Kolejka do przedszkola
Treść
W tym roku szkolnym dla 278 dzieci zabrakło miejsc w sądeckich przedszkolach. Najbardziej popularne placówki są przepełnione. Dyrektorzy na prośbę rodziców przyjmują dzieci ponad ustawowe limity i tworzą listy oczekujących. - Od września będzie więcej miejsc - deklaruje Waldemar Olszyński, dyrektor Wydziału Edukacji.
W Nowym Sączu działa siedemnaście przedszkoli, w tym osiem miejskich i dziewięć niepublicznych. Ogółem mogą przyjąć około 1400 dzieci. W latach dziewięćdziesiątych z powodu niżu demograficznego władze miasta zlikwidowały kilka miejskich przedszkoli. W 2003 roku z przyczyn ekonomicznych zamknięto Miejskie Przedszkole nr 8. Dziś samorząd boryka się z odmiennym problemem - w przedszkolach brakuje miejsc.
- Zainteresowanie rodziców jest tak duże, że musiałam stworzyć listę rezerwową. Jeśli zwolni się nam jakieś miejsce, dzwonimy do rodziców i automatycznie wchodzi kolejne dziecko z listy - mówi Grażyna Podgórni, dyrektor Miejskiego Przedszkola nr 20 przy ul. Gorzkowskiej w Nowym Sączu.
To jedno z największych przedszkoli w mieście. W pięciu oddziałach dysponuje 125 miejscami. Czesne jest w nim stosunkowo niskie, bo wynosi 89 zł miesięcznie, do tego stawka żywieniowa - 3 zł dziennie. Średnio w miejskich przedszkolach czesne wynosi ok. 180 zł z wyżywieniem. W niepublicznych przedszkolach cena jest o kilkadziesiąt złotych wyższa.
W przedszkolach publicznych 75 proc. kosztów utrzymania jednego dziecka pokrywa miasto, a 25 proc. rodzice. Przedszkola niepubliczne otrzymują niższą dotację, dlatego rodzice płacą wyższe czesne. W cenie są lekcje języka angielskiego, rytmika i gimnastyka korekcyjna. Za dodatkową opłatą prowadzone są lekcje tańca. Kuratorium określa poziom sądeckich przedszkoli jako wysoki.
Przedszkolaki do rezerwy
Przedszkola mogą przyjąć tylko tyle dzieci, ile miejsc zwolnią sześcio i siedmiolatki, które odchodzą do zerówek lub klas pierwszych. Zwykle pierwszeństwo mają dzieci z listy oczekujących. Dlatego zdarza się, że rodzice próbują rezerwować miejsce w przedszkolu na rok do przodu.
Rekrutacja na rok szkolny 2007/2008 odbywa się w kwietniu. Ale rodzice zabiegają o miejsce już od stycznia. Choć do zapisów zostały jeszcze dwa miesiące, już dziś wiadomo, że o miejsca w dwuoddziałowym Miejskim Przedszkolu nr 1 na os. Wólki będzie trudno. Po przyjęciu dzieci z listy rezerwowej (czekały rok!) zostanie jeszcze tylko kilka miejsc. A chętnych jest znacznie więcej.
Do niepublicznego przedszkola "Danapis" przy ul. Królowej Jadwigi codziennie przychodzi kilkoro rodziców, żeby pytać o wolne miejsca.
- W tym roku w ogóle nie będzie naboru, mam przepełnione grupy. Przyjmiemy tylko tych z listy rezerwowych - mówi dyrektor Danuta Wiercioch. - Gmina dotuje nam 125 dzieci, a my przyjęliśmy 150. Mamy trzydziestoosobowe grupy. Można powiedzieć, że dzieci zajęły każdy kąt. A chętnych wciąż przybywa. Rodzice nie chcą nam uwierzyć, że po prostu nie mamy miejsc - dodaje.
Dla dobra dzieci dyrekcja chce doprowadzić do takiego stanu, żeby grupy liczyły nie więcej niż 25 osób. Co oznacza, że w tym roku nie będzie przyjęć.
Również w niepublicznym przedszkolu "Wesołe Skrzaty" dyrekcja przyjęła 27 dzieci ponad stan.
- Telefony nie milkną. Na liście mamy dzieci, które oczekują od ubiegłego roku, a my możemy przyjąć tylko ośmioro z nich, bo tyle miejsc nam się zwolni po odejściu najstarszych dzieci do pierwszych klas szkół podstawowych.
Na miejsce w Niepublicznym Przedszkolu "Jaś i Małgosia" od września czekać będzie 39 dzieci wpisanych na listę oczekujących. Do wczoraj pięćdziesięciu rodziców odeszło z kwitkiem.
- Mamy pięć oddziałów po 30 osób w każdym, 25 dzieci przyjęliśmy ponad stan na prośbę rodziców. To dla nas ogromna odpowiedzialność - zwraca uwagę dyrektor Zofia Smajdor.
Miejsc brakuje również w jedynym miejskim żłobku, gdzie przyjmowane są dzieci w wieku od trzech miesięcy do trzech lat. Limit miejsc wynosi tam 60, ale przyjęto ok. 70. Dyrektor Janina Śliwa również prowadzi listę rezerwową, na którą wpisała już 15 dzieci. Jej zdaniem dodatkowy oddział na 20-30 miejsc rozwiązałby problem.
Potrzebne nowe przedszkole
Skąd takie zainteresowanie opieką przedszkolną? Zdaniem dyrektorów jest kilka powodów.
Anna Majda-Jankiewicz, dyrektor Miejskiego Przedszkola nr 1 uważa, że powodem jest większa świadomość rodziców, że dzieci rozwijają się lepiej w grupie rówieśników, kiedy mają dostęp do edukacji. Inny powód, to otwarcie się rynku pracy. Więcej pracujących rodziców oznacza konieczność zapewnienia opieki ich dzieciom w żłobkach i przedszkolach. A że rodzice pracują coraz dłużej, niektóre przedszkola czynne są nawet do godz. 18.
Niedawno Kazimierz Sas, przewodniczący Komisji Oświaty Rady Miasta zorganizował spotkanie dyrektorów wszystkich sądeckich przedszkoli z wiceprezydent Bożeną Jawor oraz dyrektorem Wydziału Edukacji Waldemarem Olszyńskim. Rozmawiali o narastającym z roku na rok problemie braku miejsc w przedszkolach.
Dyrektor Olszyński rozważa kilka rozwiązań. Jednym z nich jest wprowadzenie dodatkowych oddziałów przedszkolnych do szkół podstawowych. Tam przyjmowano by dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Drugim proponowanym rozwiązaniem jest stworzenie oddziałów pięciogodzinnych, co zdaniem Olszyńskiego nie będzie wymagało dużych nakładów finansowych związanych np. z budową przedszkola. Trzecią rozważaną możliwością jest otwarcie nowego przedszkola przy Szkole Podstawowej nr 15 w dawnym domu nauczyciela.
- Czwarta ewentualność to kolejne prywatne przedszkole, zgłaszają się do nas zainteresowani uruchomieniem takiej działalności. Rynek nie zna próżni, skoro są dzieci, jest zainteresowanie tworzeniem przedszkoli - zwraca uwagę dyr. Olszyński.
Zdaniem Marii Ludrowskiej, wizytator z sądeckiej Delegatury małopolskiego Kuratorium Oświaty najlepszym rozwiązaniem sytuacji byłoby nowe przedszkole.
- Dodatkowe oddziały przedszkolne przy szkołach podstawowych, które przyjmowałyby dzieci na pięć godzin dziennie, nie rozwiążą problemu. Pracujący rodzice na ogół chcą zostawiać dzieci w przedszkolu na 8-10 godzin. Z informacji, które zebraliśmy od dyrektorów wynika, że miejsca w przedszkolach nie znalazło 278 dzieci. Przy założeniu, że część danych się powiela, realna liczba to ok. 200 dzieci. A zatem potrzebne jest co najmniej jedno duże ośmiooddziałowe przedszkole lub dwa mniejsze przedszkola, w tym przynajmniej jeden dodatkowy oddział dla dzieci niepełnosprawnych - uważa wizytator.
Monika Kowalczyk, "Dziennik Polski" 2007-02-08
Autor: ea