Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Klocki się posypały

Treść

Nie udało się wybrać przewodniczącego Rady Powiatu Nowosądeckiego

Wiesławowi Baście i następnemu zgłoszonemu po nim Marianowi Kuczajowi zabrakło dwóch głosów do wyboru na przewodniczącego Rady Powiatu Nowosądeckiego. Wobec pata wyborczego prowadzący obrady senior radnych, Adam Mazur, przełożył ich ciąg dalszy na pierwszego grudnia.

Pozornie nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Teoretycznie Sądeckie Porozumienie Samorządowe byłego przewodniczącego Rady Wiesława Basty miało przewagę swoich ludzi w Radzie w stosunku 16 do 13. Przez ostatnie dni trwały jednak gorączkowe zakulisowe działania, by przeciągnąć co najmniej dwóch ludzi z SPS do bloku byłego starosty Jana Golonki, czyli Sądeckiego Ruchu Samorządowego.

Odpowiedź, czy się to udało, przyszła już przy głosowaniu na przewodniczącego Rady. Po ślubowaniu i długiej procedurze zapoznawania radnych z tajnikami głosowania, radny Stanisław Mrzygłód z SPS zgłosił kandydaturę Wiesława Basty, jako osoby najbardziej kompetentnej na stanowisko przewodniczącego Rady Powiatu Nowosądeckiego. Po nim nikt już nie wystąpił z żadnym nazwiskiem. Radni z Sądeckiego Ruchu Samorządowego faktycznie milczeli. SPS liczył zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami w tej grupie, że wybór Basty przejdzie gładko, a potem zacznie się rozdawanie kart w walce o fotel starosty. Nieobecność wśród radnych Emila Bodzionego, który wygrał wybory na burmistrza w Krynicy-Zdroju, wydawała się nie mieć w układzie tych klocków większego znaczenia. Posypały się bez tego.

Jakież jednak było zaskoczenie ugrupowania Basty, kiedy przewodniczący Komisji Skrutacyjnej Tadeusz Frączek oznajmił, że kandydat SPS na 28 głosujących uzyskał jedynie 13 głosów. Jeden głos był nieważny i 1 ważny bez wskazania. Przeciw Baście głosowało również 13 radnych. Akt głosowania był tajny, więc nie było wiadomo, kto się wyłamał. Wśród popleczników kandydata wkradła się nerwowość. Piotr Kocańda zgłosił wniosek formalny o przerwę w obradach, co musiał doprecyzować, że chodzi o pół godziny, a nie na przykład pół miesiąca. Zerwał się radny Waldemar Olszyński z wnioskiem, by dalszy ciąg sesji po przerwie odbywał się wyłącznie w gronie samych radnych, by była zamknięta dla obserwatorów i gości. Wyraźnie wydarzenia nie ułożyły się po myśli SPS. Druga strona sali cały czas przyglądała się liczeniu. Starosta Jan Golonka, siedzący do tej pory na miejscach dla widowni, przyszedł na konsultacje z radnym Józefem Zygmuntem. Na twarzy błąkał mu się ledwo dostrzegalny uśmieszek.

- Oddalam wniosek radnego Olszyńskiego, bo to by oznaczało wyproszenie ludzi z sali - stwierdził Adam Mazur. - To byłaby wyjątkowo niezręczna sytuacja. Wśród nas są parlamentarzyści.

Po grubo ponad półgodzinnej przerwie zgłoszona została druga kandydatura na przewodniczącego Rady. Był nim były burmistrz Starego Sącza Marian Kuczaj. I tym razem jego kandydatura nie uzyskała wymaganej ilości głosów. Jeden z 28 radnych oddał głos ważny bez wskazania na kandydata. Reszta ułożyła się 13 - za, 14 - przeciw. Ktoś wyraźnie konsekwentnie nie dopuszczał do rozstrzygnięcia.

W tej sytuacji senior prowadzący, po konsultacjach z prawnikiem, zdecydował przełożyć ciąg dalszy pierwszej sesji na inny termin. Po naradach wśród radnych ustalono, że porządek obrad z niezbędnym wyborem przewodniczącego Rady nastąpi w dniu 1 grudnia o godz. 14.

Są więc trzy dni na dalsze przepychanki w obu grupach samorządowych albo na poważne rozmowy liderów, bo jak widać jednym nie da się tak łatwo rządzić bez drugich. Na wybór starosty są teoretycznie 3 miesiące.
Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2006-11-28


Autor: ea