IPN się pomylił
Treść
Rozmowa z prof. Ryszardem Terleckim, szefem krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej
Panie profesorze, kilka tygodni temu obiecał Pan wyjaśnić, skąd na wystawie "Twarze sądeckiej bezpieki" wzięło się nazwisko i zdjęcie Adama Kuny, który podczas spotkania w sądeckim ratuszu, publicznie domagał się od Pana sprostowania, twierdząc, że w czasie objętym wystawą nie był już funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa, nigdy też nie był w kierownictwie SB. Co Pan ustalił w tej sprawie?
- Wkradła się pewna nieścisłość, pan Kuna był istotnie pracownikiem SB, natomiast nie pełnił w tym okresie, o którym napisano, funkcji, jaką mu przypisano. Są u nas jego akta personalne. Pracował w tzw. trójce (wydział III SB), która zajmowała się niszczeniem opozycji. Zajmował się tym dość długo...
Ale nie w roku, który został umieszczony w materiałach i publikacjach towarzyszących wystawie "Twarze Sądeckiej bezpieki" i nie na tym stanowisku, jakie mu przypisano. Skąd ten błąd?
- To błąd wynikający z tego, że w aktach personalnych są dwa różne dokumenty. Nie wiem, na czym to polega. Być może miał objąć tę funkcję, ale jej nie chciał albo ktoś z przełożonych się rozmyślił. W każdym razie istotnie, ktoś z naszych pracowników niedokładnie obejrzał dokumenty.
Czyli wina leży po stronie IPN?
- Tak, ukazał się już gdzieś list wyjaśniający ten błąd. Najbardziej problematyczne było umieszczenie zdjęcia pana Kuny. Bo twierdził, że skoro nie pełnił tej akurat funkcji, to nie powinien się znaleźć na tej wystawie. A naszym zdaniem zdjęcia wszystkich funkcjonariuszy bezpieki powinny się tam znaleźć. To nie ma specjalnego znaczenia, czy akurat ten jeden szczegół jest zgodny czy nie. Wystawy już nie ma.
Czy można mówić o niestaranności historyków opracowujących wystawę?
- Akta wymagały dużej dokładności, której być może nie zastosowano w tym przypadku.
Rozmawiała
Monika Kowalczyk,, "Dziennik Polski" 2007-06-19
Autor: ea