Mój sukces, to sukces miasta
Treść
Rozmowa z Ryszardem Nowakiem o stu pierwszych dniach jego pracy na stanowisku prezydenta Nowego Sącza
Czuje się Pan już w ratuszu zadomowiony?
- Przyznam, że zadomowiony czułem się od razu. Nie był to dla mnie jakiś szczególny szok. Wróciłem po pięciu latach, wcześniej byłem w Zarządzie Miasta. A do powrotu przygotowywałem się od dłuższego czasu. Nie zapominałem o Nowym Sączu, kiedy byłem posłem. Problemami miasta zawsze się interesowałem.
Podczas kampanii wyborczej zadeklarował Pan, że będzie prezydentem silnym, że nie pozwoli na to, by warunki dyktowała Panu Rada Miasta, ale też w programie wyborczym napisał Pan: "Minione cztery lata pokazały, jak konflikt między Radą, a prezydentem wpłynął niekorzystnie na rozwój i wizerunek miasta. Bez wahania można określić te lata jako stracone, czas niewykorzystanych szans i niekompetencji władzy". Co Pan robi, żeby w tej kadencji było inaczej?
Nie ukrywam, że dla mnie sukcesem tych stu dni jest to, że opozycja staje się coraz wyraźniej słabsza, że są radni, którzy nie chcą być w opozycji do prezydenta, tylko po to, żeby mówić "nie, bo nie". Chcą ze mną współpracować, bo widzą szansę na efekty tej współpracy. Na to, że będę silnym prezydentem dawałem dowód od samego początku. Cieszę się, że moje działania zyskują poparcie tych radnych, którzy na początku byli w tzw. opozycji.
Na ile na radnych, którzy odchodzą z klubu PO działa Pańska osobowość, a na ile to gra polityczna?
Zapewniam, że żadnej gry politycznej nie było. Staram się kierować rozsądkiem i rzetelnością, nie zwracam uwagi na szyldy partyjne, dla mnie ważne jest to, żeby tworzyć zespół takich ludzi, którzy chcą pracować dla miasta. I udaje mi się to. Jestem z tego bardzo zadowolony. Nie ma "kupowania" radnych, żadnego targowania się i przekonywania. Choć to jasne, że radni, którzy opuszczają opozycyjny klub, mają swoje oczekiwania i nie chcą być w opozycji, bo pewnie łatwiej będzie im uzyskać przychylność dla planowanych przedsięwzięć. Ja tym ludziom będę pomagał, bo dają dowód, że chcą pracować dla tego miasta. Nie jestem człowiekiem, który nie chce mieć opozycji. Wprost przeciwnie, wydaje mi się, że głos krytyczny jest potrzebny, bo pozwala na refleksję, dzięki temu można uniknąć błędów. Dla mnie sukcesem jest to, że moje dotychczasowe działanie spowodowało, że przybyło radnych, którzy chcą ze mną bliżej współpracować. To, w jakim klubie, kto się znajduje jest sprawą drugorzędną. Na pewno znajdę płaszczyznę współpracy z każdym klubem.
Myśli Pan, że na koniec kadencji będzie miał całą Radę po swojej stronie?
Raczej chodzi mi o to, żeby mieć Radę po stronie miasta, czyli tych przedsięwzięć, które chcemy realizować dla Nowego Sącza, po stronie zdrowego rozsądku. Chcę rządzić z Radą, nie wbrew niej.
Radni PO mają do Pana pretensje, że nie odpowiedział Pan na ich prośbę o listę priorytetowych zadań do realizacji w tej kadencji. Mówią, że poprosili o nią przed dwoma miesiącami. Do dziś nie uzyskali odpowiedzi...
Rzeczywiście spotkałem się z klubem PO, przedstawili mi na piśmie pewne problemy, na które chcieliby uzyskać odpowiedź, ale stopień ogólności tych postawionych zagadnień był tak duży, że nie byłem w stanie tego zrobić. Bo jak miałem się odnieść np. do hasła: "polityka społeczna"? Wszystko to, o co radni PO pytali, zawarłem w moim programie wyborczym. Do dziś nic się nie zmieniło. Odpowiadając, musiałbym im po prostu przesłać mój program. A to nie byłoby grzeczne. Nie ukrywam przed Radą niczego. Publicznie mówię o swoich zamierzeniach. Większość zadań zacząłem już realizować. Wymienianie się jakimiś papierami niewiele zmieni.
Panie Prezydencie, miał Pan zacząć od darmowego internetu dla mieszkańców, wydania obligacji na remont dróg i dodatków motywacyjnych dla nauczycieli. Co Pan do tej pory zrealizował?
To bardzo istotne punkty w moim programie. Co do internetu, to powołałem zespół, który nad tym pracuje. Myślę, że w ciągu miesiąca, półtora zaczniemy realizować projekt.
Na to potrzebne są pieniądze. W Rzeszowie darmowy internet kosztował prawie 9 mln zł.
- Pierwszym z zadań zespołu, który powołałem było przeanalizowanie, jak to zrobiono w innych miastach. Tzn. gdzie i za ile uruchomiono darmowy internet. Jakie popełniono błędy. My chcemy ich uniknąć. Myślimy o szerokopasmowym internecie drogą radiową. Jest to o tyle skomplikowane, że musi być przyznane pasmo przez Urząd Komunikacji Elektronicznej w drodze przetargu, musi być nadajnik o odpowiedniej mocy itd. Najprościej byłoby utworzyć sieć hot spotów i pewnie udałoby się pokryć większą część miasta tym sposobem, natomiast nie jestem przekonany, czy to dobre rozwiązanie. Technika idzie naprzód, to może być za chwilę przestarzałe. Na razie nie angażuję środków publicznych w ten projekt. Gdy będę gotowy przedstawię Radzie Miasta plany i kosztorys. Zdradzę tajemnicę, że prawdopodobne jest, iż partnerem w tym przedsięwzięciu będzie dla miasta Wyższa Szkoła Biznesu NLU, bo projekt internetu wpisuje się w przedsięwzięcie miasteczka multimedialnego.
Kiedy się spodziewać darmowego internetu?
Sądzę, że uda się to zrealizować w tym roku.
W pierwszym dniu urzędowania, powiedział Pan w wywiadzie dla "Dziennika Polskiego", że zamierza na początek zinwentaryzować wszystkie projekty realizowane bądź przygotowywane w ratuszu, żeby ocenić ich szanse na realizację. Jakie wnioski o unijne dotacje już powstały, w ramach jakich programów?
Bardzo się rozczarowałem, bo wniosków nie było.
Żadnych?
Żadnych. Nie miałem czego zinwentaryzować. Bo trudno mówić o wniosku dotyczącym rewitalizacji starówki. Dwukrotnie go odrzucono. Trzeba go pisać od nowa. Trudno mówić o projekcie obwodnicy północnej, który owszem jest, ale tylko na papierze i według mnie znalazły się tam niefortunne rozwiązania. Okazuje się, że nie możemy liczyć na finansowanie z Urzędu Marszałkowskiego, bo to ciąg dróg krajowych, z środków na drogi krajowe nie otrzymamy finansowania, bo jesteśmy miastem prezydenckim, na prawach powiatu, a w takich miastach Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych nie inwestuje. I to jest problem - jest projekt, ale nie ma na niego pieniędzy. Sami nie jesteśmy w stanie go zrealizować. Szukamy innych możliwości. Teraz rusza projekt przygotowany przez Sądeckie Wodociągi - międzygminny projekt sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. To przedsięwzięcie warte 250 mln zł wisiało na włosku, ale poprzez szybkie działanie, nie tylko moje, ale też burmistrzów i wójtów oraz zarządu Wodociągów udało się pokonać trudności i inwestycja rusza.
Ma Pan w takich sprawach poparcie PiS owskiego rządu?
Dotąd tego nie wykorzystywałem, poza poparciem posłów i ministra Ziobry w sprawie Miasteczka Multimedialnego.
Czy Pańskie służby przygotowały w ciągu tych stu dni, chociaż jeden wniosek o pozabudżetowe pieniądze?
Tak. Pierwszy, który poleciłem przygotować i który podpisałem, był wniosek o usuwanie skutków powodzi. Nie był trudny przyznam szczerze. Cieszy mnie, że został przyjęty i przeszedł. 22 mln zł rozdzielono między 105 gmin z terenu całego województwa małopolskiego. Nowy Sącz otrzymał z tej puli 950 tys. zł na umocnienie muru oporowego przy Bulwarach Narwiku i remont nawierzchni od mostu przy ul. Lwowskiej aż po szpital. Co do innych projektów, poleciłem pracownikom przygotowywać wnioski do wszystkich możliwych programów. Monitorują je na bieżąco i pracują nad wnioskami. Między innymi nad projektem termomodernizacji szkół, który może być finansowany z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Jest szansa pozyskać kilka milionów złotych na ten cel. I dziwię się, że do tej pory te środki nie były wykorzystywane.
Przy okazji chcę zaznaczyć, że w ciągu tych moich stu dni rozstrzygnąłem dwa przetargi - na utrzymanie czystości i zieleni w mieście. Nie mogłem tego zrozumieć, że poprzednia ekipa od czerwca czy od maja ubiegłego roku nie poradziła sobie z tym zadaniem. Nie wiem dlaczego. My na obydwu przetargach zaoszczędziliśmy 3 mln zł w porównaniu do przetargów sprzed trzech lat.
Czy sprzątać będzie inna firma, czy ta sama, co poprzednio?
W przetargu uczestniczyły dwie firmy. W dwóch obszarach zwyciężyła firma dotychczas sprzątająca miasto, czyli SITA, a w trzecim (na starówce) inna firma. Przetarg na utrzymanie zieleni także wygrała firma SITA.
Jak to się stało, że ta sama firma, co przed trzema laty, teraz jest znacznie tańsza?
Proszę pytać szefów tej firmy, nie mnie.
Wytypował Pan listę dróg w Nowym Sączu, które wymagają natychmiastowych remontów?
Dużych remontów wymagają Aleje Batorego, ul. Lwowska i ul. Królowej Jadwigi. Moim celem jest pozyskanie na remonty dróg środków zewnętrznych, przygotowujemy wnioski o dotacje, ale jeżeli będą niewystarczające, to ja chciałbym wrócić do pomysłu wydania obligacji komunalnych. Decyzję w tej sprawie podejmie Rada. Ten rok jest trudny, bo nabór wniosków będzie jesienią. Więc remonty mogłyby ruszyć dopiero w przyszłym roku. Poprawa jakości dróg jest istotna z punktu widzenia zmiany wizerunku miasta, nad którym chcemy popracować. To, że ma być czyste - to oczywistość. Ale ma też być piękne - i to jest wyzwanie.
Może trzeba powalczyć po raz kolejny o pieniądze na rewitalizację starówki?
W tym przypadku startujemy od zera. Jutro jest pierwszy etap negocjacji z firmami, które startują w przetargu na opracowanie wniosku dotyczącego rewitalizacji Starego Miasta. Mam nadzieję, że tym razem wniosek przygotują profesjonaliści. To, co dla nas istotne, to wciągnięcie do programu także prywatnych właścicieli kamienic. Problem pustego rynku i Jagiellońskiej wieczorem polega na tym, że prywatni właściciele kamienic (bo większość z nich jest w rękach prywatnych) wynajmują lokale na parterze instytucjom takim jak banki, firmy ubezpieczeniowe itp., które są w stanie zapłacić 100 zł i więcej za metr kwadratowy. Nikt za takie pieniądze nie wynajmie lokalu pod kafejkę czy restaurację. Skoro ul. Jagiellońska i rynek w wydaniu parterowym to banki i sklepy z telefonami komórkowymi, to trzeba zabrać się za wyższe piętra. Nic nie przeszkadza, żeby dobra kafejka czy restauracja znajdowała się na pierwszym piętrze. Można wybudować blok komunalny i do lepszych warunków przenieść lokatorów mieszkań z kamienic wokół rynku. Trzeba im taką propozycję złożyć.
- Ci lokatorzy pewnie wolą odkupić te atrakcyjne mieszkania za 5 proc. wartości.
- Jeśli chodzi o mieszkania w kamieniczkach na starówce, to jednoznacznie jestem temu przeciwny, bo te lokale są błyskawicznie potem przez nich zbywane. Wykorzystywane są kruczki prawne. Mam podstawy podejrzewać, że w wielu przypadkach dochodziło do poważnych nadużyć z tym związanych. Ale o tym powiem, kiedy będziemy mieli zebrane dowody. Oczywiście nie jestem za tym, żeby wszystkich mieszkańców wyprowadzić ze starówki. To miasto musi żyć, świecić, a nie być wygaszone i puste.
W Pańskim programie wyborczym zapowiedział Pan, że wypromuje miasto w mediach ogólnopolskich, organizując imprezę, która przyciągnie do Nowego Sącza tłumy. Jaką?
Wciąż nad tym pracujemy. Założyliśmy sobie, że najpierw przeanalizujemy, co mogłoby przyciągnąć tu ludzi z okolic. Nie chcemy wystrzelić z nienabitego działa, dlatego nie będę jeszcze odpowiadał. Takie imprezy są drogie, nie trudno wystawić się na śmieszność, robiąc rzeczy nieprzemyślane. Mamy kilka propozycji.
Zapowiadał Pan współpracę z przedstawicielami Nowego Sącza w Sejmie i Sejmiku. Podtrzymuje Pan tę deklarację w nowym układzie politycznym, gdzie miejsce wicemarszałka Romanka, pańskiego partyjnego kolegi z PiS zajął Leszek Zegzda z PO?
Leszek Zegzda to mój dobry znajomy z czasów, kiedy był wiceprezydentem, a ja pracowałem w Zarządzie Miasta. Cóż, nad sytuacją w Sejmiku ubolewam jako członek PiS u, nie jako prezydent miasta. Proszę mi wierzyć, że będę lobbował na rzecz miasta także w Sejmiku. Cieszę się, że jest sądeczanin w Zarządzie Województwa. Sądzę, że nie tylko z Leszkiem Zegzdą, ale i innymi członkami Zarządu Województwa Małopolskiego znajdziemy wspólny język.
Jest Pan zadowolony ze swoich decyzji kadrowych, na przykład z wyboru wiceprezydentów?
Jak najbardziej. Stworzyliśmy dobry, partnerski zespół. Spotykamy się, wspomagamy, dyskutujemy, wspólnie ustalamy sposób działania. To nie jest tak, że wiceprezydent Jerzy Gwiżdż jest przypisany do inwestycji, a pani Bożena Jawor do szkół. Podchodzimy do zarządzania miastem całościowo. Cieszy mnie to, że w trójkę mamy poczucie odpowiedzialności za to, co realizujemy. Nie będę ukrywał, że nie było moim przedwyborczym zamierzeniem angażowanie pana Gwiżdża na wiceprezydenta, bo był moim konkurentem. Ale dziś jestem bardzo zadowolony ze współpracy z nim.
W ratuszu pojawiły się liczne nowe twarze, ludzie, wobec których spłaca Pan długi wyborcze...
Proszę ich wymienić.
Mogę wymienić pana Wojciecha Piecha, do MPEC u został przyjęty Robert Magiera...
Nie ja go przyjąłem.
Ale może polecił Pan nowemu prezesowi, żeby go zatrudnił.
Ani mi w głowie było wydawanie takich dyspozycji.
Mogę wymienić jeszcze Tomasza Michałowskiego...
A jaka tu spłata długu wyborczego? Ja nie mam w stosunku do niego żadnych długów. To człowiek, który od wielu lat ze mną współpracuje. Angażował się w moim biurze poselskim. Zatrudniłem go, bo chciałem z nim pracować. Nie widzę w tym nic złego. A Piech jest naprawdę dobrym fachowcem.
A co takiego robi?
Zajmuje się wdrażaniem systemów zarządzania jakością. To konieczność, urząd musi mieć tego typu fachowców. Zajął się trudną działką. Nikt nie konkurował z nim o to stanowisko.
Czy prawdą jest, że pani Joanna Nestor zrezygnowała z funkcji rzecznika praw konsumentów, bo na jej miejsce szykowany jest w ramach wyborczych rozliczeń Krzysztof Niewiara?
Bardzo ciekawa informacja. Pani Nestor doszła do wniosku, że bycie radcą prawnym w Urzędzie Miasta pochłania ją do tego stopnia, że chce zająć się wyłącznie nim. Rezygnując z drugiej funkcji.
Sama doszła do tego wniosku?
Proszę mi wierzyć, że sama. I zyskała moją akceptację. To była z jej strony bardzo odpowiedzialna decyzja. Nie ma tu żadnego kontekstu personalnego. Dementuję w stu procentach tę informację. Zresztą na rzecznika konsumentów ogłaszany jest konkurs, a decyzje o jego powołaniu podejmuje Rada Miasta, nie prezydent.
Kto ma być nowym rzecznikiem konsumentów?
Być może podpiszemy porozumienie ze starostwem w sprawie wspólnego rzecznika i oszczędzimy trochę pieniędzy. Nie mam nikogo w kolejce na to stanowisko.
A właściwie, dlaczego przywrócił Pan Joannę Nestor do pracy? Była jedną z pierwszych osób, które Pan zwolnił.
Z panią Nestor wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nie będę tego wyjaśniał innym.
Zamknął Pan już listę zmian kadrowych w ratuszu?
Chcę jeszcze powołać pełnomocnika prezydenta do spraw osób niepełnosprawnych. To będzie konkurs. I - uprzedzę pytanie - nie mam jeszcze kandydata na to stanowisko.
Panie Prezydencie, co dalej?
Trzeba pracować, cieszę się, że jest w ratuszu dużo entuzjazmu do pracy, że niektórzy urzędnicy się przebudzili i sami przychodzą do mnie z pomysłami, sami mają wiele propozycji. Urzędnicy przekonali się, że Nowak, to nie taki straszny diabeł, jak go malowano. Mamy wspólnie dużo do zrobienia. Uważam, że udało mi się stworzyć dobry zespół. Udaje się też powoli uzyskać wsparcie i przychylność ze strony Rady Miasta. Uważam, że mój sukces, to także sukces Rady Miasta. Mój sukces, to przede wszystkim sukces mieszkańców. Wszyscy za to miasto odpowiadamy.
Rozmawiała Monika Kowalczyk , "Dziennik Polski" 2007-03-16
Autor: ea