Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Majątek w baku

Treść

Ceny paliw w regionie są sztucznie windowane - twierdzą przedstawiciele branży transportowej

- Ceny paliw w naszym regionie należą do najwyższych w kraju, choć trudno doszukać się ekonomicznego uzasadnienia tej sytuacji - twierdzi Wacław Serafin, prezes Małopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Drogowych z siedzibą w Nowym Sączu. Stowarzyszenie zamierza zainicjować akcję mającą wyjaśnić przyczyny dzielenia Polski na regiony uprzywilejowane cenowo i te, które muszą do paliwa słono dopłacać.



Wacław Serafin zainteresował już problemem wiceprezydenta miasta Jerzego Gwiżdża, a wkrótce zamierza interweniować także u wojewody i marszałka Małopolski.

- To nie jest normalne, że na przykład w Warszawie litr oleju napędowego kosztuje 3,54 zł, a w Nowym Sączu za ten sam produkt trzeba zapłacić 3,78 zł - mówi Wacław Serafin. - Pomijam fakt, że średnie zarobki w stolicy są pięciokrotnie wyższe od pensji przeciętnego sądeczanina.

Tak poważnych różnic cenowych nie uzasadniają bynajmniej koszty transportu, bo spedytorzy dostarczający paliwo największych producentów w Polsce wcale nie są drodzy.

Sprawdziliśmy to, pytając o cenę transportu cysterny oleju napędowego z firmy Orlen Transport w Olszanicy koło Krakowa. Okazało się, że za przewiezienie do Nowego Sącza 32 tys. litrów takiego paliwa musielibyśmy zapłacić 950 zł (to koszt przejazdu cysterny w obie strony). Różnica ceny litra oleju napędowego w Krakowie i Nowym Sączu wynosi 19 groszy (Kraków - 3,59 zł, Nowy Sącz - 3,78 zł), więc po pomnożeniu jej przez 32 tys. litrów i odjęciu kosztów transportu uzyskaliśmy kwotę 5130 zł.

- To zysk tylko z jednej cysterny, który trafia do sprzedającego, czyli dystrybutora paliwa - mówi Wacław Serafin i dodaje, że taki podział na regiony, w których paliwo jest droższe czy tańsze, istnieje od dawna. On sam prowadzi działalność od lat 80., kiedy monopolistą na rynku paliw w PRL był CPN i wtedy także na obszarze dzisiejszego powiatu nowosądeckiego za benzynę czy ropę trzeba było zapłacić znacznie więcej niż w innych częściach kraju.

- Kiedyś te ceny ustalał zza biurka jakiś sekretarz partii, teraz niby jest wolny rynek, a stary podział pozostał - twierdzi Wacław Serafin.

O przyczyny tak znaczących różnic cenowych chcieliśmy zapytać rzecznika prasowego PKN Orlen Dawida Piekarza, ale w środę nie udało nam się z nim skontaktować. Zatelefonowaliśmy więc do konkurenta, czyli Grupy Lotos. Biuro prasowe koncernu stanowczo zaprzeczyło istnieniu jakiegoś sztywnego regionalnego podziału, według którego byłyby ustalane ceny paliw.

- Na ostateczną cenę wpływa szereg czynników - usłyszeliśmy w Lotosie. - Jest ona uzależniona między innymi od ilości stacji paliw zlokalizowanych na danym obszarze oraz popytu na rynku. Nie bez znaczenia jest też konkurencja. Im więcej producentów jest reprezentowanych w regionie, tym niższe będą ceny.

Z popytem na olej napędowy na Sądecczyźnie problemu nie ma, bo od lat nazywana jest ona zagłębiem międzynarodowych firm transportowych, które kupują rocznie setki tysięcy litrów ropy. A mimo to tankować bardziej opłaca się niemal w całej Polsce, byle nie w powiecie nowosądeckim.

- Wysokie koszty paliwa wymuszają wzrost cen usług, co nas wszystkich bije po kieszeni - przypomina Wacław Serafin. - Dlatego trzeba podjąć próbę odwrócenia tego niedobrego trendu. Nawet jeśli ten nieoficjalny podział Polski na cenowe regiony ma wieloletnią tradycję.

Na razie Małopolskie Stowarzyszenie Pomocy Drogowych zainteresowało problemem władze Nowego Sącza. Wacław Serafin rozmawiał o tym z wiceprezydentem miasta Jerzym Gwiżdżem.

- Nie możemy uczestniczyć w procesie kontrolnym, ale z pewnością będziemy się przyglądać problemowi - zapowiada Jerzy Gwiżdż. - Trzeba wykluczyć ewentualność celowego windowania cen, które nie byłoby uzasadnione względami ekonomicznymi.

(SZEL) , "Dziennik Polski" 2007-06-08

Autor: ea