Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kto prezesem Sandecji?

Treść

Już dzisiaj walne zgromadzenie

Dzisiaj, o godz. 19, w sali widowiskowej Miejskiego Ośrodka Kultury (dawny DKK) rozpocznie się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze Członków MKS Sandecja Nowy Sącz. Od elekcji prezesa oraz zarządu najstarszego i największego w mieście klubu sportowego uzależniony jest jego dalszy los. W przypadku, gdyby po raz kolejny - przypomnijmy: patowa sytuacja zaistniała we wrześniu b.r., kiedy poprzednie walne zebranie zostało przerwane, jeszcze przed odczytaniem sprawozdania przez ówczesnego kuratora MKS Marka Banasia - nie udało się wybrać nowych, statutowych władz - Sandecji zagroziłaby upadłość.

Tymczasem jeszcze wczoraj, w godzinach popołudniowych, Robertowi Kontewiczowi, obecnemu kuratorowi MKS nie udało się pozyskać nikogo, kto byłby chętny do pełnienia roli klubowego sternika. Sam Kontewicz, z uwagi na sprawy osobiste, konsekwentnie odmawiał podjęcia się poprowadzenia Sandecji już jako oficjalny prezes.

- Proszę mi wierzyć, nie boję się odpowiedzialności i wierzę, że podołałbym zadaniu, tym bardziej, iż atmosfera wokół klubu staje się coraz przychylniejsza - przekonuje Kontewicz. - Jest jednak pewna okoliczność, która wyklucza moją kandydaturę. Otóż lada dzień wyjechać mogę poza granice kraju. Jestem na tyle poważnym człowiekiem, by zdawać sobie sprawę, że nagłe opuszczenie klubu mogłoby zostać przez kibiców poczytane jako rodzaj dezercji. Prowadziliśmy wielokrotnie rozmowy z Andrzejem Dankiem, obecnym prezesem Dunajca, ale i on nie bardzo kwapi się do przejęcia władzy w Sandecji.

- Jeśli delegaci na zgromadzenie wyrażą wolę, bym znalazł się w składzie zarządu klubu, to jestem do dyspozycji - zapewnia Andrzej Danek. - Natomiast stanowisko prezesa Sandecji na razie nie wchodzi w rachubę. Za dwa lata - owszem. Ale jeszcze nie teraz. Muszę po prostu uporządkować pewne sprawy w Dunajcu oraz w Stowarzyszeniu Piekarzy. Na razie najzwyczajniej w świecie nie mam czasu na wzięcie na swe barki kolejnego zobowiązania. Myślę, że w 2008 roku trochę mi się "poluzuje". Ale przez 24 miesiące ktoś jako prezes musi ten wózek pociągnąć. Tak zresztą powiedziałem prezydentowi Nowego Sącza Ryszardowi Nowakowi. Przyznaję, że marzy mi się, by Sandecja zagrała w drugiej lidze i żebym miał w tym jakiś swój udział. Dogadałem się z innymi biznesmenami: Witkiem Żytkowiczem i Wiktorem Bachulą, że w trójkę, jako członkowie zarządu klubu, mocno wesprzemy go finansowo. Mam ponadto koncepcję, by w nieodległej przyszłości połączyć seniorskie drużyny piłki nożnej Sandecji II i Dunajca. Jestem przekonany, że to realna sprawa. Trzeba tylko omówić szczegóły.

Możliwość wejścia w skład zarządu tercetu biznesmenów uwiarygadnia Wiktor Bachula, wiceprezes Okręgowego Związku Piłki Nożnej w Nowym Sączu, mający za sobą doświadczenia w działalności sportowej w roli prezesa Wierchów Rabka. Jednak i on wyklucza możliwość podjęcia się roli włodarza Sandecji.

- Zarząd, jak najbardziej tak, ale prezesura odpada - powiada właściciel firmy transportowej. - Sandecja to zbyt poważny i zasłużony klub, w dodatku z aspiracjami, żeby na jego czele stawał ktoś do tego przymuszany. Funkcji prezesa trzeba się oddać całym sercem. A mi po prostu wciąż brakuje czasu. To nie może być fuszerka. Ze swej strony deklaruję regularne, comiesięczne finansowe wspieranie MKS.

Gorącym orędownikiem przejęcia przez Roberta Kontewicza stanowiska prezesa jest Józef Kantor, dyrektor Wydziału Kultury i Sportu w Urzędzie Miasta, w przeszłości sternik Sandecji.

- Wiem, że Robert ma swoje argumenty, że stanowczo odmawia, ja jednak nie tracę nadziei, że w końcu ulegnie presji środowiska - zaznacza Kantor. - W życiu pojawiają się takie momenty, w których osobiste sprawy trzeba poświęcić dla dobra społecznego. A moje zdanie jest jednoznaczne: owo dobro społeczne wymaga zgody Kontewicza. Będę z nim jeszcze rozmawiał, spróbuję go przekonać. Uważam, że nie ma innego wyjścia: Robert musi się zgodzić. A moja kandydatura ze względów formalnych nie wchodzi w rachubę: z uwagi na piastowane stanowisko w samorządzie, nie mogę kandydować.

W środowisku kibicowskim od kilkunastu dni głośno mówi się, że prezesem Sandecji mógłby zostać Stanisław Dobosz, współtwórca w 1986 r. pierwszego w historii klubu awansu piłkarzy do II ligi. Z samym zainteresowanym, mimo wielokrotnie ponawianych prób, nie udało się nam skontaktować. Józef Kantor poinformował jednak, że od Dobosza usłyszał, że ten w ogóle nie rozważa możliwości podjęcia się roli sternika MKS Sandecja.

Wygląda więc na to, że kandydat do najwyższej klubowej godności objawi się dopiero dzisiaj, w trakcie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego.

(DW), "Dziennik Polski" 2006-12-15

Autor: ea