Historia pod tynkiem
Treść
"Dziennikowi Polskiemu" udało się odnaleźć ścianę zbudowaną przed 60 laty przez Niemców z żydowskich nagrobków.
W magazynie miodu firmy "Huzar" spod odpadającego tynku odsłaniają się fragmenty długiej na czterdzieści metrów ściany zbudowanej przez hitlerowców z setek żydowskich nagrobków. Ponad sześćdziesiąt lat po wojnie przypomina o barbarzyństwie Heinricha Hamanna, szefa sądeckiego gestapo nazywanego oprawcą sądeckich Żydów, który kazał budować z macew drogi i budynki.
O istnieniu ściany od dawna wiedział Jakub Müller, jeden z niewielu sądeckich Żydów ocalałych z holokaustu, który opiekuje się kirkutem w Nowym Sączu. Przez lata jednak nie potrafił zlokalizować dokładnie miejsca, w którym się znajdowała. "Dziennikowi Polskiemu" udało się je ustalić.
Przy ul. Węgierskiej za nowym budynkiem ZUS u stoi tzw. "stara hala produkcyjna", którą Niemcy wybudowali podczas II wojny światowej jako magazyn zbożowy. Obecnie obiekt jest własnością firmy "Huzar", której właściciele pozwolili nam wejść do magazynu w piwnicach. Tam opadający tynk odkrywa macewy.
Marmolada na macewach
Po wojnie obiekt był własnością Podkarpackich Zakładów Przetwórstwa Owocowo - Warzywnego w Nowym Sączu, które uruchomiły tam halę produkcyjną tzw. marmoladziarnię.
W latach 80. XX wieku ekipa remontująca magazyn podczas skuwania tynku natrafiła na kamienną ścianę. - Wezwaliśmy wówczas konserwatora zabytków, żeby przyjrzał się znalezisku. Ustalił, że ścianę zbudowano z macew - przypomina sobie Stanisława Warzecha, wówczas pracownica Spółdzielni, dziś firmy "Prospona" sąsiadującej ze "starą halą produkcyjną".
10 marca 1989 roku decyzją Zygmunta Lewczuka, ówczesnego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków ściana została wpisana do rejestru zabytków jako "zabytkowe macewy żydowskie w ścianie piwnicy budynku położonego na terenie Podkarpackich Zakładów Przetwórstwa Owocowo Warzywnego w Nowym Sączu przy ul. Węgierskiej nr 11".
W opisie dołączonym do decyzji konserwatorskiej napisano, że grubość ściany wynosi 60 cm, wysokość ułożona z macew 2 m, a długość 40 metrów. Tablice nagrobne tworzące ścianę ułożone poziomo jedna na drugiej i łączone zaprawą tworzą ścianę nośną. "Ściana ta jako zbudowana z zabytkowych macew mających wartości historyczno - kulturowe zostaje objęta ochroną konserwatorską" - napisano w uzasadnieniu.
Po dokonaniu wpisu do rejestru zabytków, nikt się ścianą nie interesował, poza Jakubem Müllerem. Od czasu do czasu przypominał służbom ochrony zabytków o istnieniu ułożonej z nagrobków ściany.
Po marmoladzie miód
Spółdzielnia Ogrodnicza sprzedała w latach 90. starą halę sądeckiej firmie "Huzar", producentowi miodów.
Jej właściciele Stanisław Florczyk i Adam Maciuszek mówią, że nie wiedzieli, iż kupili obiekt z makabryczną pamiątką II wojny światowej w ścianach fundamentów.
Zgodzili się jednak pokazać reporterom "Dziennika Polskiego" podziemia, w których dziś znajdują się magazyny miodu. Tam spod odkutego z powodu wilgoci tynku w wielu miejscach odsłonił się materiał, z którego wybudowano nośną ścianę.
- To macewy - nie ma wątpliwości magazynier, który oprowadził nas po magazynie pokazując miejsca, w których najlepiej widać budulec.
Adam Maciuszek, jeden z prezesów "Huzara", który towarzyszył nam podczas oględzin, nie krył zaskoczenia znaleziskiem. Przypomniał sobie wówczas, że przed dwoma laty firmę odwiedziły dwie panie, które szukały takiej właśnie ściany, ale nie potrafiły określić gdzie się znajduje. - O niczym nie wiedziałem, więc nie mogłem pomóc - powiedział.
Prawdopodobnie była to kontrola z delegatury Państwowej Służby Ochrony zabytków w Nowym Sączu. - To możliwe, bo robiliśmy wówczas raport o stanie obiektów zabytkowych i rzeczywiście przypominam sobie, że nowy właściciel obiektu o niczym nie wiedział. Nie zlokalizowałyśmy wówczas tej ściany - przypomina sobie również Barbara Skuza, dyrektor sądeckiej delegatury Państwowej Służby Ochrony Zabytków.
Od 1989 roku, kiedy to obiekt został wpisany do rejestru zabytków, zmieniły się numery działek, a nawet adres obiektu. Obecny właściciel ma firmę zarejestrowaną pod adresem przy ul. Fryderyka Chopina. Stąd trudności z lokalizacją zabytku, który wpisany jest pod adresem Węgierska 11. Pomocni okazali się starsi pracownicy firm zlokalizowanych przy ul. Węgierskiej, którzy potrafili nam wskazać tzw. "starą halę produkcyjną". Tak udało nam się trafić do "Huzara".
Co dalej?
- To obiekt w pełni użytkowy, nie jesteśmy zainteresowani tym, żeby organizować tu akcje medialne - mówi otwarcie Stanisław Florczyk, jeden z właścicieli "Huzara". Obaj prezesi zdają sobie sprawę, że każda próba wyjęcia macew ze ściany nośnej w fundamentach budynku zagraża konstrukcji. Dlatego nie chcą słyszeć o takim rozwiązaniu.
- Za około trzy lata obiekt będzie na sprzedaż, wówczas zainteresowani rozebraniem tej ściany i odzyskaniem macew będą mogli złożyć nam ofertę - dodaje Florczyk.
Do tego czasu właściciel deklaruje, że zadba o ścianę, tak jak dotąd dbał chroniąc swój magazyn przed wilgocią i osuszając ściany poprzez odkuwanie tynku.
- Dlaczego ja miałbym to kupić? Ja jako sądeczanin z dziada pradziada, ja jako Żyd, którego przodkowie leżą na sądeckim cmentarzu i być może ich nagrobki są wmurowane w tę ścianę, nie mogę kupować czegoś, co zostało nam zrabowane przez Hamanna, oprawcę sądeckich Żydów! Proszę mnie zrozumieć. Ja również nie mogę po prostu powiedzieć - niech sobie tam leżą - wyjaśnia Jakub Müller.
I choć pragnie, by wszystkie zrabowane przez hitlerowców macewy wróciły na cmentarz żydowski, gdzie ich miejsce, nie zamierza sprawiać trudności właścicielom budynku.
- Nie chcę nikomu robić krzywdy. Nie oddam sprawy do sądu, nie będę skarżył się do żadnych władz. Będę się pytał pobożnych Żydów, którzy tu do Sącza przyjeżdżają, jakie oni widzą rozwiązanie - dodaje Müller.
Tadeusz Jakubowicz, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie: - Nie możemy od człowieka, który kupił ten obiekt w dobrej wierze wymagać, żeby go rozebrał. Chyba nie ma sensownego rozwiązania tej sytuacji. Obawiam się, że nie jesteśmy w stanie nic tam zrobić. Ale można by tę ścianę przynajmniej odkryć i zabezpieczyć - podpowiada.
Ścianę zbada komisja
W tej chwili służby konserwatorskie rozwiązują podobny problem - przygotowują się do rozbiórki ogrodzenia na cmentarzu żydowskim, które również wybudowano z macew, ale w przeciwieństwie do ściany w "starej hali produkcyjnej" zrobili to sami Żydzi, by ochronić tablice przed dewastacją.
Tak zdecydował Jakub Müller, żeby ratować pozostałe po II wojnie światowej macewy przed powojennymi władzami Nowego Sącza, które na terenie kirkutu urządziły... targ bydła.
Chłopi handlujący wieprzami i końmi oraz krowami nie zważali na groby Żydów, o które nie miał się kto upomnieć po wojennej zagładzie. - Murując od 1946 roku, aż do lat 60. ogrodzenie z tych macew uważałem, że to jedyny sposób, żeby ochronić te nagrobki przed zniszczeniem, pewnie źle zrobiłem, ale nie znałem innego sposobu - mówi Müller.
Dziś stara się rozebrać mur i wmurować tablice tam, gdzie ich miejsce.
- Konserwatorzy kamienia zbadali długi na 268 metrów mur cmentarny i oszacowali, że są w stanie ocalić niewiele ponad 60 proc. wmurowanych tam tablic. Staramy się zdobyć środki na ten cel - dodaje Tadeusz Jakubowicz, który właśnie wczoraj spotkał się w tej sprawie z konserwatorami zabytków.
Zygmunt Lewczuk, konserwator wojewódzki w czasie, gdy wpisywano ścianę z macew w starej hali produkcyjnej do rejestru zabytków, a dziś pracownik sądeckiej delegatury PSOZ powiedział "Dziennikowi Polskiemu", że być może tynk, którym pokryto ścianę ochronił macewy przed zniszczeniem.
Po naszej interwencji jego następczyni - dyrektor Barbara Skuza obiecała, że zorganizuje komisję, w skład której wejdą specjaliści od konserwacji kamienia. Obejrzą ścianę i ocenią stan zachowania macew użytych przez Niemców jako materiał budowlany.
Czy należy ścianę rozebrać i oddać nagrobki na żydowski cmentarz? Czy zachować w stanie, w jakim została wpisana do rejestru zabytków? Czy wystarczy ją zabezpieczyć i jedynie uświadomić ludziom, że taka makabryczna pamiątka po II wojnie światowej znajduje się w Nowym Sączu? - na te pytania ani dyrektor delegatury Państwowej Służby Ochrony Zabytków, ani przewodniczący Żydowskiej Gminy Wyznaniowej z Krakowa nie potrafią odpowiedzieć.
Monika Kowalczyk, "Dziennik Polski" 2007-05-15
Autor: ea