Gorzkie żale
Treść
Fatalny stan dróg, brak kanalizacji i wodociągów, uciążliwości związane w życiem w przemysłowej strefie, zagrożenie powodziowe, brak patroli policji i Straży Miejskiej, brak zgody na projekt budowy stacji telefonii cyfrowej - to tylko kilka problemów, które przedstawili mieszkańcy sądeckiego osiedla Kaduk prezydentowi Ryszardowi Nowakowi, wiceprezdent Bożenie Jawor i dyrektorom wydziałów Urzędu Miasta.
Spotkanie w Szkole Podstawowej nr 9 prowadził przewodniczący Zarządu Osiedla Stanisław Markowicz. Uczestniczyli w nim m. in. radni Grzegorz Mądry (zasiadł w prezydium) i Piotr Lachowicz (zaszył się wśród mieszkańców, których przybyło ok. 150).
Przysłuchując się dwugodzinnej, momentami bardzo burzliwej dyskusji, można było odnieść wrażenie, że ta dzielnica nosi swoją nazwę zgodnie z definicją encyklopedyczną (kaduk - od łacińskiego caducus - bezpański, to w jednej z wersji słownikowych "spadek pozostawiony bez dziedziców").
***
Leżące między Wólkami, Tłokami, Dąbrówką, Nową i Starą Koloniami osiedle jest specyficzne. Duże skupiska domków jednorodzinnych są przemieszane z przemysłowymi terenami. Stąd utyskiwania m. in. na uciążliwość firmy "Konspol" (smród i hałas), hurtowni "Galicja" i kilku innych zakładów, do których dojeżdżają dziesiątki tirów i ciężarówek.
Dostało się - i to mocno - studentom WSB NLU, którzy mieszkają przy ul. Jana Pawła II w bloku przylegającym do wielu domów. Nieustające nocne imprezy, zwłaszcza w weekendy, w dni popularnych imienin i urodzin, zatruwają życie mieszkańcom. Napomnienia kończą się ponoć groźbami i przekleństwami oraz nieskutecznymi działaniami policji.
Do tego dochodzi jeszcze plan postawienia na tym obiekcie wysokiego masztu stacji telefonii cyfrowej Era, na co nie godzą się sąsiedzi obawiający się negatywnego wpływu promieniowania na ich zdrowie. Na razie walczą drogą administracyjną. Zebrali już kilkaset podpisów przeciwników tej inwestycji. Jeśli będzie trzeba, wystąpią do sądu.
Padły też z sali prośby o nierozszerzanie osiedla miejscowych Romów, którzy także sprawiają problemy mieszkańcom Kaduka. Kilka osób w dramatyczny sposób apelowało o zabezpieczenie przed potokiem Dąbrówka, który rok po roku zalewa im gospodarstwa (to akurat zadanie nie władz samorządowych, ale Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, urzędnicy z ratusza w tej sprawie wielokrotnie już interweniowali). Do tego trzeba jeszcze dodać fatalny stan dróg, brak skutecznie działających kanalizacji i wodociągów. To tylko część listy "gorzkich żalów", które w bardziej lub mniej ekspresyjny sposób przedstawiali sądeczanie, atakując przedstawicieli magistratu za lata obiecanek - cacanek.
***
- Ja tutaj żyję 43 lata - mówił jeden z uczestników zebrania - i nic się tu nie zmienia.
- A ja mam 44 lata i nie mogę brać odpowiedzialności za 43 lata - odparował prezydent Ryszard Nowak. - Oczywiście, mamy w Sączu ciągłość władzy, odpowiadamy za to, co wcześniej ustalali nasi poprzednicy, ale trzeba też pamiętać, że my dopiero pełnimy swoje funkcje pół roku.
Gospodarz miasta i jego dyrektorzy starali się udzielić odpowiedzi na pytanie, kiedy jaka inwestycja będzie możliwa do realizacji. W ciągu najbliższych dwóch lat, dzięki środkom z Funduszu Spójności, uda się wybudować kanalizacje sanitarne i wodociągi. Tu okazało się, że wielu właścicieli domów nie zadbało o urządzenie sobie szamb i zbiorników na ścieki, nielegalnie podłączając się do kolektorów opadowych. W tym samym czasie ma być wybudowana droga łącząca ul. 29 Listopada z Grunwaldzką, co pozwoli na odciążenie ul. Zielonej, Jana Pawła II i Grottgera. Sukcesywnie będą naprawiane mniejsze ulice, budowane chodniki. Nie uda się jednak tego zrobić szybko. Zaległości są bowiem wielkie.
***
Przedstawiciele policji i Straży Miejskiej odpowiadali, że starają się reagować na sygnały mieszkańców, ale nie zawsze mogą znaleźć sprawców zakłócania spokoju i porządku publicznego. Dotyczyło to m. in. studentów, ale też osób, które nagminnie niszczą znaki drogowe, kosze, wysypują byle gdzie śmieci.
W sprawie stacji telefonii cyfrowej prezydent Ryszard Nowak zapewnił, że jest przeciwny lokalizacji takich urządzeń w dużych skupiskach ludzi, ale nie jest pewny, czy będzie władny odmówić inwestorowi. To zależy od przepisów, analiz wpływu na zdrowie mieszkańców i wielu innych spraw. Obiecał też, że będzie inicjował kontrole w zakładach znajdujących się na Kaduku (czy nie ma przekroczeń norm dotyczących ochrony środowiska). Podkreślił, że nie ma możliwości przeniesienia uciążliwych zakładów. W osiedlach mieszkaniowych sąsiadujących z terenami przemysłowymi zawsze będą problemy. Zobowiązał się też do sprawdzenia, czy firmy wywożące ścieki rzeczywiście w tej części miasta wpuszczają fekalia do sieci burzowej. Jeżeli tak, to jest to bardzo poważne przestępstwo.
***
Nie wszyscy mieszkańcy osiedla byli zadowoleni z odpowiedzi. Niektórzy demonstracyjnie wyszli ze spotkania, mrucząc coś pod nosem. Ludzie są zdenerwowani, nie lubią deklaracji bez pokrycia, ale też nie rozumieją mechanizmów funkcjonowania miasta, kształtowania budżetu, planowania inwestycji. Stąd często na takich zebraniach dają upust swojej agresji. Słusznie uważają, że prezydent i jego ludzie są od tego, by rozwiązywać ich problemy. Szkopuł w tym, że z podobnymi żądaniami występują sąsiedzi z innych osiedli. Ostatecznie więc przedsięwzięcia zakwalifikowane do realizacji zawsze muszą być efektem kompromisu między władzą a obywatelami, a do tego uwarunkowane są możliwościami finansowymi.
Piotr Gryźlak, "Dziennik Polski" 2007-06-01
Autor: ea