Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Dwóch za wszystkich

Treść

Sądowe sankcje za niedozwolone kolportowanie ulotek wyborczych w Grodzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej

Sąd Rejonowy w Nowym Sączu wyda dziś wyrok w sprawie niezgodnej z prawem agitacji na rzecz startujących w wyborach członków Grodzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Ulotki wyborcze z imienną listą kandydatów władze spółdzielni dołączały do książeczek czynszowych. Doniesienie do prokuratury złożyła sądecka delegatura Krajowego Biura Wyborczego. Przed sądem stanęli przewodniczący Rady Nadzorczej Bogusław Budzyński i jej sekretarz Zygmunt Kudziel.



Sąd, w tej niecodziennej sprawie, może wymierzyć oskarżonym karę grzywny, może też odstąpić od wymierzenia kary z powodów nikłej szkody społecznej, a przede wszystkim jak najlepszych intencji, jakimi się kierowała Rada Nadzorcza "Grodzkiej". Obaj panowie znaleźli się na ławie oskarżonych dlatego, że są upoważnieni do reprezentowania interesów spółdzielni na zewnątrz. Ten przypadek, co sami przyznają, jest zupełnie wyjątkowym sposobem reprezentacji.

Z początkiem września, najwyższa władza spółdzielni, walne zebranie przedstawicieli, upoważniło Radę Nadzorczą do działań mających na celu promowanie wyborcze wszystkich spółdzielców startujących do samorządów w Nowym i Starym Sączu, a więc tam, gdzie spółdzielnia ma swoje bloki. Taką uchwałę podjęła Rada w dniu 18 października.

Jak się okazało, kandydatów spółdzielców ze wszystkich szesnastu komitetów wyborczych uzbierało się pięćdziesięciu.

- Zorganizowaliśmy spotkanie z kandydatami. Przyszło trzydziestu czterech - powiedział nam Bogusław Budzyński. - Uzyskaliśmy od nich zgodę, że chcą naszego poparcie. Na ulotkach dołączonych do książeczek czynszowych i wywieszonych w naszych wewnętrznych gablotach, znalazły się ich nazwiska z informacją, że są członkami Grodzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Te dane były ogólnie dostępne. Przed naszymi kandydatami postawiliśmy tezy do realizacji, by, po ewentualnej wygranej, pamiętali o interesach spółdzielców.

Ogólne hasło ulotki brzmiało:

"Chcesz poprawić "Grodzkiej" los, oddaj na nią głos. Osiedla, ulice, podwórka, sklepy, to prawdziwy obraz naszego miasta. Kolejne władze na ratuszu niejednokrotnie o tym zapominały. Nasza spółdzielnia i mieszkańcy zostali zepchnięci do getta, pozostawieni sami sobie."

- Było to oczywiste naruszenie prawa - mówi dyrektor delegatury KBW w Nowym Sączu Janusz Blachura. - Instytucja nie miała prawa finansować i uczestniczyć w kampanii wyborczej. Choćby to było nawet 180 zł, bo taki miał być koszt tych ulotek. Ktoś powiadomił mi o nich. Musiałem zareagować. Poprosiłem telefonicznie przewodniczącego Rady Nadzorczej o dokumenty w tej sprawie.

W dniu 16 lutego odbyła się rozprawa sądowa. Bogusław Budzyński obszernie wyjaśniał powody, dla których postanowiono wesprzeć swoich ludzi w wyborach.

- Wyobraźmy sobie, że w danym mieście jest 80 procent spółdzielców. Jakaż wytworzyłaby się ogromna nierówność szans, ustawodawca takiej sytuacji nie dopuszcza - dowodził wczoraj w rozmowie z nami dyrektor Blachura. Przed sądem opowiadając się za nienaruszalnością prawa, prosił równocześnie sąd - co jest zupełnie niecodzienne - o odstąpienie od wymierzenia kary, ze względu na intencje spółdzielców.

Efekty tej kampanii okazały się bardzo mierne. Z całej liczby lansowanych osób tylko trzy dostały się do Rady Miasta Nowego Sacza, tj. Zofia Pieczkowska, Antoni Rączkowski i Józef Gryźlak. W Starym Sączu - ani jedna.

Żaden z komitetów wyborczych nie zgłosił zastrzeżeń do tego typu poparcia. Ulotki wywołały wrzenie w środowiskach poza spółdzielnią i z pewnością stamtąd dotarła wiadomość do biura wyborczego.

Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2007-02-22

Autor: ea