Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Mało Agaty!

Treść

Przestrzeń Wymiany Działań "Arteria" pokazała na nowosądeckim festiwalu "Sallingera", jedną z ciekawszych produkcji teatralnych ostatnich lat, która jednak tylko nosi w sobie zarodek dzieła artystycznego. Spektakl męczy tematyką amerykańskich rozliczeń z wojnami w Korei, Wietnamie, a teraz pasujących do Iraku. Brzmi dla polskiego widza odlegle. Mógłby urzec dynamizmem akcji, sposobem ukształtowania scenicznego świata, nasycić oczekiwania kreacjami aktorskimi. Niby wszystko wspomniane w nim jest. A mimo to wynosi się z niego obojętność wobec dramatu bohaterów, niedosyt wykorzystania zastosowanych ekspresyjnych środków, głód obecności dwóch świetnych aktorek na scenie, Ewy Dałkowskiej i Agaty Buzek. Szczególnie tej ostatniej, bo Ewa Dałkowska jest twarzą znaną od lat, sprawdzoną firmą z najwyższej półki. Agata Buzek dopiero się na nią wspina. Ma w sobie zapowiedź wielkiej aktorki i chciałoby się na to bardziej znaczącego dowodu, niż tylko udziału w kilku scenach.

Trzeba oddać grupie aktorów zjednoczonych przestrzenią do wymiany działań na scenie, że nie poszła na łatwiznę. Zwykle artyści zaangażowani w pracę w kinie, telewizji czy w macierzystych teatrach traktują różne propozycje agencyjne, jako łatwy i przyjemny zarobek. Chwytają role w komediach, sprzedawanych kompletami, nie podejmują ryzyka sztuk ambitnych. Obsada "Sallingera" to ryzyko podjęła.

Widowisko wyrosło na bardzo dobrej glebie. Dramaturg Bernard Marie Koltes przewodził intelektualnie buntowi francuskiej młodzieży przed trzydziestu laty. Jest drapieżny w formie i treści swoich sztuk. "Sallingera" napisał szukając pobratymca w swoim niepokornym nastawieniu do świata. Znalazł go w amerykańskim pisarzu o tym nazwisku, którego z kolei na sztandarach nosiła sfrustrowana młodzież amerykańska dziesięć lat wcześniej. Z tym, że amerykańskie fobie rodziły się z konieczności ginięcia na wojnach poza ojczyzną. Koszmary młodych ludzi i ich rodzin drążyło swego czasu amerykańskie niekomercyjne kino. Przychodzą tu od razu ma myśl filmy Elii Kazana i jego bohaterowie, weterani wietnamscy, cierpiący na swoisty rodzaj "choroby popromiennej", żyjący w ciągłej traumie po przeżyciach na ryżowych polach.

Te stare filmy i późniejsze, mają wspólny klimat koszmarnego snu, podobny do stworzonego w warszawskim spektaklu "Sallingera". Jest międzynarodową produkcją, nieprzypadkowo z udziałem Francuzów, którzy są autorami scenografii i mającego ogromne znaczenie światła. Reżyser Michał Sieczkowski zaprosił do udziału w przedsięwzięciu Ewę Dałkowską, aktorkę uosabiającą cierpienie i wewnętrzne rozdarcia. Obok niej pojawia się Agata Buzek z niezwykłą urodą osobowości, grająca opętaną uczuciem wdowę po młodym buntowniku, weteranie wojennym, Rudzielcu. Rodzinę Rudzielca, spokojną nowojorską familię, zaczyna rozsadzać ta tragedia i zapowiedź następnej, bo szykuje się kolejny pobór do wojska.

Agata Buzek ma niezapomniany epizod odwiedzin w rodzinie swojego zmarłego chłopaka. Opowiastka Ewy Dałkowskiej o bandycie atakującym dyliżans jest jedną z aktorskich pereł, które mimo panującego uporoczywego mroku i duszności nastroju można tam wyłowić. Konwencja niespokojnego snu, szarpanych scen, pociętych ostrą muzyką na przemian z monotonnymi monologami, mieszanie miejsc akcji, sprawia, że widz wychodzi w przekonaniu, że przedstawienie, choć momentami bardzo głośne, to jednak nudnawe. Perły mu się gdzieś gubią a mógłby ich mieć cały sznur.

Na gorąco:

Zachęcamy widzów i Czytelników dodatku o festiwalu do opinii na gorąco. Można wysyłać e-mail na adres : chmuraprasa@interia.pl albo w formie sms na numer telefonu: 602-454-435. Najciekawsze uwagi i komentarze dotyczące przedstawień i festiwalu będą publikowane w kąciku widza: "Na gorąco"

Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2006-10-23

Autor: ea