Konfidenci WSI będą ujawnieni
Treść
Sejm znowelizował wczoraj ustawy likwidujące Wojskowe Służby Informacyjne i zezwolił na ujawnienie raportu z weryfikacji żołnierzy tych służb. Nowelizacja trafi teraz pod obrady Senatu. Najprawdopodobniej już na początku przyszłego roku prezydent Lech Kaczyński ujawni nazwiska dziennikarzy, polityków i pracowników państwowych przedsiębiorstw, którzy - niezgodnie z prawem - współpracowali z WSI, realizując interesy grupy wpływowych funkcjonariuszy służb, wspierali grupy przestępcze i szkodzili interesom państwa polskiego.
Krzysztof Mroziewicz, Milan Subotić, Zygmunt Solorz - tych agentów WSI funkcjonujących w mediach ujawniły "Gazeta Polska" i "Nasz Dziennik". Jednak dziennikarzy, którzy dla ułatwienia sobie kariery zawodowej zdecydowali się na współpracę z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, przedkładając dyspozycyjność nad niezależność i rzetelność dziennikarską, jest zdecydowanie więcej. Jak nieoficjalnie wiadomo, w raporcie komisji likwidacyjnej WSI wymieniono kilkadziesiąt nazwisk dziennikarzy i pracowników ogólnopolskich redakcji, którzy poza etatem dziennikarza wykonywali również rolę współpracownika Wojskowych Służb Informacyjnych. Wczorajsza decyzja Sejmu, który przewagą 228 przeciw 186 głosom przyjął prezydencką nowelizację ustawy tworzącą nowe służby wywiadowcze, oznacza, że nazwiska pozostałych agentów WSI opinia publiczna pozna najprawdopodobniej już na początku przyszłego roku.
- Prezydent jest zadowolony z decyzji Sejmu, ten etap starań zakończył się pozytywnie. Czekamy na decyzję Senatu, później okres vacatio legis. Zachowując rozsądne terminy, myślę, że w pierwszej połowie stycznia przyszłego roku tak ważna sprawa jak agentura WSI i jej rola w kreowaniu rzeczywistości będzie przedstawiona społeczeństwu - powiedział "Naszemu Dziennikowi" minister Aleksander Szczygło, szef Kancelarii Prezydenta RP.
Niekończąca się historia
Zgodnie ze zmianami w ustawach powołujących Służbę Wywiadu Wojskowego i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego ujawniony zostanie raport zawierający m.in. nazwiska agentów WSI, jeżeli ich działania miały charakter przestępczy lub nie dotyczyły obronności państwa i bezpieczeństwa wojska. Nastąpi także ujawnienie osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie, które nie udaremniły sprzecznego z prawem współdziałania z WSI, chociaż o nim wiedziały. Zaakceptowano też przygotowane w trakcie prac sejmowej Komisji Obrony Narodowej poprawki dające możliwość złożenia, już po przekazaniu głównego raportu, dodatkowych raportów z weryfikacji żołnierzy WSI.
- Zrobiono z tego niekończącą się historię. Serial w odcinkach bez daty końcowej, który na razie trwa jako przecieki; od momentu zakończenia biegu legislacyjnego tej ustawy będzie już serialem z mocy prawa - denerwuje się poseł Paweł Graś (PO).
Przygotowanie podraportów mogłoby mieć jednak miejsce jedynie w przypadku pojawienia się nowych, istotnych informacji wskazujących na przestępczą działalność funkcjonariuszy i agentów WSI. Oprócz prezydenta i premiera raport ma trafić do wszystkich wicepremierów.
Zdaniem szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoniego Macierewicza, przyjęta wczoraj przez Sejm nowelizacja ustawy o likwidacji WSI, zezwalająca na ujawnienie nazwisk oficerów i agentów WSI, którzy popełnili przestępstwo, nie zaszkodzi nowym wojskowym służbom specjalnym.
- Ta ustawa sprawia, że pan prezydent i tylko pan prezydent będzie decydował o przekazaniu opinii publicznej tych informacji. A ponieważ w polskim systemie to prezydent decyduje o tym, co jest zagrożeniem dla państwa i co jest w istocie tajemnicą państwową, w związku z tym jest to najwłaściwsza osoba, która powinna o tym rozstrzygać - powiedział Macierewicz w rozmowie z dziennikarzami.
Macierewicz zastrzegł, że nie będzie sporządzał listy nazwisk do ujawnienia. Uchwaloną przez Sejm nowelizację nazwał "dobrą i potrzebną Polsce ustawą po to, żeby zakończyć dyskusję na temat przestępstw, jakie miały miejsce ze strony dawnych funkcjonariuszy czy żołnierzy".
Burza na lewicy
Przeciwko prezydenckiej propozycji opowiadali się przedstawiciele PO i SLD. Sejm odrzucił jednak projekt posła Janusza Zemke (SLD), by to sąd oceniał przypadki przekroczenia przepisów przez żołnierzy WSI. Politycy lewicy chcieli, by dopiero po prawomocnym orzeczeniu sądu można było ujawnić dane żołnierzy łamiących prawo. Sejm zdecydował natomiast, że za nieprawdziwe informacje w wyjaśnieniach składanych przez żołnierzy podczas procesu ich weryfikacji będzie grozić kara od pół roku do 8 lat więzienia. Nadał też komisji weryfikacyjnej uprawnienie do przesłuchiwania innych osób dla sprawdzenia oświadczeń żołnierzy WSI.
Chwilę po głosowaniu posłowie SLD na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej określili prezydencką nowelizację jako "skandaliczną" i zapowiedzieli zaskarżenie jej do Trybunału Konstytucyjnego.
- Uważamy, że jest to ustawa skandaliczna. Oznacza ona bowiem, że jedna osoba, bez zachowania jakichkolwiek procedur prawnych i sądowych, bez możliwości przedstawienia innych racji, będzie de facto decydowała o tym, czy ktoś zostanie napiętnowany, czy też nie - grzmiał poseł Zemke.
Sprzeciw postkomunistycznej lewicy wobec ujawniania agentów WSI jednak nie dziwi. Od dawna bowiem tajemnicą poliszynela był fakt powiązań towarzysko-biznesowych i politycznych prominentnych funkcjonariuszy WSI i wpływowych polityków wywodzących się z kręgów dawnej PZPR.
- Bardzo dobrze się stało. Polska czekała wiele lat na to, żeby agentura WSI - niezwykle niebezpieczna, bo kontrolująca wiele mechanizmów, afer gospodarczych i psucia naszego życia publicznego - wreszcie została ujawniona - puentuje poseł Jacek Kurski. Zdaniem parlamentarzysty PiS, nowelizacja ustaw likwidujących WSI, w myśl której prezydent będzie mógł ujawnić raport z weryfikacji żołnierzy tych służb, pozwoli ujawnić "wszystko, co było złe i niszczyło polskie życie publiczne".
Wojciech Wybranowski, "Nasz Dziennik" 2006-12-15
Autor: ea