Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Nadepnąłem ludziom na odcisk

Treść

Rozmowa z sądeckim posłem PiS Arkadiuszem Mularczykiem

Sądeczanie z dużymi emocjami śledzą Pana poczynania w Sejmie z ustawą lustracyjną, a ostatnio przed Trybunałem Konstytucyjnym. Niezależnie od ocen samej ustawy i pańskich wystąpień, jest Pan chyba najbardziej medialnym posłem Sądecczyzny, bo sprawy, jakimi się Pan zajmuje dotykają sedna rozliczeń Rzeczpospolitej z komunistyczną przeszłością.



- Takiego zadania podjąłem się od początku w parlamencie, a obecne moje boje w Trybunale Konstytucyjnym są tego konsekwencją. Jeśli jakaś ustawa jest skarżona do Trybunału, to Sejm w ramach komisji ustawodawczej podejmuje jej obronę. I taka rola mnie została powierzona. SLD ustawę zaskarżył, a PiS stanął na stanowisku, że tej ustawy trzeba bronić, jako szansy na faktyczną lustrację. Komisja mnie umocowała jako obrońcę, a marszałek Sejmu dał mi odpowiednie pełnomocnictwa.

Czy zdawał sobie Pan sprawę, że przy tylu skrajnie różnych głosach o merytorycznej wartości samej ustawy, będzie to zadanie heroiczne?

- Te skrajnie różne głosy znalazły swoje odbicie w niespotykanej do tej pory niejednomyślności sędziów. Rozumiałem, że gra idzie o lustrację w ogóle i że wielu środowiskom i ludziom nadepnę na odcisk. Teraz próbują mnie z różnych stron skubnąć, choćby rozpowszechniając przez media informacje niezgodne z rzeczywistością.

Jakie?

- Wnosiłem o odroczenie posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego dlatego, by trybunał mógł się zapoznać z informacjami z IPN o dwóch później wykluczonych ze składu sędziach. Twierdziłem, że są zapisy dotyczące współpracy ze służbami PRL, ale nie podawałem, co w nich jest. Później przekazałem moje prywatne notatki, gdzie były informacje o sygnaturach. Wieczorem prezes trybunału Jerzy Stępień zarzucił mi, że zataiłem ważne dane dotyczące tych dwóch sędziów, które stawiają ich w zupełnie innym świetle. Mój wniosek o odroczenie był formalny, a notatki osobiste, a mimo to udostępniłem je Trybunałowi. Wnosiłem o odroczenie także dlatego, że około 200 stron dokumentów dostaliśmy na dzień przed rozprawą. W jaki sposób trybunał może rozpatrzyć należycie sprawę, skoro jej uczestnicy nie są w stanie rzetelnie przygotować własnego stanowiska z braku czasu? Wydaje mi się, że odwrócono kota ogonem. Więc postawiłem sprawę jasno. Jeśli ktoś mi publicznie zarzuci, że zataiłem czy skłamałem, zostanie przeze mnie pozwany.

Ostro Pan sobie poczyna.

- Miałem ciężkie dni przed Trybunałem, odpowiadałem na różne pytania. W czwartek od godz. 11 do 23. Próbowano mnie upokorzyć, wykazać moją niekompetencję i słabość ustawy. Naprawdę w pewnych kwestiach muszę być stanowczy.

Wobec tego, co z ustawą po wyroku Trybunału?

- Ogranicza dostęp do archiwów lub wręcz ją uniemożliwia. Niekonstytucyjny wzór oświadczenia, brak sankcji za niezłożenie oświadczenia. Ustawa jest niewykonalna.

Czyli ta do kosza i praca nad nową?

- Tak bym doradzał.

Rozmawiał: (WCH)

Autor: ea