Makbet, Piłat i inni
Treść
III Festiwal Filmowy "Ludzie kina" w nowosądeckim "Sokole" z Andrzejem Wajdą w roli głównej zamknął w niedzielę wieczorem spektakl "Makbet" krakowskiego Starego Teatru. Na sali kinowej pokazywano od rana ostatni zestaw jego filmów i widowisk, z których zupełnie unikalnym, a niezauważonym jest "Piłat i inni", film zrobiony ponad 35 lat temu dla zachodnioniemieckiej telewizji.
Ostatnie z tygodniowego cyklu spotkań z Wajdą mogło być męczące. Jego "Makbet" przez trzy godziny wałkował sprawę zła, jako siły totalnej i niszczącej. Równolegle niemal z pokazem tej sztuki na dużej scenie, w kameralnej sali kinowej trwała projekcja filmu "Piłat i inni" opartego na motywach biblijnych powieści Bułhakowa "Mistrz i Małgorzata". Film także roztrząsał problem zła górującego wyraźnie nad kruchym, bezbronnym i naiwnym nieco dobrem. Zła, które, jak widzimy na filmie, wcale po ofierze zbawienia nie ma zamiaru ustąpić ze świata. Przeciwnie. Śmierć krzyżowa w imię dobra ludzkości, trochę egzotycznego w swoich poglądach proroka, jest epizodem. Trzeba po nim jak najszybciej zatrzeć ślady, bo tak naprawdę świat ludzki obraca się według własnych reguł.
Krakowski "Makbet" Wajdy łatwo jest skrytykować za nudne i patetyczne przegadanie, kiepskie aktorstwo drugoplanowe, brak krwistości akcji i kaskady efektownych wydarzeń teatralnych, do których tekst szekspirowskiego horroru wręcz prowokuje. Można jednak spróbować zapytać, czemu po stuletniej niemal nieobecności na krakowskiej scenie reżyser chwyta za ten tekst. Wajda jest moralistą i próbuje Szekspirem opowiedzieć o mechanizmach wszechobecnego i niszczące zła w wymiarze kraju i narodu. To ma niewątpliwie odniesienie moralne do naszej geograficznej i politycznej okolicy. Szkocja z "Makbeta" to jednak kraj ogarnięty wojną domową.
Bohaterowie chodzą ubrani jak komandosi, tajna służba porusza polowe sprzęty w kominiarkach. Oszczędna, stalowo szara scenografia Krystyny Zachwatowicz formuje przestrzeń ruchomymi płaszczyznami tworzącymi mury obronne, ściany zamku, tajne przejścia i zakamarki, dusząco ograniczające wolność, kryjące zbrodnię. Krwawy król Makbet przypomina bałkańskiego watażkę z kolejnej w dziejach tej krainy wojny domowej, tonącej we krwi, a zawsze bezsensownej i beznadziejnej. Nad jego głową przez cały spektakl wiszą czarne plastikowe wory przypominające te po śmiertelnych wypadkach drogowych. Wiszą jak wyrzut sumienia, jak przeznaczenie. Krzysztof Globisz kreuje w tym spektaklu jedyną pełną, przekonującą postać.
Tytułowym imieniem szkockiego wodza i późniejszego króla Makbeta można się zabawić, zapisując je brzmieniowo podobnie, jako Mc Bad, czyli, powiedzmy, Zło Szlachetnie Urodzone. To zło uruchamiają wróżby kuszące władzą i koroną. Wylewa się z Makbeta szerokim strumieniem na wszystkich, rozłazi jak zaraza. Nie ma dla niego żadnego uzasadnienia. Przeżera otoczenie, opanowuje cały kraj, który zamienia się obszar przemocy, gwałtu i zbrodni. Wajda tropi ten proces w ludziach z przestrogą, że przykład idzie od góry. Istotną dziś przestrogą.
Na spotkaniu z widzami oznajmił, że odchodzi z teatru, na rzecz realizacji swoich pomysłów filmowych. Nie chce się wierzyć w te deklaracje.
(WCH) , "Dziennik Polski" 2007-05-15
Autor: ea