Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Obłudna troska

Treść

Ataki na Kościół trwają bez przerwy i niewątpliwie możemy się spodziewać kolejnych. Przeprowadzane są one różnymi sposobami. Ostatnio najczęściej próbuje się zniszczyć autorytet Kościoła, atakując konkretnych kapłanów. Rzucić kalumnię na człowieka jest bardzo łatwo. Niestety, ci, którzy odważają się na owe czyny, na ogół czują się całkowicie bezkarni. Szczególnie jeśli są dziennikarzami lub publicystami mniej lub bardziej poczytnych gazet. Wystarczy kogoś oskarżyć i się domagać, by on się bronił, usprawiedliwiał, udowadniał. Oskarżenie może być niczym niepoparte, ważne jest tylko jedno - by ukazało się w prasie.

Minęło mniej więcej półtora roku od chwili, gdy po raz pierwszy w mediach publicznych przypuszczono niewybredny atak na kapłana, obwiniając go o współpracę z SB. Wybrano wtedy bardzo starannie ofiarę ataku. Po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II wrogów Kościoła ogarnęło przerażenie, okazało się bowiem, że wierni się modlą, spowiadają i jednoczą wokół Kościoła. Zaatakowano bezpardonowo o. Konrada Hejmę OP, kapłana dobrze znanego pielgrzymom i bardzo przez wiernych lubianego. Miało to na celu podważenie autorytetu Kościoła, nie chodziło o nic innego. Gdy o. Hejmo zaczął dochodzić swoich praw - w mediach było o tym głucho. Pisałam wtedy na ten temat, podkreślając, że jest to tylko początek. Ostrzegałam, że nasza bierna postawa wobec publicznej nagonki doprowadzi do tego, iż w przyszłości siły wrogie Kościołowi będą wydawać wyroki na kolejnych kapłanów, nawet biskupów, w celu podważenia autorytetu Kościoła. Niestety, okazało się, że moje przypuszczenia się spełniają, i to w jak najgorszym wydaniu. Teraz zaatakowano bowiem samego warszawskiego arcybiskupa nominata Stanisława Wielgusa.
Tym razem do ataku przystąpili ludzie, którzy podają się za katolików. Prym wodzi w tym Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "Gazety Polskiej". Wtórują mu Tomasz P. Terlikowski, Katarzyna Hejke, Przemysław Harczuk. Przy tym znamienne jest, że panowie Terlikowski i Sakiewicz chcą, by doceniano ich "aktywność jako świeckich katolików zatroskanych o Kościół". Warto zatem przypomnieć sobie, kim są ci panowie w życiu codziennym. Pierwszy z nich, Tomasz P. Terlikowski, znany jest jako publicysta, redaktor "Newsweeka", programu TVP "Między niebem a ziemią", portalu ekumenizm.pl, publikuje w "Więzi" i "Rzeczpospolitej". Charakterystyka jest wystarczająca. Tomasz Sakiewicz natomiast pisze o sobie, że wychował się w Ruchu Światło-Życie, wiele lat współpracował z Piotrem Wierzbickim w "Gazecie Polskiej", obecnie przejął jej redakcję. Wypowiedzi tych dwóch panów świetnie się uzupełniają. Jeden obwinia, a drugi z udawanym smutkiem stwierdza, że być może zarzuty są prawdziwe. Zgodnym chórem żądają ni mniej, ni więcej, tylko by ksiądz arcybiskup przesunął datę ingresu, przeprosił, wyjaśnił. "Boleją" nad sytuacją Kościoła warszawskiego, który, w opinii Terlikowskiego, "potrzebuje modlitwy, ofiary i odważnych działań", a to wszystko po to, by "nie dopuścić do ingresu w cieniu teczki". Najpierw rzuca się "cień teczki", a potem występuje się w roli obrońcy Kościoła. No i oczywiście Terlikowski wykazuje wielką troskę o to, że inne niż wskazane przez niego postępowanie "nie tylko nie pomoże, ale wręcz zaszkodzi dobremu imieniu Kościoła".
W swoim "zatroskaniu" o Kościół Terlikowski pozwala sobie pouczać biskupów, krytykować ich wypowiedzi, mało tego, posądza ich o świadome zatajanie prawdy i krętactwo. Pisze bowiem: "Hierarchia jak na razie nie zrobiła nic, by oczyścić atmosferę wokół biskupa-nominata... Warszawscy duchowni podkreślający, że regularne spotkania z bezpieką nie powinny być traktowane jako donoszenie, a jako 'wymuszony dialog' - jasno sugerują, że wiedzą coś o przeszłości biskupa, o czym inni nie mają pojęcia...".
Wreszcie, jakby tego było za mało, chcąc stworzyć pozory w pełni katolickiego stosunku do sprawy, Terlikowski kończy swój artykuł słowami: "Nie pozostaje nic innego jak prośba o wyjaśnienie tej sprawy przed ingresem i modlitwa o światło mądrości, wiary i odwagi dla tych, którzy taką decyzję podjąć mogą". Jest to bardzo perfidna manipulacja - nawoływanie do modlitwy tylko z pozoru jest szczere, zawiera bowiem w sobie oskarżenie o brak mądrości i wiary, o brak odwagi cywilnej. Jest również obraźliwe dla biskupów, którym od wiernych świeckich należy się szacunek i jak najbardziej modlitwa, ale szczera.
W tym samym czasie, gdy Terlikowski "ubolewa" nad hierarchią Kościoła i atakuje hierarchów, Sakiewicz na łamach "Gazety Polskiej" pisze o "trudnej wierze", stwierdzając, że "najwyższe władze Kościoła i opinia publiczna muszą znać prawdę, która nie mogła się przebić przez zmowę milczenia". I dodaje natychmiast: "Informacje sprawdzaliśmy z najwyższą starannością". I dalej: "Nie szukamy potępienia, nie rzucamy kamieniami. Chodzi nam jedynie o elementarną prawdę. Może do załatwienia sprawy wystarczy uczciwe wyznanie winy". No proszę! Najpierw orzeka o winie, ogłasza wszem i wobec, że ksiądz arcybiskup jest winien, a potem tak całkiem "po katolicku": "nie rzucamy kamieniami", ale niech się przyzna do winy. Oczywiście "dla dobra Kościoła".
Nie ma sensu dalej cytować wypowiedzi tych panów. Są one obłudne, nieszczere i zakłamane. Czas zadać pytanie - dlaczego atak obecnie skoncentrował się na ks. abp. Stanisławie Wielgusie?
Otóż przyszły metropolita dał się poznać jako hierarcha zatroskany nie tylko o sprawy powierzonej mu diecezji (płockiej), ale również i o sprawy dotyczące całego Kościoła i społeczeństwa. Dał się poznać jako patriota zaangażowany w sprawy Polski i Polaków, dał się poznać jako pasterz odważny, dbający o to, by prawda była głoszona i niezaciemniana przez tzw. poprawność polityczną. Dał się poznać również jako przyjaciel Radia Maryja i publicysta, który nie tylko nie obawia się żadnego tematu, ale również potrafi tak go wyłożyć, by trafić nie tylko do uczonych, ale i do maluczkich. Jego nominacja na arcybiskupstwo warszawskie została przyjęta z wielką radością przez wiernych. Samo to jest wystarczające, by wywołać wściekłość wrogów Kościoła. Należało więc koniecznie zaatakować, wprowadzić niepokój w serca i umysły wiernych. Wystarczyło znaleźć kogoś, kto rzuci cień na osobę księdza arcybiskupa tuż przed jego ingresem. Znaleźć takich ludzi nie jest trudno. Można oczywiście było zaatakować na łamach "Gazety Wyborczej" czy innej gazety znanej z wrogości do Kościoła. Tego sposobu jednak już kilka razy użyto, dobrze więc było spróbować czegoś innego. Na przykład użyć publicystów "katolickich".
Jaki jest powód, że konkretne osoby, deklarujące się jako związane z Kościołem, obnoszące się wszem i wobec ze swoim "katolicyzmem", zaczynają atakować Kościół? Nie mnie o tym sądzić w konkretnym przypadku. Wiem jednak, że wśród możliwych przyczyn mogą być takie, jak: chęć pokazania się innym jako obrońca Kościoła, nadzieja na różnego rodzaju profity lub po prostu brak roztropności, doświadczenia życiowego i łatwe uleganie pokusie stania się sławnym. Jakie by nie były powody tego haniebnego ataku na Kościół, jedno jest pewne - ci panowie działają na szkodę Kościoła i w obłudny sposób ubierają swoje poczynania w słowa udające zatroskanie.
Kto korzysta na nagonce rozpętanej przez "Gazetę Polską"? Oczywiste jest, że tylko odwieczny wróg ludzi - szatan, i jego słudzy. Być może Sakiewicz w "Gazecie Polskiej" i wtórujący mu na portalu "tezeusz" Terlikowski są tego nieświadomi. Czy możliwe jest, aby byli tak naiwni? Być może dali sobie wmówić, że jako "katolicy świeccy" mają prawo, obowiązek itd. dbać o Kościół. Prawdziwa troska nie polega jednak na obrzucaniu pomówieniami hierarchów i innych ludzi Kościoła. Prawdziwa troska polega na tym, by nie wprowadzać zgorszenia, co niestety wymienieni publicyści robią.
W końcu trzeba przypomnieć, że ci, którzy indagowali, inwigilowali, skłaniali ludzi do łamania sumień, niszczyli psychicznie i fizycznie, są w dalszym ciągu bezkarni i nawet hołubieni. Ich nazwiska nie są ujawniane publicznie, mało tego, mówi się nam, że nie mamy prawa żądać rozpętania "polowania na czarownice", mamy wybaczać w imię miłości itd. W tym samym czasie atakuje się Kościół i jego pasterzy. Wprowadza się zamęt i niepokój w dusze wiernych. A to wszystko pod płaszczykiem "obrony Kościoła".
Nie jest to pierwszy ani ostatni atak na Kościół. Diabeł nie śpi i na pewno będzie szukał, gdzie uderzyć kolejny raz. My jednak bądźmy czujni i nie dajmy się zwieść. A tymczasem wspierajmy modlitwą swoich pasterzy, a szczególnie nowego metropolitę warszawskiego ks. abp. Stanisława Wielgusa.
Maria K. Kominek, "Nasz Dziennik" 2007-01-02


Autor: ea