Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Gra dla samej gry

Treść

Zaniedbania w realizacji programu wyborczego i niezrozumiałe dla Polaków zmiany personalne, w tym nagła dymisja szefa MSWiA Ludwika Dorna, dowodzą, że Prawo i Sprawiedliwość doświadcza erozji ideowej i ewoluuje w kierunku partii establishmentu.


O ile w pierwszych miesiącach po wyborach PiS sprawiało na zewnątrz wrażenie monolitu z nieznacznym pęknięciem na linii dawne PC - dawne ZChN, to obecnie w partii narastają podziały biegnące w poprzek tamtych, a wynikające nie tyle ze sporów ideowych, co z ambicji osobistych, sympatii i związków personalnych, interesów i zatargów lokalnych. Wraz z odejściem Jarosława Kaczyńskiego do rządu partii zabrakło jego obecności, która działała jak oliwa wylana na wzburzone fale.
Rozluźnienie, które zapanowało w strukturach, nie ma obecnie bezpośredniego przełożenia na szefa partii. Chociaż Kaczyński jest wytrawnym politykiem, a i teorię polityki ma w małym palcu, nie zdołał najprawdopodobniej zapobiec zjawisku, które z różnym nasileniem towarzyszy każdej władzy: formowaniu się wokół jego osoby czegoś w rodzaju dworu, który w pewien sposób go izoluje. Tworzy go wąskie grono najbliższych współpracowników, którzy decydują o tym, które informacje do niego trafią, kto i kiedy zostanie przyjęty, sugerują, co ma sądzić o tym czy owym polityku, ministrze, pośle, urzędniku z dalszych szeregów. Wprawdzie premier nie należy do ludzi podatnych na manipulacje ze strony otoczenia, ale że nie jest w stanie samodzielnie objąć całej rzeczywistości rządzenia - musi się na kimś oprzeć.
I tak PiS, partia, która szła do wyborów z programem oczyszczenia państwa i budowania Polski solidarnej, powoli ginie w odmętach totalnej walki o wpływy, a gra polityczna usuwa w cień realną politykę.
Na tym tle dymisja Dorna, której nikt nie wyjaśnił Polakom, jawi się jako jedna z takich gier, która pozwoli premierowi przejść do kolejnej ofensywy politycznej. W tym Kaczyński czuje się najlepiej. Czy można sobie np. wyobrazić bardziej spektakularne polityczne zwycięstwo niż osadzenie lidera Platformy - Jana Rokity - w MSWiA, skąd pokieruje usunięciem z fotela prezydenckiego Hanny Gronkiewicz-Waltz? Czy umieszczony na razie w politycznej separatce znany z ciętego języka Ludwik Dorn nie otrzyma polecenia startu w ponownych wyborach w stolicy? Jaki piękny, dramatyczny scenariusz! No i dzięki temu nie będzie partii Rokity i Marcinkiewicza. Ten ostatni zresztą nie wytrzymał i chce umknąć w cień. Nie będzie też koalicji z PO, bo i po co, skoro kluczowe miejsca w rządzie i tak sprawować będą prominentni politycy Platformy. Już teraz Gilowska i Gęsicka trzymają całą kasę. Reszta zależy od tego, ilu ludzi sprowadzi ze sobą Rokita. Może uda się wypchnąć z koalicji przynajmniej Samoobronę?
Niestety, ta wieloaktówka może być grana przez całą kadencję, co dla wyborców "Polski Solidarnej" nie stanowi dobrej wiadomości. Na otarcie łez dostaną może pod koniec kadencji znakomitego ministra Ziobrę jako premiera, gdy Kaczyński zechce usunąć się w cień, by ułatwić reelekcję bratu. Ale nie zapominajmy, że to, co robi Ziobro, to tylko część programu PiS, z którym partia szła do wyborów. Reszta - pronatalna polityka, podatki prorodzinne, zatrzymanie uciekającej z kraju młodzieży, wsparcie dla drobnych i średnich przedsiębiorców, rozbijanie układów, które rządzą rynkiem finansowym, naprawa służby zdrowia - wszystko to leży. PiS nie realizuje programu "Polski Solidarnej". Para poszła w gwizdek. Zamiast tego próbuje się mocno usadowić w strukturach państwa. Z partii antyestablishmentowej staje się partią establishmentu.
Małgorzata Goss, "Nasz Dziennik" 2007-02-12

Autor: ea