Działacze uratowali klub
Treść
Dosłownie w ostatniej chwili w środę Sandecja wpłaciła do miejskiej kasy część ubiegłorocznej nieprawidłowo wykorzystanej dotacji z budżetu miasta. 160 166,56 zł pożyczyli działacze i miłośnicy trzecioligowego klubu piłki nożnej, żeby nie dopuścić do jego upadłości.
Od poniedziałku, kiedy to Wydział Kultury i Sportu Urzędu miasta podliczył kwotę dotacji do zwrotu, aż do środy zarząd MKS Sandecja szukał rozwiązania sytuacji, za którą nie poczuwał się do odpowiedzialności. Pieniądze, których zwrotu w imieniu miasta domagał się dyrektor Józef Kantor wydatkowali kuratorzy Sandecji, po których schedę przejął obecny zarząd - wybrany w połowie grudnia 2006 roku. Nowy zarząd musiał rozliczyć ubiegłoroczne dotacje - w sumie pół miliona zł. Z czego ponad 160 tys. zł zamiast na szkolenie młodzieży i organizację zawodów oraz imprez, zgodnie z przeznaczeniem, wydano na inne cele.
Złożyli się działacze
Rzecznik prasowy Bartosz Klimala i zarazem członek zarządu MKS Sandecja wyjaśnia, że bilans nie zgadzał się m.in. z powodu przeszacowania niektórych obszarów działalności klubu.
- Dawniej wiele faktur można było odliczyć w związku z administrowaniem przez stowarzyszenie obiektami i stadionem na ul. Kilińskiego. Od kiedy przejął je Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji nie wszystkie zaplanowane działania można było zrealizować - wyjaśnia Klimala.
- Przeszacowanie wydatków miało miejsce także w planowanym zatrudnieniu szkoleniowców. Sytuacja finansowa klubu w tym okresie była bardzo trudna, świadczy o tym trzykrotna zmiana władz stowarzyszenia - dodał w oświadczeniu dla prasy.
Gdyby dotacja nie została zwrócona do środy, MKS Sandecja nie mógłby liczyć na kolejne przez trzy najbliższe lata. To w konsekwencji doprowadziłoby do upadłości stowarzyszenia i to na dwa lata przed setną rocznica jego istnienia.
Klub ma w Sączu od lat wiernych kibiców, także wśród przedsiębiorców, którzy wyłożyli pieniądze na jego ratowanie z własnych kieszeni.
- Traktujemy to, jako pożyczkę i będziemy robić wszystko, żeby zwrócić im pieniądze - podkreśla Klimala, choć ma świadomość, że to będzie niezwykle trudne.
Danek i Żytkowicz rezygnują
Sytuację Stowarzyszenia MKS Sandecja dodatkowo komplikuje fakt, że prezes zarządu przebywa za granicą, a dwóch wiceprezesów składa rezygnację, ponieważ okazało się, że zgodnie z przepisami mogą działać we władzach tylko jednego stowarzyszenia sportowego. Z tego powodu już w poniedziałek decyzję o rezygnacji z wiceprezesowania Sandecji złożył Witold Żytkowicz, który wybrał funkcję przewodniczącego Komisji Rewizyjnej w Biegoniczance. W środę okazało się, że podobną decyzję musi podjąć wiceprezes Sandecji Andrzej Danek, który od lat pełni funkcję prezesa klubu Dunajec.
- Chcę podkreślić, że moja decyzja nie ma absolutnie nic wspólnego z obecną sytuacją klubu. Z żalem składam mandat, zapewniając, że nadal będę w miarę możliwości pomagał Sandecji. Chcę przypomnieć, że przed laty pożyczyłem już klubowi znaczną kwotę, przeznaczoną na zakup dwóch zawodników. Pieniędzy tych oczywiście nikt mi nie zwrócił. Ze stratą się pogodziłem. Jeśli jednak zajdzie taka potrzeba, klub zawsze może na mnie liczyć - mówi Andrzej Danek.
- Spotykamy się w tej sprawie i chcemy sprawdzić w obowiązujących przepisach, czy istotnie obaj wiceprezesi nie mogą pozostać w zarządzie. Jeśli tak, być może trzeba będzie uzupełnić zarząd o nowych członków - mówi Klimala.
Prezydent Ryszard Nowak podczas wczorajszej konferencji prasowej wyraził zaniepokojenie rezygnacją dwóch członków zarządu klubu. Poinformował, że będzie sugerował władzom stowarzyszenia zwołanie walnego zebrania, podczas którego wybrany zostanie nowy zarząd na czele z prezesem, jeśli obecny prezes Sandecji, Robert Kontewicz, nadal będzie przebywał za granicą.
- Mamy zapewnienie prezesa, że wróci do 20 marca. Poczekamy, a potem podejmiemy decyzje o zwołaniu walnego zebrania. Najwcześniej mogłoby się ono odbyć w lipcu - dodaje Klimala.
Ile kosztuje Sandecja?
Spłata 160 tys. zł daje Stowarzyszeniu MKS Sandecja nadzieję na przetrwanie. Choć wcale nie rozwiązuje trudnej sytuacji klubu, który wciąż ma do spłacenia zadłużenie m.in. zalega spółce Sądeckie Wodociągi ponad 100 tys. zł za okres od 2001 do 2006 roku. Prezes Wodociągów gotów jest rozliczyć sporą część zadłużenia w zamian np. za to, żeby MKS Sandecja zorganizowała spartakiadę dla około dwóch tysięcy wodociągowców z całej Polski.
Ile Sandecja kosztuje miasto, jeśli zliczyć różne formy pomocy? Na to pytanie prezydent Ryszard Nowak nie potrafił wczoraj odpowiedzieć. Roczna dotacja wyniosła w ubiegłym roku pół miliona złotych minus 160 zwróconych tysięcy.
Teraz miasto może wypłacić przyznaną Sandecji w drodze konkursu kolejną dotację w wysokości 290 tys. zł. Ale to nie jedyne wsparcie od miasta. W ubiegłym roku władze utworzyły Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, głównie po to, żeby administrował obiekty Sandecji, odciążając Stowarzyszenie ze związanych z tym kosztów. MOSiR, jako jednostka budżetowa, otrzymuje 300 tys. zł rocznie. Od stycznia 2007 roku prezydent przekazał stowarzyszeniu w użyczenie publiczny majątek w postaci kilku parkingów i dwóch placów targowych, z których dochód ma podreperować budżet stowarzyszenia. Prezydent Nowak w ubiegłorocznej rozmowie z "Dziennikiem Polskim" powiedział, że brutto przychód z przekazanych obiektów powinien przynieść klubowi około miliona złotych. Po odjęciu kosztów związanych m.in. z zatrudnieniem pracowników i podatkami dla klubu powinno zostać ok. 600 tys. zł. Władze stowarzyszenia spodziewają się znacznie mniejszych kwot, ale o własnych wyliczeniach na razie nie mówią.
- Działacze uważają, że gdyby dostali z budżetu miasta milion złotych rocznie, klub funkcjonowałby bez problemów - powiedział wczoraj wiceprezydent Jerzy Gwiżdż. - Być może kiedyś budżet będzie dotował Sandecję, na razie tego robić nie możemy. Ale na pewno klub nie zostanie bez pomocy - zadeklarował.
Monika Kowalczyk, "Dziennik Polski" 2007-03-02
Autor: ea