Nie choruję na władzę
Treść
Rozmowa z Arturem Czerneckim, od wczoraj przewodniczącym Rady Miasta Nowego Sącza
- Dlaczego właśnie Pan? Klub Radnych Prawo i Sprawiedliwość nie znalazł w gronie 11 innego niż Pan kandydata na przewodniczącego?
- Proszę zapytać moich klubowych kolegów. Ja zgodziłem się na kandydowanie, bo szanuję wolę większości.
- A więc to nie Pan dążył do objęcia funkcji przewodniczącego?
- Jest pani w błędzie. Wbrew pozorom ja wcale nie aspirowałem do tej funkcji. Przecież mój Klub (PiS - przyp. red.) nie złożył wniosku o odwołanie Piotra Lachowicza z funkcji przewodniczącego. To była jego decyzja.
- Przyzna Pan, że dobrym kandydatem na przewodniczącego był radny Jerzy Wituszyński, samorządowiec z doświadczeniem, który wyraził publicznie chęć kandydowania. Po obsadzeniu go na fotelu wiceprzewodniczącego było jasne, że to Pan będzie przewodniczącym.
- Nic nie było przesądzone. Pod uwagę braliśmy jeszcze dwa inne nazwiska z naszego klubu.
- Ale przewodniczącym został właśnie Pan. Jaki argument przeważył?
- Mieszkańcy, wybierając mnie jesienią ponownie do Rady Miasta aż 905 głosami, dali mi mocny mandat. Chcieliby z pewnością, żebym robił dla miasta więcej niż do tej pory. Ta funkcja daje mi taką możliwość.
- Więc, po co się Pan kryguje, mówiąc, że nic nie było przesądzone? Przecież chciał Pan zostać przewodniczącym.
- Sam zgłosiłem na posiedzeniu Klubu Radnych PiS kontrkandydata dla mnie. Nie jestem chory na władzę. Uważam, że władza imponuje tylko ludziom małym. Ja chcę doprowadzić do współpracy klubów PiS i Platformy Obywatelskiej - Porozumienia Sądeckiego oraz radnych niezrzeszonych dla dobra miasta Nowego Sącza.
- Czyżby szykował Pan odpowiedź na zaproszenie Platformy do zawarcia koalicji?
- Chcę współpracy, ale nie koalicji. Klub, który ma większość w Radzie Miasta, nie musi zawiązywać z nikim koalicji. Ludzie, którzy wybrali PiS, oczekują realizacji naszej polityki.
- Jak Pan przyjął krytyczne uwagi kolegów radnych na temat pańskiego intelektu i moralnych predyspozycji do pełnienia funkcji?
- Byłem przez całą poprzednią kadencję opluwany. Przyzwyczaiłem się, że niektórzy posługują się takimi metodami w politycznej walce. Bagatelizuję wystąpienia radnych Roberta Sobola i Józefa Hojnora, którzy lubią knuć w kuluarach.
- A propos kuluarów. Co działo się za zamkniętymi drzwiami, podczas przerwy ogłoszonej na wniosek Klubu Radnych PO PS tuż przed powołaniem Pana na funkcję przewodniczącego?
- Radni PO PS poprosili nas na spotkanie, żeby mnie szantażować.
- W jaki sposób?
- Próbowali wyciągać różne sprawy z mojej przeszłości, żebym tylko nie kandydował.
- Takie jak sprawę pozbawienia Pana prawa jazdy za złamanie przepisów o ruchu drogowym?
- Ta sprawa jest już w aktach zamazana. Gdybym naprawdę miał coś na sumieniu, to poseł PiS Arkadiusz Mularczyk znany z poszanowania prawa nie obdarzyłby mnie zaufaniem. Gdyby miał przekonanie o mojej winie, nie pozwoliłby, abym reprezentował PiS w prezydium Rady Miasta Nowego Sącza.
- Arkadiusz Mularczyk, z zawodu adwokat, zanim został posłem bronił pana przed sądem w sprawie wypadku rowerowego...
- A więc wie, że jestem niewinny, bo sprawę wygrałem w dwóch instancjach.
Rozmawiała Monika Kowalczyk , "Dziennik Polski" 2007-06-13
Autor: ea