Kształcimy dobrych fachowców
Treść
Rozmowa z Grzegorzem Barnasiem, nowym dyrektorem Zespołu Szkół Budowlanych w Nowym Sączu
Od 1 stycznia kieruje Pan jedną z największych nowosądeckich szkół, popularną "Budowlanką". Czy zgłoszenie się do konkursu na dyrektora było decyzją spontaniczną, czy przemyślaną?
- Była to przede wszystkim decyzja trudna. Długo zastanawiałem się, czy podołam, czy sprostam wyzwaniu. Choć niejako od podszewki znam specyfikę funkcjonowania tej szkoły, gdyż jestem jej absolwentem z roku 1992, zaś matematyki uczę tu od 1999 r., to jednak było wiele wątpliwości. Decyzja była tym trudniejsza, że funkcję tę trzeba było objąć po znakomitym dyrektorze, wspaniałym pedagogu, Mieczysławie Aleksandrze, który wiele lat kierował z powodzeniem tą placówką. Za jego kadencji szkołę rozbudowano, a jej mury opuściły tysiące profesjonalnie wykształconych absolwentów.
Co spowodowało, że Pański program kierowania szkołą oceniono najwyżej?
- Tego do końca nie wiem, ale być może zadecydowało położenie nacisku na kształcenie zawodowe, na przedmioty związane ściśle z budownictwem. Mamy bowiem kształcić prawdziwych fachowców dla coraz prężnej rozwijającej się tej dziedziny gospodarki.
Czy tylko polskiej?
- To jest właśnie prawdziwy problem. Nasi najlepsi fachowcy wyjeżdżają masowo za granicę w poszukiwaniu lepszych zarobków. Dzięki plakatom i swoim umiejętnościom furorę robi na zachodzie polski hydraulik, z pocałowaniem ręki przyjmuje się tam murarzy i innych fachowców. My zaś musimy kształcić kolejne roczniki budowlańców, by i na naszym rynku nie zabrakło rąk do pracy.
Ilu tych przyszłych fachowców zdobywa w "Budowlance" wiedzę i zawód?
- Około 800 osób. Uczą się one w 4-letnim Technikum Budowlanym w specjalnościach: budownictwo ogólne, technik urządzeń sanitarnych, technik drogownictwa, 3-letniej Zasadniczej Szkole Zawodowej mającej kierunki: murarz budowlany, monter instalacji sanitarnych i malarz, Zasadniczej Szkole Zawodowej dla młodocianych pracowników oraz Liceum Profilowanym, którego absolwenci zajmują się problematyką kształtowania środowiska. To w większości chłopcy wywodzący się z okolicznych miejscowości, choć zdarzają się tacy, którzy dojeżdżają z Tylicza czy Tylmanowej.
Są też dziewczyny...
- Tak, oczywiście, ale stanowią one zaledwie kilka procent w społeczności uczniowskiej. Najczęściej uczą się w Liceum Profilowanym lub w Technikum Budowlanym z zamiarem pójścia na studia techniczne - na politechniki, Akademię Górniczo-Hutniczą.
Jaka będzie przyszłość szkoły?
- Budowlaniec to przecież zawód przyszłościowy, pilnie poszukiwany. My też z uwagą będziemy musieli śledzić i monitorować rynek pracy, by otwierać ewentualnie nowe klasy kształcące specjalistów. Temu zadaniu będziemy chcieli w pełni sprostać.
Rozmawiała Iga Michalec, "Dziennik Polski" 2007-01-31
Autor: ea