Grać - to dla mnie najważniejsze
Treść
mówi "Dziennikowi Polskiemu" Maciej Korzym, wychowanek nowosądeckiego Startu, który do pierwszoligowej Legii Warszawa trafił jako piłkarz Sandecji
Czy tak wyobrażał Pan sobie, pierwszą, po powrocie z rocznego wypożyczenia do Odry Wodzisław, rundę spędzoną w warszawskiej Legii?
- Zdecydowanie nie. Jestem rozczarowany. Zarówno rozwojem wypadków, jak i własną postawą. Podstawowy skład Legii okazał się dla mnie zbyt wysoką półką. Nie miałem zresztą zbyt wielu okazji do zademonstrowania swych faktycznych możliwości. Zaledwie kwadrans spędzony na boisku w ekstraklasie, podczas przegranego zresztą meczu z Koloprterem Koroną Kielce oraz epizody w eliminacjach do Ligi Mistrzów i ostatnio w Pucharze Ekstraklasy to stanowczo zbyt mało, by zaspokoić moje ambicje.
A zaczęło się wcale obiecująco: od udanego występu w pucharowym meczu warszawiaków w Islandii. Był Pan współautorem gola dla swej drużyny...
- Wystąpiłem przez niewiele ponad pół godziny i rzeczywiście, ponoć nieźle wprowadziłem się do zespołu. Udział przy zdobyciu jednej bramki nie może jednak w żaden sposób wpłynąć na negatywną ocenę całej rundy.
Lepiej niż w klubie wiodło się Panu w reprezentacji Polski U-18. Awans do kolejnej rundy eliminacji mistrzostw Europy nie rekompensuje tych ligowych niewypałów?
- Tylko w niewielkim stopniu. Owszem, z pierwszego miejsca przeszliśmy do kolejnej fazy kwalifikacji. 7 lub 8 maja odlatujemy do Izraela, gdzie czekają nas potyczki z rówieśnikami z Francji, Słowacji i z gospodarzami. Zadanie to wyjątkowo ciężkie, bowiem do finałowej ósemki drużyn kwalifikuje się wyłącznie zwycięzca grupy z Tel Awiwu.
Powróćmy jeszcze na krajowe podwórko. Dobrze wypadł dla Pana koniec sezonu. Niemal rzutem na taśmę przekonał Pan działaczy Legii do przedłużenia kontraktu z sobą o dalsze pięć lat. Zadecydował mecz z GKS Bełchatów?
- Być może. W spotkaniu tym linię ataku tworzyło dwóch sądeczan: Janczyk i Korzym. Dawid strzelił gola, ja byłem aktywny, Legia wygrała. Wszystko poukładało się więc jak w filmie z happy endem. Już moja w tym głowa, by z tego szczęśliwego zbiegu okoliczności uczynić jak najbardziej właściwy użytek. Runda wiosenna będzie dla mnie decydująca. Jeśli uda mi się znaleźć blisko wyjściowej jedenastki, zostanę w Warszawie na dłużej. W przeciwnym wypadku klub ze stolicy z pewnością zdecyduje się na kolejne wypożyczenie. Nie będę wówczas protestował. Najważniejszą dla mnie obecnie sprawą jest bowiem stała obecność na boisku. Potrzebuję jak najwięcej grać, nabierać doświadczenia. W przeciwnym wypadku grozi mi kolejny regres formy. A ja nie chcę marnotrawić talentu, którym podobno Bóg mnie obdarzył.
W Nowym Sączu pojawiły się niepokojące pogłoski, jakoby młodemu człowiekowi - mowa naturalnie o Panu - wielka Warszawa trochę przewróciła w głowie, że zabulgotały bąbelki. Ja wiem, że Pan natychmiast zaprzeczy, ale czy w plotkach tych nie tkwi ziarno prawdy?
- Odpowiem tak: proszę pokazać mi tego, kto rozsiewa takie informacje. Niech powie, kiedy i gdzie widziano mnie na imprezie czy choćby dyskotece. Jestem z natury domatorem i naprawdę nie cieszą mnie takie wyskoki.
W niedawnej rozmowie z Pana współmieszkańcem Dawidem Janczykiem padł zarzut, że zarówno Pan, jak i Dawid niewłaściwie się odżywiacie. Nie potraficie żyć bez pizzy czy hamburgera?
- Obydwaj jesteśmy młodymi ludźmi i smakują nam właśnie tego typu potrawy. Nie przeczę więc, że zdarzało nam się wyskoczyć do pizzerii czy do MacDonalda. Ale z reguły posiłki, tzw. domowe, spożywamy w pewnej restauracji obok stadionu Legii, z którą klub ma podpisaną stosowną umowę. Jeśli więc słabiej spisywaliśmy się na boisku, to na pewno nie z powodu niedobrych obiadów.
Jak planuje Pan spędzić prawie miesięczny urlop w Nowym Sączu?
- Kończę właśnie kurs na prawo jazdy, który pochłania mi mnóstwo czasu. Wezmę na pewno udział w halowym turnieju noworocznym, a sylwestra spędzę w domu. Zapowiedzieli swój przyjazd moi przyjaciele z boiska: Grzesiek Goncerz z Kmity Zabierzów i Darek Zjawiński z Odry Wodzisław.
Czego życzy sobie Maciej Korzym w 2007 roku?
- Raz jeszcze powtarzam, że podstawową dla mnie obecnie kwestią są jak najczęstsze występy na boisku. Proszę mi więc życzyć, bym nie wypadał z gry.
ROZMAWIAŁ: DANIEL WEIMER, "Dziennik Polski" 2006-12-13
Autor: ea