Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Gwałtu, co się dzieje!

Treść

Niewidywany w Nowym Sączu zespół aktorski Teatru Powszechnego z Warszawy odegrał aż dwukrotnie pod rząd w poniedziałek w nowosądeckim "Sokole" spektal oparty na sztuce Aleksandra Fredry "Gwałtu co się dzieje". Nieczęsto się też zdarza, by zapotrzebowanie na bilety było takie, by organizatorzy bez cienia ryzyka zamówili dwa występy zamiast planowanego wcześniej jednego.

Nie jest to żadna olśniewająca sztuka. Fredro pisząc ją miał już za sobą "Męża i żonę" oraz "Damy i huzary", którymi można się zajadać w nieskończoność. Nie tworzy się jednak stale arcydzieł. Komedią "Gwałtu co się dzieje" udramatyzował wcześniej napisaną przez kogoś innego, a będącą w ludowym obiegu, krotochwilę o babskich rządach w Osieku. Nie wyszło mu to z pewnością tak zręcznie, jak z autentycznym sporem dwóch szlacheckich pieniaczy ułożonym w kultową "Zemstę". Choć, w postaci krasomówcy, blagiera i lizusa Grzegotki można się dopatrywać delikatnego szkicu do późniejszej roli Papkina.

Więc oto kobiety przejmują rządy w Osieku, wcielając się w role swoich mężów, ubierając w ich strój i biorąc ich pod but. Płeć męska znosi to z pokorą i trudną dziś do zrozumienia naiwnością, co jest chyba najsłabszym punktem całej intrygi. Pomysł musi się wykoleić, bo kobiety jedynie sprawiają wrażenie silnych i zdeterminowanych. Wystarczą czułe zaloty przyjezdnego młodzieńca, by cały plan runął w gruzy. No, ale zabawa ma swoje reguły, nie wszystko trzeba brać dosłownie. Śmieszą niektóre dialogi i sytuacje. Pozostaje pytanie, dlaczego akurat Fredrę w tym wydaniu pokazuje się dziś na scenie. Wyraźnie reżysera uwiódł ton komedii, aluzyjny do polskiej współczesności. Zawierzył satyrze politycznej na niekompetentne rządy krzykliwych dyletantów. Aktorzy umiejscowieni w wyabstrahowanej przestrzeni i nieprecyzyjnym czasie teraźniejszym musieli się jednak zmierzyć z napisanym słowem i opowiedzieć trochę księżycową historyjkę z Osieka.

Na pewno widownia przyszła się pośmiać i zobaczyć aktorów, bo Franciszek Pieczka, Kazimierz Kaczor, Joanna Żółkowska czy Rafał Królikowski, to są postaci magnetyczne. Ten pierwszy, dziarski i żywotny ma 78 lat! Uwierzyłby kto? Nie, tak samo, jak w to, że spektakl tak się wpasuje w aktualne gusty sądeczan.

(WCH) , "Dziennik Polski" 2007-01-31


Autor: ea