Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Fabryka dźwięków

Treść

W "Sokole" zostały zbudowane pięćdziesięciogłosowe organy koncertowe, których podstawa konstrukcyjna powstała w jednej z najbardziej znanych firm na świecie



Od kilku tygodni w nowosądeckim "Sokole" trwają skomplikowane prace przy sprawdzaniu i strojeniu organów, których pierwsze próby brzmieniowe planowane są na wiosnę, a po raz pierwszy zabrzmią koncertowo w lecie. To druga po Filharmonii Krakowskiej placówka kultury w Małopolsce posiadająca organy koncertowe.

"Sokół" zakupił używane organy w luterańskiej katedrze w Lampertheim w Niemczech. Wyszły z jednej z najbardziej znanych firm światowych Walckera z Ludwigsburga, tradycją sięgających dziewiętnastego stulecia. Najstarsze elementy tych organów mają równo pół wieku. Jedna trzecia piszczałek i urządzeń została zamieniona nowymi. Z organów czterdziestogłosowych powstały pięćdziesięciogłosowe, co oznacza, że wykonawca będzie miał do dyspozycji nawet kilka tysięcy piszczałek. Ich prospekt, czyli zewnętrzny układ widoczny dla widzów i słuchaczy został umieszczony nad sceną w sali widowiskowej. Artysta będzie ukryty za prospektem. Tego typu rozwiązanie wynika z typu instrumentu. Będzie można grać na nim nie tylko za pomocą elektrycznie przekazywanych impulsów od klawiszy do wentyla blokującego pompowane do piszczałek powietrze, ale także sposobem mechanicznym. Organy są uniwersalne. Pozwalają na zagranie każdego rodzaju muzyki, jakie na nie została przez długie wieki napisana. Można grać na nich solo, bądź koncertować z orkiestrą symfoniczną.

- Zamontowaliśmy organy już w ubiegłym roku, ale jest to przedsięwzięcie bardzo skomplikowane technicznie - wyjaśnia dyrektor MCK "Sokół" Antoni Malczak. - Poczynając od wypełnienia niewielkiego, ciasnego pomieszczenia nas sceną za prospektem, całą bardzo skomplikowaną aparaturą przez różne konieczne korekty po tak niezwykły zupełnie dla nas problem jakim jest wymagana wilgotność powietrza ponad 50 procent. Obecnie mamy na sali około 30 procent, co oznacza, że jest za sucho. Będziemy musieli sobie z tym poradzić jakimś systemem nawilżania.

Organy w "Sokole", jak się okazuje, nie są pomysłem nowym.

- O organach myślałem jeszcze na etapie remontu - mówi dyrektor Malczak. - Spotkaliśmy się wtedy zupełnie przypadkowo z Ireneuszem Wyrwą, współorganizatorem z dyrektor Stanisławą Obrzut z LDK festiwalu organowego w Limanowej. Mowa była o tym, by taką imprezę móc również organizować w Nowym Sączu. No, ale żeby to robić, trzeba mieć instrument. Pamiętam pierwsze nieśmiałe próby projektowe. Łamaliśmy sobie głowy, gdzie takie organy umieścić. Pomysł, żeby znalazły się nad sceną, przez analogię do usytuowania w kościołach, panu Ireneuszowi bardzo się spodobał. W trakcie trwania remontu "Sokoła" odbyło się kilka spotkań, w których oprócz Ireneusza Wyrwy wzięli udział doktor Marek Kozień, główny projektant wnętrz jednego skrzydła i całej technologii teatralnej oraz organomistrz z Katowic Mieczysław Klonowski. W przebudowie pomagała firma Mariana Majchera spod Krakowa.

Można powiedzieć, że od strony artystycznej i doboru instrumentu pierwszy głos gra w tym projekcie Ireneusz Wyrwa. Pochodzi z Nowego Wiśnicza, jest adiunktem Instytutu Muzykologii na KUL oraz koncertującym organistą.

- Pochodzę z Małopolski i dlatego zależało mi, by tutaj właśnie stworzyć tradycję festiwalu organowego - mówi Ireneusz Wyrwa. - Organy w bazylice limanowskiej są bardzo ciekawym, choć wymagającym renowacji instrumentem. Pozwalają na grę wirtuozowską. Te, które zostały zamontowane w "Sokole", są w miarę uniwersalne. Trzeba powiedzieć, że Małopolska zdecydowanie odbiega liczbą instrumentów tego typu od Pomorza. Wiąże się to z tradycją wpływów protestanckich i luterańskich z Niemiec. Stąd tam takie zagęszczenie festiwali. Kościół katolicki w Polsce był przez stulecia dość powściągliwy, gdy chodzi o używanie organów. Jest czymś niezwykłym, że pierwsze zapisy nutowe na organy pochodzą z XIV wieku. Zasiadający do klawiatury organiści mają do dyspozycji literaturę muzyczną z prawie 700 lat. Żaden inny instrument nie ma takich zapisów.

Dzieje najbardziej monumentalnego instrumentu w historii muzyki sięgają kilku tysięcy lat przed naszą erą do Chin, gdzie piszczałki umieszczano na miechu z powietrzem. Wiele wieków później starożytni Grecy budowali systemy piszczałkowe. Jak podkreśla Ireneusz Wyrwa, niemal każdy z krajów europejskich wykształcił zupełnie inną stylistykę, nieco inną konstrukcję do stosowaną do rodzaju muzyki. To były i są nadal dzieła sztuki stolarskiej, rzeźbiarskiej i snycerskiej oraz jednocześnie bardzo skomplikowane urządzenia techniczne, w których obecnie swoje miejsce znalazła także komputerowa elektronika.

To co widać w kościołach, lub na salach filharmoniczznych, to jedynie mniej lub bardziej ozdobiony fronton organów, powtórzymy, zwany prospektem. Za szeregiem piszczałek różnej wielkości zaczyna się dopiero właściwa fabryka dźwięków. Kluczową rolę odgrywają w niej systemy przekazu impulsów od klawiszy do powietrznych wentyli piszczałek.

- W historii budowy organów mamy trzy rodzaje przekazu tych impulsów.; mechaniczny, pneumatyczny i elektryczny - tłumaczył nam wczoraj Ireneusz Wyrwa, który po raz kolejny przyjechał do Nowego Sącza sprawdzić na jakim etapie są wdrażane korekty projektowe. - Te dwa ostatnie nazywam martwymi, gdyż tylko w pierwszym przypadku grający ma bezpośredni wpływ na sposób przepływu powietrza przez system głosowy. W pozostałych tylko przekazuje sygnał do dalszego przetworzenia, które dzieje się poza nim. W systemie pneumatycznym nawet z pewnym opóźnieniem. W sądeckich organach jest zastosowany jako podstawowy system mechaniczny. Dlatego muzyk musi siedzieć w miarę pośrodku całego prospektu, by systemy dźwigni od manuału do piszczałek była w miarę zbliżona do siebie. W kościołach, co możemy zauważyć także siedzi pod prospektem, przed nim lub za nim, po środku. Mogliśmy odsłonić wykonawcę dla widowni, ale pomniejszyłoby to liczbę głosów. Ostatecznie będzie ich 51, co oznacza kilka tysięcy piszczałek. Co ważne, żadna nie będzie niema. Takie przypadki się zdarzają, gdy konstruktorom pasowało do wylądu więcej piszczałek, niż potrzeba.

Manuał, czyli klawiatura, bywa bardzo różnie ustawiona wobec prospektu. Najczęściej równolegle pod nim, ale bywa, że i bokiem. W wersjach wyłącznie elektrycznego sterowania, organista może siedzieć nawet bardzo daleko od prospektu.

Sądeckie organy, aż do premiery zakryte są wiszącą tkaniną. Będzie odsłaniana do prób dźwiękowych. Kilkadziesiąt stron zajęło opracowanie problemu, jak właściwie będzie się rozchodził dźwięk z organów po sali widowiskowej. Na pewno ci, którzy w tej chwili spoglądają w dół z górnych rzędów balkonu, będą dowartościowani, bo choć muzyka nie zobaczą jak reszta, to jednak cały prospekt będzie przed ich oczami jak malowany.

Czy można było kupić nowy instrument? Oczywiście, ale w przypadku zaangażowania jednej spośród widodących firm europejskich, trzeba by było mieć na to około miliona euro, natomiast w razie podpisania kontraktu z krajową firma organmistrzowską 1,5 mln zł. Pozostał więc wtórny rynek niemiecki, na którym można znaleźć świetnej jakości instrumenty.

- Według specjalistów - podkreśla dyrektor Malczak - zakupione organy z katedry Lampertheim uznane zostały za możliwe do adaptacji i dają gwarancję uzyskania zakładanego efektu. Koszt ich zakupu wraz z dodatkowymi dźwiękami wyniósł 305 tys. zł. koszt remontu, renowacji poszczególnych części, wykonaie dodatkowych wiatrownic, szafy ekspresyjnej, nowego prospektu organowego, konstrukcji nośnej, montaż, intonacja i strojenie to 480 tys. zł.

Jak podkreśla Ireneusz Wyrwa, przez długie stulecia, podstawowa konstrukacja organów nie uległa zmianie. Ich elementy rozwijały się w różnych krajach jedynie w kierunku wymuszanym przez style muzyczne i kompozycje. Największe organy na świecie znajdują się obecnie w sali koncertowej Atlantic City. Mają kilkaset rejestrów, dwa niezależne stoły gry. W Japonii zbudowano organy, które próbują połączyć w sobie wszystkie możliwe technologie wytwarzania dźwięku. Wciąż powstają nowe kompozycje organowe i ta muzyka przeżywa kolejny renesans. W Polsce najpotężniejsze organy zamontowane zostały w bazylice w Licheniu. Liczą 157 głosów, co odpowiada mniej więcej 10 tysiącom piszczałek. Miejsca festiwali organowych, takie jak Trzebnica, Leżajsk, Frombork, Oliwa czy Kamień Pomorski związane są istniejącymi w kościołach w tych miastach organami.

Czy podczas pierwszego koncertu, słuchacze z najbliższych prospektowi foteli nie pospadają na ziemie powaleni siłą głosu? Fachowcy a za nimi dyrekcja "Sokoła" twierdzi, że nic takiego zdarzyć się nie może. Monumentalność dźwięku nie musi oznaczać jego siły rażenia. Choć jak przyznają siedzący w fabryce dźwięków organiści stawali się z biegiem czasu głusi. Być może takich ofiar w "Sokole" też nie będzie.

Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2007-02-26

Autor: ea