu miesięcy sygnały o pojawianiu się na sądeckich osiedlach osobników podających się za kominiarzy i handlujących kalendarzami. Pojawiali się niezależnie od pory roku, robili obchód po domach i znikali z datkami uzbieranymi od łatwowiernych lokatorów. A ci kalendarzami nie gardzili, bo przecież spotkanie kominiarza to dobra wróżba, parę groszy zabierze, ale przecież szczęście nie zna ceny.

W środę sygnał przyszedł z ulicy Sucharskiego i Batalionów Chłopskich. Tomasz Szołdrowski zabrał dwóch swoich ludzi i pojechali na osiedle. Traf chciał, że przed blokiem 54 przy Sucharskiego obie ekipy natknęły się na siebie. Fałszywi zrobili unik do klatki D i to ich zgubiło. Sądeccy kominiarze ruszyli za nimi, zabarykadowali wejście na schody i zadzwonili po policję.

- Nawet się specjalnie nie szarpali - opowiada Tomasz Szołdrowski. - Odblokowaliśmy wejście dopiero po przyjeździe policjantów. Najpierw przyjechała pierwsza grupa operacyjna, która przejęła od nas tych panów, a potem radiowóz, do którego ich zgarnięto.

Wczoraj Beata Frohlich, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu potwierdziła, że pod kominiarzy podszyło się czterech mieszkańców Torunia, pracowników prywatnej firmy mającej w swoich zakresie usługi czyszczenie i sprzątanie oraz handel obwoźny.

- Czyszczenie to pojęcie dość ogólne, ale na usługi kominiarskie trzeba mieć zezwolenie - wyjaśniała. - Panowie zdradzili, że od ich szefa dostali kalendarze po 70 groszy sztuka i różnica między tą kwotą, a otrzymaną od ludzi, szła do ich kieszeni. Za działalność bez uprawnień otrzymali od policji mandaty po 100 zł każdy. W tej samej wysokości zostali ukarani przez Urząd Skarbowy za nierejestrowany handel.

- Sądzę, że było ich więcej niż czterech - przypuszcza Tomasz Szołdrowski. - Trudno mi uwierzyć w te bajki, jakie opowiadali, że przyjechali z Torunia pociągiem. Dla nas kominiarzy, to jest bardzo przykra sprawa. Pracujemy w zawodzie zaufania publicznego. A tacy fałszywi kominiarze mogą wchodzić nawet ludziom do mieszkań. Nie wiadomo do końca, z jakimi zamiarami. Z zeznań lokatorskich wiemy, że dawali po parę złotych, nawet więcej. My kalendarze rozdajemy przy okazji prowadzonych kontroli i przeglądów, także przed nowym rokiem. Przystawiamy na nich swoje pieczątki. Panowie z toruńskiej firmy mieli na sobie nielegalnie mundury kominiarskie, czyste, widać, że nie od roboty, na które patent ma spółdzielnia kominiarska w Wadowicach, użyczony Korporacji Kominiarzy Polskich. Akurat udało nam się przechwycić jedną grupę lub jej część, ale takich, co to dziś są kominiarzami, a jutro, powiedzmy listonoszami czy strażakami, może być więcej. Apeluję więc do sądeczan, szczególnie mieszkających w dużych skupiskach osiedlowych o czujność. Wystarczy spytać o dokumenty, a fałszywi zaraz będą się wycofywać.

Zdaniem prawdziwych kominiarzy jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Ludzi przy okazji wizyty takich oszustów, mogą ich prosić o fachowe rady, bo coś niedomaga w przewodach, budowie pieców, instalacjach wentylacyjnych, gazowych. Oni oczywiście nie mają o tym pojęcia i na odczepnego powiedzą cokolwiek.

Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2007-01-26

Autor: ea