Kto jest zdrajcą?
Treść
Istniało porozumienie PiS z frakcją starosty Jana Golonki, które nigdy nie zostało wypowiedziane!
"Dziennik Polski" wszedł w posiadanie treści porozumienia spisanego między liderami Sądeckiego Ruchu Sąmorządowego Jana Golonki, Prawa i Sprawiedliwości oraz Ligi Polskich Rodzin, w myśl którego miała być realizowana szeroka koalicja wyborcza. Zachowanie okrzykniętego przez PiS zdrajcą obecnego członka Zarządu Powiatu Waldemara Olszyńskiego, jak się okazuje, było realizowaniem tego porozumienia. Kto więc jest tu zdrajcą? - pyta członek PiS stojący w SRS przy Golonce Józef Zygmunt.
Oburzenie
Nasze wczorajsze artykuły poświęcone wojnie między liderami Prawa i Sprawiedliwości a Platformy Obywatelskiej, wywołały istną burzę nie tylko w starostwie i w sądeckim ratuszu, ale także w środowisku sądeckiej oświaty. W szczególności bardzo szeroki odzew miał tekst opatrzony prowokującym tytułem "Oto jest głowa zdrajcy" o jednej z ofiar tej wojny, Waldemarze Olszyńskim. Po raz pierwszy, od kiedy Waldemar Olszyński pełni funkcję dyrektora Wydziału Edukacji Urzędu Miasta, odezwały się tak stanowcze głosy oburzenia na potraktowanie dyrektora przez działaczy partii, do której należy i na napiętnowanie go jako zdrajcy równocześnie z wyrazami solidarności z jego osobą, jako administracyjnym zwierzchnikiem szkół w Nowym Sączu. On sam poczuł się dotknięty jednoznacznie określającym go tytułem i zażyczył sobie przeprosin.
- Tego typu określenia są przykładem skrajnej ingerencji partii politycznych w pracę samorządową i piętnowania ludzi, którzy mają czelność mieć swoje własne zdanie. Akurat dyrektor Olszyński jest osobą, która zawsze miała swoje zdanie. Jak mogliście powtórzyć taką etykietę w artykule artykułu - usłyszeliśmy rano od jednego z dyrektorów sądeckich placówek oświatowych.
Ugodowcy i radykałowie
Jeden z rozmówców zszokowany tym, co się dzieje wokół dotychczas spokojnie pracującego zespołu samorządowców powiatu nowosądeckiego, dostarczył nam treść porozumienia między SRS a PiS i LPR, według którego miał się ułożyć krajobraz powyborczy w powiecie.
- To porozumienie - powiedział nam proszący o anonimowość rozmówca - miało być realizowane bez rozgłosu, jako zachowanie ciągłości struktur i pracy. W pewnym momencie jednak okazało się, że wśród liderów PiS nie ma zgodności i bardziej radykalni postanowili zawłaszczyć wszystko co się da w powiecie. Postawili na grupę Sądeckiego Porozumienia Sąmorządowego Wiesława Basty, jako na tą, którą można łatwiej sobie podporządkować. I tak się najpierw stało. Ale ostatecznie się przeliczyli i stąd ten zajadły atak. Według mnie postępowanie oskarżanego o zdradę Waldemara Olszyńskiego było zgodne z pierwszym porozumieniem PiS z Golonką. Jeśli nie wspomniał on o tym w swojej wypowiedzi, to chyba jedynie z powodu lojalności wobec władz PiS, które, o ironio, wyrzuciły go z szeregów partii. Porozumienia podpisanego przez Jana Golonkę, Witolda Kozłowskiego i Edwarda Ciągło nie próbowano zrealizować, ale także nigdy nie zostało przez żadną ze stron wypowiedziane.
Mając na uwadze
A oto treść porozumienia zawartego między Sądeckim Ruchem Samorządowym, Prawem i Sprawiedliwością oraz Ligą Polskich Rodzin w sprawie współpracy przed i po wyborach do Rady Powiatu Nowosądeckiego.
- "Mając na uwadze zrównoważony rozwój powiatu nowosądeckiego, dobrą współpracę polegającą na wspólnym opracowaniu dokumentów planistycznych oraz ich skutecznej realizacji, przygotowanie wspólnych zadań programowych, sprawne i spokojne przeprowadzenie kampanii wyborczej, a także mając szacunek do dorobku Sądeckiego Ruchu Samorządowego skupiającego wiele środowisk samorządowych, działaczy samorządowych związanych z Prawem i Sprawiedliwością, działaczy samorządowych związanych z Ligą Polskich Rodzin, podpisujemy porozumienie następującej treści:
Strony porozumienia zobowiązują się do prowadzenia kampanii wyborczej podkreślającej najważniejsze aspekty swoich programów wyborczych. Jednocześnie podejmują zobowiązanie, że nie będą prowadzić negatywnej kampanii wyborczej w stosunku do podmiotów, które podpisują porozumienie.
Strony porozumienia postanawiają, że zostanie powołany zespół do spraw opracowania wspólnych zadań programowych do realizacji w okresie 2006-2010. Zespół ten uwzględni dorobek samorządu powiatowego od roku 1998. Strony porozumienia podejmują zobowiązanie, że po wyborach utworzą wspólny klub o nazwie zawierającej nazwy komitetów wyborczych wymienione w kolejności uzyskanych wyników. Kandydatami na funkcje w powiecie będą osoby desygnowane przez wspólny klub utworzony przez SRS, PiS oraz LPR. Nad realizacją tego porozumienia będą czuwać Komisja Wspólna, w skład której wejdą: Lider SRS, Przewodniczący Komitetu Powiatowego Prawa i Sprawiedliwości, Przewodniczący Zarządu Powiatowego Ligi Polskich Rodzin. Za zgodą stron niniejsze porozumienie może być rozszerzone o inne podmioty biorące udział w wyborach do Rady Powiatu Nowosądeckiego". Porozumienie podpisali: lider SRS Jan Golonka, przewodniczący KP PiS Witold Kozłowski i przewodniczący ZP LPR Edward Ciągło.
Potoczyło się inaczej
Bardziej radykalne i skuteczne od Witolda Kozłowskiego okazały się wpływy posła Arkadiusza Mularczyka. PiS układa się ostatecznie z przeciwną stroną w blok wyborczy, a potem sporządza słynną umowę z konkretnym podziałem stanowisk dla konkretnych osób. O pierwotnie planowej wersji wydarzeń chciano jak najszybciej zapomnieć. Pomóc w tym miały wyniki wyborów już w samej Radzie Powiatu. Radykałowie z PiS wsparci radnymi SPS Wiesława Basty nie przewidzieli, że głosowania nie pójdą po ich myśli. Znaleźli się tacy, którzy uznali, że nowa układanka jest naruszeniem zasad przyjętych w szerokim sojuszu współpracy.
A na przykład Józef Zygmunt
Osobą pozostającą chwilowo w cieniu ostatnich wydarzeń jest
obecny radny powiatowy, były członek Zarządu Powiatu Józef Zygmunt. Wraz ze zmieniającym się układem sił i porozumień, znajdował się, jako członek PiS w grupie starosty, raz po właściwej, to znów po niewłaściwej stronie. Wczoraj postanowiliśmy zwrócić się do niego o ocenę tego, co się dzieje:
- Na polecenie statutowych powiatowych władz PiS miałem wystartować z ugrupowania Sądeckiego Ruchu Samorządowego Jana Golonki - powiedział nam wczoraj Józef Zygmunt. - Widziałem w mojej roli logikę wynikającą z podpisanego pierwotnie porozumienia. Było ono zaakceptowane na posiedzeniu Zarządu Powiatowego PiS z udziałem posła Arkadiusza Mularczyka i obecnego wicemarszałka Andrzeja Romanka. Zgodziłem się na start w wyborach, mając na uwadze realizację tego porozumienia. Zakładało szeroką koalicję, dogłębnie dyskutowaną, jednoznaczną w efektach powyborczych. Gdybyśmy dzisiaj trzymali się tej umowy, która, podkreślam, nie straciła swojej formalnej ważności, nie bylibyśmy w klinczu, nie padałyby takie słowa jak zdrajca. Gdy tak określono między innymi Waldemara Olszyńskiego, powiało grozą. To, co nas obu łączy, to właśnie przekonanie o słuszności szerokiej koalicji na bazie doświadczeń i dorobku powiatu oraz ugrupowań samorządowych. Pierwotna umowa mogła to zagwarantować. Kiedy się spojrzy w ten sposób na bieg wydarzeń, to ma się ochotę postawić pytanie tym samym językiem: kto tu jest zdrajcą?
Wojciech Chmura
Od autora:
Z powagą i satysfakcją z okazji jaką mi stworzył, wypowiadam słowo przepraszam wobec dyrektora Waldemara Olszyńskiego, gdyż w żadnej mierze nie było moim celem podważenie wiarygodności jego osoby w oczach najbliższych, środowiska, w którym żyje i pracuje z wymiernymi efektami od lat. Używając tak mocnego tytułu posłużyłem się retoryką polityczną, która ostatnio w powiecie nowosądeckim nie przebiera w słowach. Pokazałem, jaką siłę rażenia mają słowa wypowiadane przez polityków pod adresem samorządowców. Traktuję to jako przestrogę dla tych pierwszych, którzy, puszczając w publiczny obieg określone hasła, do końca nie zdają sobie sprawy ze skutków. Jeśli dyrektor Olszyński tym zabiegiem poczuł się dotknięty, jeszcze raz go przepraszam. (WCH), "Nasz Dziennik" 2006-12-06
> oświadczenie
Respektując niezależność mediów oraz mając szczery szacunek dla dziennikarzy pracujących w redakcji "Dziennika Polskiego", uważam, że w tekście "Oto jest głowa zdrajcy" przekroczone zostały granice rzetelności oraz etyki dziennikarskiej. Nie mając żadnych ku temu dowodów dziennikarz, opierając się tylko na wypowiedzi kilku sfrustrowanych osób, nazwał mnie zdrajcą. Podejmując decyzję o popieraniu tej czy innej kandydatury do władz powiatu nowosądeckiego, kierowałem się wyznawanymi przeze mnie poglądami i ideałami, którym jestem wierny od lat. Moją decyzję spowodowało jedynie dobro Sądecczyzny i jej mieszkańców, a nie partykularne interesy jednej osoby lub grupy ludzi. Pozostaję wierny ideałom twórców polskiej samorządności w swoich działaniach, opierając się na trwałych zasadach uczciwości i rzetelnej pracy na rzecz społeczeństwa. Mając na uwadze dobro mojej rodziny oraz tych wszystkich, którzy darzą mnie życzliwością i zaufaniem, oczekuje od redakcji przeprosin na łamach "Dziennika Nowosądeckiego".
Autor: ea