Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Odeszli 2006, cz.II

Treść

Stanisław Jacak (19 grudnia 1935 - 9 grudnia 2005)

Były dyrektor Państwowego Domu Dziecka i wiceprezydent Nowego Sącza. Pochodził z podlimanowskiej Męciny. Z wykształcenia i powołania był nauczycielem. Absolwent UJ. Pracował jako pedagog w Paszynie i Starej Wsi. Pełnił też funkcję inspektora szkolnego. W latach 1975-81 piastował urząd wiceprezydenta Nowego Sącza.

Jego nazwisko związane było przez wiele lat z nowosądeckim Państwowym Domem Dziecka im. Janusz Korczaka. To jego zasługą była rozbudowa i modernizacji tej placówki przy pl. Kolegiackim, gdzie przez kilka dekad działał sierociniec. Większość wychowanków stanowili młodzi ludzi, którym rodziny nie potrafiły stworzyć warunków do właściwego dorastania. Stanisław Jacak starał się być dla nich jak dobry ojciec: surowy, wymagający, ale przecież z sercem na dłoni. Zawsze interesował się sportem. W Domu Dziecka znakomicie działał klub modelarstwa lotniczego i kosmicznego. Jego członkowie zdobyli wiele medali na mistrzostwach Polski. Niektórzy uprawiali kolarstwo w Starcie, gdzie istniała bardzo dobra sekcja. Stanisław Jacak działał w Polskim Związku Kolarskim, w Aeroklubie Podhalańskim i Lidze Obrony Kraju.

Władysława Iwańska (15 lutego 1927 - 24 listopada 2005)

Artystka-malarka, stworzyła kilka tysięcy obrazów, ok. 200 z nich znajduje się w zbiorach Muzeum Okręgowego, w którym na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku pracowała. Tam też rok temu zorganizowano Jej wystawę zatytułowaną "Za ścianą świata". Należała do Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Nowym Sączu. Jak niegdyś wspominała, od najmłodszych lat malowanie było dla niej radosnym zajęciem. W pamięć szczególnie zapadają te nostalgiczne, czasami smutne, ale jednak ciepłe prace, bajeczne cykle, pełne wspaniałej kolorystyki, poświęcone różnym porom roku. Szczególnie piękne są poetyckie pejzaże zimowe i te poświęcone różnym siłom natury. Płynąca spod ręki artystki łagodność tak spodobała się niemieckim wydawcom baśni, że zdecydowali się jej dziełami zilustrować książki dla dzieci.

- Z pewnością wielu sądeczan znało dobrze Władysławę Iwańską, nie zdając sobie sprawy, że była jednym z najwybitniejszych w Polsce reprezentantów tzw. malarstwa intuicyjnego - mówi Zbigniew Wolanin z Muzeum Okręgowego. - Być może wynikało to z bariery nieufności, którą artystka sama odgradzała się od ludzi, rezerwując świat swojego malarstwa dla siebie, czyniąc go trudno dostępnym dla osób z zewnątrz. Ta w pewnym sensie elitarna jej twórczość była jednak wysoko oceniana przez sądeckie środowisko i profesjonalnych znawców sztuki.

Do pierwszego publicznego pokazania prac namówił ją w roku 1953 lub 54 prof. Henryk Stamirski. Wystawę zorganizował Zbigniew Borowski, rzeźbiarz i dyrektor sądeckiego muzeum. Krytycy podkreślają, że zarówno stylistykę, jak i dojrzałość plastyczną osiągnęła samodzielnie, w czym pomogła jej intuicja.

Julian Jaworz-Dutka (16 listopada 1914- 9 kwietnia 2006)

Żołnierz Polski Podziemnej podczas II wojny światowej, działacz sportowy, społecznik. Przez kilkanaście ostatnich lat dziennikarz "Gazety Limanowskiej". Włączał się w życie kulturalne regionu, pisał ciekawe teksty. Odznaczał się niezwykłą skromnością. Nie wszyscy wiedzieli, że obcują z żywym świadkiem historii Polski. Pochodził z rodziny włościańskiej. Ukończył Gimnazjum im. Jana Długosza w Nowym Sączu. Służbę wojskową odbył w Szkole Podchorążych Rezerwy w Cieszynie. W roku akademickim 1938/39 rozpoczął studia wychowania fizycznego na Wydziale Lekarskim UJ w Krakowie. Naukę przerwał wybuch wojny. Jako ochotnik walczył w szeregach sądeckiego I Pułku Strzelców Podhalańskich. Z tą formacją doszedł aż do Lwowa.

Późną jesienią wrócił do rodzinnego miasta. Jako podporucznik Wojska Polskiego ukrywał się przed hitlerowcami w dworze Śmiałowskich w Świdniku koło Łukowicy. W tamtych okolicach zorganizował oddział partyzancki, którego został dowódcą. We wrześniu 1943 roku mianowano go komendantem obwodu Batalionów Chłopskich, a po scaleniu z Armią Krajową, pełnił funkcję zastępcy komendanta i szefa placówki "Łoś". Wtedy przyjął pseudonim "Jaworz". Brał udział w wielu akcjach bojowych, zajmował się przyjmowaniem zrzutów pomocy alianckiej i przeprowadzeniem ludzi na Słowację.

Po wojnie takie zasługi dla ojczyzny nie podobały się stalinowskim władzom Polski Ludowej. Razem z żoną Heleną musiał się ukrywać, żeby uniknąć aresztowania za działalność w AK. Wyjechał z Limanowskiego. Zatarł za sobą dawne ślady. W Krakowie dokończył studia, uzyskując tytuł magistra wychowania fizycznego. Podjął pracę w Radzie Wojewódzkiej Zrzeszenia LZS w Kielcach, której był przewodniczącym. Zorganizował Świętokrzyski Okręg Narciarski, którym kierował przez trzydzieści lat. Działał w Polskim Związku Narciarskim. Jako sędzia międzynarodowy uczestniczył w słynnych Mistrzostwach Świata w Zakopanem w roku 1962. Chętnie też sięgał po pióro, będąc korespondentem kilku pism w Kielcach.

W roku 1978 przeszedł na emeryturę i wrócił do Limanowej. Włączył się w działalność społeczną i charytatywną. Dożył sędziwego wieku. Był dumny ze swoich trzech synów, którzy piastują ważne funkcje. Pułkownika Juliana Jaworza-Dutkę pożegnano z wojskowymi honorami.

Marek Kolesiński (15 stycznia 1965 - 16 listopada 2005)

Nadkomisarz policji, wiceprezes Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Dzieci Niepełnosprawnych Ruchowo i Umysłowo "Nadzieja".

Urodził się w Łasinie w Toruńskiem. Ukończył studia ekonomiczne. W 1990 r. rozpoczął pracę w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Nowym Sączu. Był zatrudniony w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym oraz w Wydziale Łączności i Informatyki. W ostatnich latach pełnił funkcję specjalisty w inspektoracie komendanta miejskiego policji. W 1992 r. ukończył Studium Oficerskie w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Miał stopień nadkomisarza.

- To był wspaniały człowiek - wspomina prezes "Nadziei" Jadwiga Jasińska. - Przez lata społecznej pracy w naszym stowarzyszeniu dał się poznać jako osoba wszystkim życzliwa, bardzo uczynna. Miał świetne podejście do niepełnosprawnych dzieci i ich rodziców. Opiekował się własną córką, więc łatwiej mu było trafić do innych, którzy zmagali się z podobnymi problemami. Kiedyś powiedział mi, że Bogu dziękuje za to, że dał mu takie życiowe doświadczenie. Bo może dzięki niemu jest takim, a nie innym człowiekiem, bo lepiej rozumie świat, patrzy na niego z pokorą. Zawsze mogliśmy na niego liczyć, w każdej sytuacji. Służył pomocą, radą. Kiedy dopadła go choroba, nie ukrywał jej, z godnością znosił cierpienie. Był pełen nadziei, żył sprawami swojej rodziny. Tak myślę, że głęboka wiara pomagała mu zachować optymizm.

- Marek był moim przyjacielem - podkreśla ks. Stanisław Olesiak, duchowy patron sądeckiego środowiska osób niepełnosprawnych. - Kiedy wielokrotnie przebywałem w szpitalu, odwiedzał mnie, wspierał słowem. To był cudowny człowiek, ojciec i mąż, wzorowy katolik. Jak wspaniale opiekował się rodziną, najbliższymi, dziećmi z "Nadziei"? Kiedy zachorował, kiedy wziął pierwszą chemię, przysłał mi SMS: "moje życie w ręku Pana". Marek był jednym z najwspanialszych ludzi, jakich poznałem.

Autor: ea