Nie byłem sobą
Treść
przyznaje Rafał Policht w rozmowie z "Dziennikiem Polskim"
Panie Rafale, przez prawie dwa i pół sezonu grał Pan dla Sandecji. Dzisiaj wystąpił przeciwko dawnym kolegom. Nie towarzyszyły Panu mieszane uczucia?
- Wykonuję zawód piłkarza, w związku z czym wszelkie sentymenty odkładać muszę na bok. Obecnie występuję w Okocimskim i robię wszystko, by moja postawa na boisku przynosiła temu klubowi korzyść. Co nie oznacza, że pobytu w Nowym Sączu nie wspominam mile. Kiedy grałem w Sandecji, tworzyliśmy naprawdę mocną drużynę, której towarzyszyła dobra atmosfera. Dzisiejszą formą sądeczan jestem mocno rozczarowany.
Przeżył Pan z pewnością chwilę grozy, kiedy po Pańskim strzale z rzutu karnego piłka odbiła się od słupka?
- Oj tak, serce mi na chwilę stanęło. Na szczęście Karwat zdążył z dobitką.
Kibice w Nowym Sączu przyjęli Pana wyjątkowo serdecznie...
- Owszem, przywitano mnie oklaskami, co sprawiło mi niekłamaną satysfakcję. Później, przez pełne 90 minut nie doleciał mnie z trybun ani jeden złośliwy docinek. Okazuje się, że ludzie pamiętają, że coś tam dla waszego klubu zrobiłem, że trochę goli udało mi się strzelić.
Pamięta Pan dokładnie, ile?
- Przeszło trzydzieści.
Dzisiejszy mecz zakończył się remisem. Uważa Pan, że sprawiedliwym?
- Nie, powinniśmy byli wygrać to spotkanie. Nie zrobiłem krzywdy Sandecji, choć mogłem strzelić przynajmniej jednego gola. Nie byłem dziś jednak sobą. Od rana jakoś kiepsko się czułem. Wychodzi, zdaje się, zmęczenie wyczerpującym sezonem.
ROZMAWIAŁ: (DW) , "Dziennik Polski" 2006-10-23
Autor: ea