Karny w 93 minucie
Treść
Sandecja - Kolejarz Stróże 1-0 Stadion im. Ojca Władysława Augustynka oszalał, kiedy w trzeciej minucie doliczonego czasu gry sędzia zarządził rzut karny dla gospodarzy. Blisko dwa tysiące widzów - od siedmio do osiemdziesięciolatków, nie wyłączając kobiet, jęło skandować: San de cja, San de cja (w 90 procentach miejsca na trybunach zajęli kibice sądeckiego zespołu). W momencie wykonywania przez Dawida Floriana jedenastki, na obiekcie zapanowała cisza, a zwielokrotniona radość eksplodowała po golu i niemal natychmiastowym zakończeniu spotkania. Na ulicę Kilińskiego w Nowym Sączu powróciła cudowna (nie bójmy się akurat w tym przypadku emfazy) atmosfera, jaką zapamiętaliśmy z rozgrywanego przed pięcioma laty spotkania Sandecji z rozpoczynającą wówczas swój marsz na wyżyny polskiego futbolu Cracovią. Szkoda jedynie, że tuż po końcowym gwizdku arbitra, na płycie boiska doszło do przepychanek, w które wmieszał się jeden z kibiców. Sędzia na szczęście szybko opanował sytuację i piłkarze w zgodzie udali się do szatni. Powiedzieli "Dziennikowi Polskiemu" Jano Frohlich, kapitan Kolejarza: - Zrobiło mi się bardzo przyjemnie, kiedy ludzie na trybunach zaczęli w pewnym momencie śpiewać "Jano jest nasz, Jano do nas należy". Przyjąłem to jako dowód szacunku dla tego, co udało mi się dobrego uczynić dla Sandecji. Zapewniam, że ten klub jest wciąż dla mnie bardzo ważny, że wciąż noszę go w sercu. I cieszyłbym się z wywalczenia przezeń dzisiaj trzech punktów, gdyby nie to, że stało się to naszym kosztem. Jestem zawodowcem, reprezentuję obecnie barwy Kolejarza i właśnie jemu oddaję swoje zdrowie i umiejętności. Jako kapitan protestowałem przeciwko decyzji sędziego z 93 min i czyniłem to z pełnym przekonaniem. Uważam bowiem, że podyktowanie karnego było co najmniej pochopne. Ciężko się dzisiaj biegało ze względu na ogromną duchotę, ale myślę, że stworzyliśmy ciekawe widowisko. A kibice sądeccy są naprawdę wspaniali. Mateusz Orzechowski, piłkarz Sandecji: - Po raz pierwszy wystąpiłem przed publicznością w Nowym Sączu w pełnym wymiarze czasowym. Nie ma co ukrywać, nogi mi się początkowo mocno trzęsły, ale myślę, że ze swej postawy mogę być zadowolony. Chcę podziękować starszym kolegom za stworzenie wokół mnie w drużynie przychylnej atmosfery. To dzisiejsze zwycięstwo jest dla nas bardzo ważne. Maciej Polański, kapitan Sandecji: - Złapałem dzisiaj dziesiątą w sezonie żółtą kartkę, co niestety eliminuje mnie z udziału w dwóch następnych meczach. Fakt ten psuje mi trochę radość ze zwycięstwa. Najważniejsze są jednak te trzy punkty. Dedykujemy je naszym kibicom, których zachowanie dodało nam skrzydeł. Mecz skończył się pół godziny temu, a na samo wspomnienie ich chóralnego dopingu wciąż czuję dreszcz przechodzący mi po plecach. Dla tych ludzi i dla takich chwil naprawdę warto wylewać pot na treningach. Dawid Florian, strzelec zwycięskiego gola dla Sandecji: - Kiedy sędzia wskazał na wapno, wiedziałem, że to właśnie na mnie spadnie wielka odpowiedzialność. Przyznaję, że gdy kibice zaczęli wiwatować, tak jakby już Sandecja wygrała, to myślałem, że umrę. Piłkarze Kolejarza chcieli wytrącić mnie z równowagi. Jeden z nich podszedł i powiedział, że nie strzelę. I wówczas się rozluźniłem. Uderzyłem pewnie, bez zastanawiania się pod poprzeczkę. I wpadło. (DW), "Dziennik Polski" 2007-05-28
Autor: ea