Hotentocki napastnik w klatce na kangury
Treść
VI Festiwal Wirtuozerii i Żartu Muzycznego
Niedzielny wieczór na VI Festiwalu Wirtuozerii i Żartu Muzycznego w nowosądeckim "Sokole" wypełnił w całości Waldemar Malicki i jego Klastyczna Symfoniczna Orkiestra Filharmoniczna pod batutą Bernarda Chmielarza z solistami. Wystąpili znani już w Sączu Renata Drozd, bracia Robert i Ryszard Cieślowie oraz Kamil Pękala.
Kto w poprzednich dwóch koncertach festiwalowych miał niedosyt obecności szefa artystycznego festiwalu i maga całej imprezy od jej początków w Nowym Sączu, musiał być wreszcie usatysfakcjonowany.
Nie sposób w tym miejscu pominąć fakt, że w całym artystycznym programie koncertowym, który rozrósł się Waldemarowi Malickiemu do niebywałych rozmiarów, czytaj sukcesów, festiwal sądecki ocalał jako pozycja ważna, jako źródło. Tak chciał sam pianista, motywując to wyjątkowym sentymentem do miejsca i ludzi. Dokumentuje to nie tylko stałą coroczną swoją obecnością w Nowym Sączu. Wystarczy wejść na główną stronę internetową artysty i przekonać się, że na bardzo długiej liście jego koncertów, zaszczytów, wydarzeń muzycznych, w których uczestniczy lub które współtworzy, jest wymieniony Nowy Sącz z Festiwalem Wirtuozerii i Żartu Muzycznego. Malicki przyjeżdża do Nowego Sącza i występuje nie tylko z okazji festiwalu. Jego specyficzne, subtelne, a przy tym zaraźliwe poczucie humoru jest tu doskonale znane i przyjmowane zawsze entuzjastyczne. Kto jednak baczniej obserwuje to, czym i z czego próbuje żartować, zauważa, że ten żart muzyczny jest coraz głębszy, muzycznie z koncertu na koncert coraz bardziej wyrafinowany i wirtuozersko perfekcyjny.
Malicki pół żartem pół serio edukuje słuchaczy i powoli rozszerza kanon klasyki, wokół której buduje swoje wariacje. Poza tym nie pozwala zapomnieć słuchaczom, że jest jednym z najwybitniejszych pianistów i daje niby mimochodem posmakować swoich możliwości. Człowiek słucha i pyta się w duchu, co on jeszcze potrafi. Obok perfekcyjnej gry i wiedzy muzycznej, natura obdarzyła go talentem kabaretowym. W czwartek, zapowiadając niemiecki duet cyrkowych muzyków, opowiedział żart na temat wyrazów złożonych w języku niemieckim. Sposób, w jaki budował jedno niemieckie słowo mające oznaczać napastnika hotentockiej matki małego jąkały zamkniętego w klatce na kangury, nie da się podrobić, więc w niedzielę musiał powtórzyć ten sam wyczyn.
Od pewnego czasu ma swoją orkiestrę i stałych solistów, których reżyser Jacek Kęcik układa dla potrzeb programów telewizyjnych i występów estradowych. Koncepcja jest taka, że mistrz Malicki wykorzystuje ich dla swoich dowcipów i gagów, co na dłuższą metę najlepiej nie wróży. Na razie są statystami i w efekcie momentami wygląda to dość niemrawo. Scena także jest instrumentem, na którym trzeba zagrać.
(WCH) , "Dziennik Polski" 2007-02-20
Autor: ea