Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Jak to kobiety

Treść

Finał X Jesiennego Festiwalu Teatralnego należał do kobiet. Małgorzata Kożuchowska, Dorota Landowska, Beata Ścibakówna i Edyta Olszówka wcieliły się w role Ryby, Dusi, Violi i Any, bohaterek sztuki angielskiej pisarki Pam Gems. Dramat napisany został przed kilkudziesięciu laty, kiedy próbowano odpowiadać na pierwsze pytania o miejsce kobiety we współczesnym, powojennym świecie.

Pam Gems pochodząca z angielskiej rodziny robotniczej próbowała wybić się na własną niepodległość w wojskowych oddziałach kobiecych, po czym wykształciła się psychologicznie i urodziła czwórkę dzieci. Dopiero na końcu tych wydarzeń, kiedy była już tak zwaną kobietą po przejściach, pojawiła się u niej twórczość dramaturgiczna. Sztuka nosi polski, ale niezręczny tytuł "One". Trzecia osoba liczby mnogiej zwyczajowo tyczy osób widzianych z pewnej odległości. Tymczasem Gems lokuje swój punkt obserwacyjny bardzo blisko całej czwórki, w zajmowanym przez kobiety londyńskim mieszkaniu. Krzysztof Zaleski, reżyser spektaklu powstałego w warszawskim Teatrze "Komedia" jeszcze się dopycha bliżej, pod ich szafę z ubraniami, przekraczając tym samym delikatny próg intymności.

Sztuka z oryginalnym tytułem "Dusa, Fish, Stas nad Vi" była pierwszym sukcesem autorki. Widać po niej, że Gems w sprawach kobiecych ma sporo do powiedzenia, posiada przy tym zacięcie dramaturgiczne i czuje scenę. Pod jednym dachem gromadzi czwórkę kobiet o całkowicie odmiennych charakterach. Jedna swoje emocje topi w ratowaniu zabranych przez męża dzieci, druga za cel postawiła sobie karierę adwokacką, by przytłumić porywy serca, trzecia pracuje w służbie zdrowia, jest najbardziej wychłodzona emocjonalnie. To właśnie pozwala jej dorabiać na ulicy. Życiem czwartej jest bunt przeciwko światu, ale o paradoksie, siedzi w domu, bo ma chorobę otwartej przestrzeni. Charaktery całej czwórki zaledwie są naszkicowane, perypetie osobiste wyłaniają się z oszczędnych dialogów. Jak to kobiety, są powściągliwe w okazywaniu uczuć, nawet przed sobą. Jednego nie da się w nich ukryć. Potrzeby miłości. Dusia chciałaby ją znaleźć w rodzinie, ale ta akurat się rozpadła. Ana utożsamia ją z wielką przygodą w egzotycznych krajach i dlatego warto wyjść pod latarnię, żeby zarobić na taki wyjazd. Ryba, pod adwokacką togą kobiety twardej i poglądowo ustabilizowanej, kryje serce zranione nieudaną miłością. Szarpie się z nią cały czas, szuka nadaremno zastępczych romansów, aż wreszcie odbiera sobie życie. Potrzeba miłości zbuntowanej Violi znajduje swój obiekt w partnerkach ze wspólnego mieszkania. Ona jedna przejmuje się ich losem najbardziej, ale przecież to nie może być cel w życiu, więc pozostaje wciąż samotna.

Warto pamiętać, że sztuka wyszła spod ręki autorki, która wkrótce wzniesie się na wyżyny literatury kobiecej w portretach Marleny Dietrich i Edith Piaf. Przy poprzedniej recenzji z drugiej już farsy o mężach, żonach i kochankach, zacytowałem jeden znamienny esemesowy komentarz dotyczący festiwalowego repertuaru.

"Czy twórcy nie znają innych tematów? Czy boją się ruszyć Miłości i Piękna, by się nie wzruszyć?"

Właśnie. Wydawać by się mogło po zestawie tegorocznych sztuk, że takie tematy nie są kasowe, a wzruszenie i łzy niemodne. A jeśli już się pojawiają, to w spektaklach dla dzieci. Na szczęście, bohaterki ostatniej sztuki upomniały się o te wartości, a jedna nawet płaci za to najwyższą cenę.

Jubileuszowy maraton festiwalowy dobiegł końca. Nie było na nim fajerwerków. Zawiodła jedyna sztuka dramatyczna, "Sallinger", tematycznie nam nieco obca, kotłująca się w wojennych fobiach Amerykanów, chyba po prostu kiepsko napisana. W pamięci pozostanie "Filozofia po góralsku", "Goło i wesoło", "Nie teraz kochanie", "Konie narowiste" i subtelny fresk kobiecy "One". Nikt nie powiedział, że jubileuszowy zestaw musi być koniecznie najlepszy. Nie był, bywały lepsze i na pewno jeszcze będą. Impreza ma swój artystyczny rozpęd, organizacyjny też. W tym roku po raz pierwszy nie trzeba się było wstydzić garderób, ciasnej sceny, kiepskiego oświetlenia, odrapanych ścian, piszczących foteli. W perspektywie dalszy remont placówki, która, jest jedną z dwóch scen sztuki w Nowym Sączu. I niech tak zostanie.


"Dziennik Polski" 2006-11-02

Autor: ea