Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Odnowię Nowy Sącz

Treść

Rozmowa z Jackiem Chronowskim, kandydatem Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego na prezydenta Nowego Sącza

- Dlaczego uważa Pan, że jest najlepszym kandydatem na prezydenta Nowego Sącza?

- Myślę, że Nowy Sącz oczekuje pewnych zmian. Chyba już na to czas. Należałoby odpolitycznić samorząd. Na naszych listach są kandydaci nie związani z polityką, choć o orientacji prawicowej. Chodzi o to, żeby nie było nacisków z zewnątrz na to co się dzieje w samorządzie. Uważam, że posłowie i senatorowie nie powinni zajmować się Nowym Sączem, ale tym, co się dzieje w kraju.

- Nowy Sącz nie jest samotną wyspą, funkcjonuje w strukturach województwa i państwa. Posłowie reprezentują w Warszawie także sądecki interes. Prezydent, który ma dobre kontakty w stolicy ściągnie tu pieniądze i stworzy dobry klimat dla Sącza. Chce się Pan od tego odciąć?

- Powinno być tak, że parlamentarzyści tworzą dla miasta dobry klimat, ale my mieliśmy w minionej kadencji przykłady wpływania przez parlamentarzystów na lokalną politykę, na obsadzanie stanowisk. Tego nie chcę. Chciałbym wyeliminować politykę z ratusza.

- Jakie Pan sobie daje szanse na to, że zostanie prezydentem?

- Trudno mi mówić o szansach, tym bardziej, że pierwszy raz startuję.

- Ale zna Pan nazwiska konkurentów i wie Pan, z jakim zapleczem idą...

- Nie wiem, czym ja się różnię od pozostałych kandydatów. I ja mam nazwisko, w miarę ładne i polskie...

- Takie samo jak były senator i minister skarbu pochodzący z tych stron - Andrzej Chronowski. Sądzi Pan, że to skojarzenie pomoże Panu wygrać wybory?

- Nie sądzę. Jesteśmy braćmi, ale tylko po Adamie i Ewie.

- Sądzi Pan, że przez te cztery lata w Radzie Miasta zapracował Pan na swoje nazwisko i ludzie powinni Pana kojarzyć?

- Myślę, że większość sądeczan wie, kto to jest Jacek Chronowski. Wydaje mi się, że ktoś, kto się interesuje samorządem, nie ma problemów ze skojarzeniem.

- Mieszkaniec Sącza nawet jeśli nie interesuje się samorządem, ale ogląda reklamy, nie mógł nie dostrzec pańskich plakatów wyborczych, które wiszą już od marca tego roku. Niektórzy uważają, że ogłoszenie kandydatury na rok przed wyborami (w grudniu 2005) to był falstart, który mógł Panu przynieść więcej szkody niż pożytku.

- Pewnie po wyborach okaże się, co było falstartem, co nieudaną kampanią, a co prostą drogą do sukcesu. Ja myślę, że nie ma jednej recepty na sukces w wyborach samorządowych. Jeżeliby decydowała o wyniku ilość bilbordów albo czas ich umieszczenia, to wygrywałby ten, który pierwszy i najwięcej plakatów wywiesił. Ale jest tak, że raz wygrywają jedni, innym razem drudzy.

- Pańska strategia jest taka: im dłużej wisisz, tym pewniejsze, że cię zauważą?

- Dałem sygnał sądeczanom, że chcę coś w Nowym Sączu zrobić i zrobiłem to na tyle wcześnie, żeby te wybory istotnie wygrać. Ale jaki będzie skutek, to zależy od wyborców.

- Co Pan chce zrobić dla Nowego Sącza?

- W moim programie są same konkrety. Nie rzucam haseł, że trzeba naprawić drogi, bo to mówi każdy jeden kandydat. To jest obowiązek samorządu. Ja mam kilka pomysłów, w tym jeden, który na przekór innym chciałbym zrealizować.

- Co to za pomysł?

- Wybudowanie mostu na Dunajcu w dzielnicy Biegonice lub Wólki i obwodnicy południowej. Sięgam do materiałów profesora Rudnickiego z 1993 roku. Ma to być droga, która odkorkuje miasto.

- A w czym lepszy będzie most na Dunajcu w Biegonicach od mostu na Dunajcu w ramach obwodnicy północnej?

- Każdy most w górę rzeki Dunajec ma więcej sensu niż gdzieś dalej. Wybudowanie obwodnicy północnej nie spowoduje wyprowadzenia ciężkiego ruchu z ulicy Rejtana, Husarskiej, Grodzkiej, Romanowskiego, Królowej Jadwigi. Tiry w stronę Starego Sącza i tak będą musiały tędy jechać. Natomiast obwodnica południowa spowoduje, że nie będą tymi ulicami jeździć ciężkie samochody. Pojadą aleją Piłsudskiego, koło Reala i wyjadą na ul. Węgierską w stronę Starego Sącza. Trzeba zabiegać o środki pozabudżetowe na ten cel. Gdyby nie udało się ich zdobyć, to wierzę, że w ciągu czterech lat uda się wygospodarować środki na ten cel z budżetu miasta.

- Wie Pan, ile by kosztowała taka obwodnica z mostem?

- Obwodnica północna - dużo dłuższy i bardziej skomplikowany odcinek, bo są tam połączenia kaskadowe - kosztuje ok. 130 mln zł. Obwodnica południowa jest o połowę krótsza, myślę, że będzie też o połowę tańsza. Proszę zwrócić uwagę ile kosztowała budowa mostu na ul. Tarnowskiej łącznie z wyburzeniem starego. To koszt 6 mln zł. Kiedy roczny budżet miasta wynosi 250 mln zł, my rocznie na chodniki i niewielkie odcinki dróg wydajemy w granicach 20 mln zł, czyli niecałe 10 proc. budżetu a jesteśmy w stanie wydać 50 mln zł rocznie. A nawet wziąć kredyt. Ta inwestycja rozwiąże największy problem tego miasta: zlikwiduje korki w godzinach szczytu na moście heleńskim i na ul. Węgierskiej.

- Rozumiem, że południowa obwodnica to pański główny cel. Inaczej niż konkurentów, którzy chcą kontynuować przygotowaną już budowę obwodnicy północnej, pod którą wykupiono część gruntów.

- Dodam więcej. Ta południowa obwodnica nie napotkałaby na opór ze strony władz gminy Chełmiec. Ja rozmawiałem z wójtem i przewodniczącym Rady Gminy Chełmiec w tej sprawie. Oni akceptują tę obwodnicę.

- Inna Pańska propozycja programowa to darmowy internet dla mieszkańców miasta. To również punkt programu Ryszarda Nowaka, kandydata PiS na prezydenta Nowego Sącza. Który z was ten pomysł od drugiego podpatrzył?

- Ja bym nie chciał się wypowiadać na ten temat. Wiem, że darmowy internet mają mieszkańcy Rzeszowa, Sopotu i Legnicy. Zdobyłem tam informacje o tym jaki jest koszt przedsięwzięcia i jakie techniczne możliwości oraz skąd czerpać dotacje.

- Chodzi o darmowe przyłączenie do internetu, czy darmowe usługi internetowe?

- Dokładnie chodzi o darmowy dostęp do sieci internetowej.

- Kto za to zapłaci?

- Przedsięwzięcie finansowane jest w dużej mierze ze Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego.

- Jakiego rzędu są to koszty dla budżetu miasta?

- To kwota 2 - 3 mln zł. W 80 proc. inwestycja jest finansowana ze ZPORR, a tylko w 20 proc. przez miasto. Co ciekawe Unia Europejska dosyć przychylnie wspiera takie projekty.

- Podczas minionej kadencji wielokrotnie krytykował Pan prezydenta Józefa A. Wiktora za słabe wyniki w pozyskiwaniu środków z UE. Co Pan zrobi, żeby skuteczniej zdobywać pieniądze dla miasta?

- Widzę tu wielką rolę parlamentarzystów, którzy mogą zabiegać o wsparcie dla Sądecczyzny.

- Czyli Pan uważa, że tajemnica sukcesu tkwi w znalezieniu poparcie na zewnątrz?

- Tak. Ale też trzeba umieć dobrze napisać wniosek, a za to odpowiada urząd. Odniosę się może do rewitalizacji, która nie polega wyłącznie na remontowaniu chodników i elewacji - jak to potraktowała wiceprezydent Pieczkowska, przygotowując wniosek do ZPORR. Taki wniosek powinien być opracowany przez fachowców. Jestem po rozmowach z ludźmi z Polskiego Towarzystwa Historycznego, którzy gotowi są włączyć się w opracowywanie projektu. Gdybyśmy skoncentrowali się na naszym rynku, ruinach zamku i Placu 3. Maja oraz ul. Jagiellońskiej, projekt miałby większe szanse. Tej części miasta w pierwszej kolejności należy przywrócić świetność i ją ożywić.

- W swoim programie deklaruje Pan, że odbuduje sądecki zamek wysadzony w 1944 roku. Nie jest Pan oryginalny. Takie plany już były. Zwykle kończyło się na zapowiedziach.

- Ja nie obiecuję, że wybuduję zamek w ciągu czterech lat. Trzeba rozłożyć to na etapy na kilkanaście co najmniej lat.

- Co zrobiłby Pan za swojej kadencji?

- Jeżeli w ciągu czterech lat udałoby się zamknąć pierwszy etap, czyli od fazy projektu do pozwolenia na budowę i przygotować solidny wniosek, który umożliwi ściągnięcie na ten cel dotacji, a także zabukować kwotę w budżecie na kolejną kadencję, to byłoby dobrze.

- Jednym słowem - odbuduje pan zamek, jeśli będzie Pan prezydentem co najmniej trzy kadencje?

- To każdy prezydent może zadeklarować.

- Jako prezydent zamierza Pan wybudować centrum kongresowe na terenie Starej Sandecji.

- Rozmawiałem z władzami Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w sprawie budowy dużej biblioteki dla tej uczelni. Można by tę inwestycję połączyć z wielką salę kongresową dla 3 do 5 tysięcy ludzi i wybudować właśnie na Starej Sandecji.

- Po co Sączowi sala konferencyjna, która pomieści 5-tysięczną widownię. To już chyba bardziej przydałaby się duża sala koncertowa?

- Można by te funkcje połączyć. Mamy w mieście problem z lokalizacją koncertów w ramach Święta Dzieci Gór. Hala sportowa nie spełnia żadnych wymogów, żeby mogło się ono tam odbywać. Taki obiekt przydałby się miastu.

- Prezydent Andrzej Czerwiński próbował budować centrum kongresowe na terenie Starej Sandecji i omal nie doprowadziło to do odwołania go z funkcji prezydenta. Nie obawia się Pan, że to się powtórzy?

- Ja myślę, że wtedy były inne realia. Gdyby ten obiekt miała pod opieką PWSZ, to zostałoby dobrze przyjęte przez mieszkańców.

- A dlaczego PWSZ?

- Bo ta uczelnia ma przyszłość. Tak samo jak WSB.

- Podczas konwencji wyborczej zapowiedział Pan, że chce poprawić bezpieczeństwo w szkołach. W jaki sposób?

- Dawniej istniała instytucja woźnego, który stał na straży bezpieczeństwa uczniów. Dziś potrzebni są ochroniarze.

- Chce Pan zatrudnić ochroniarzy do szkół?

- To może być lepsze niż wprowadzenie monitoringu. Mam córki, które uczęszczają do szkół od podstawowej, gimnazjum do liceum. Uważają, że ktoś, kto ma ochotę broić, wie jak uniknąć kamery. Bo uczniowie dobrze wiedzą, jaki jest zasięg monitoringu. To nie jest skuteczna ochrona dzieci. Na fali ostatnich wydarzeń, które miały miejsce w polskich szkołach zatrudnienie pracowników ochrony wydaje się skutecznym sposobem zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom. Kiedy rodzic odprowadza pociechę do szkoły, musi być pewien, że nic jego dziecku nie grozi, że ktoś go tam chroni.

- To trochę podważa zaufanie do szkoły. Przecież nauczyciele dyżurują na korytarzach, odpowiadają za bezpieczeństwo ucznia w czasie lekcji...

- W pewnych sytuacjach nauczyciel, nawet gdyby bardzo się starał, nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa uczniom.

- Kluczem do rozwoju miasta jest przyciąganie inwestorów. To nie powiodło się władzom ostatnich kadencji. Co Pan może zaproponować przedsiębiorcom?

- Najważniejsze jest wskazanie terenów pod przyszłe inwestycje. Mamy takie grunty przy ul. Tarnowskiej, Marcinkowickiej i na tzw. Winnej Górze. Możemy przejąć lub kupić kolejne działki od Skarbu Państwa. Następnie ten teren odpowiednio przygotować - czyli uzbroić w dostęp do kanalizacji, wody, prądu. Wprowadzić do planów zagospodarowania przestrzennego. Wtedy wychodzi się z bogatą ofertą do inwestora poprzez internet, biuletyny, wyjazdy na targi w kraju i poza granicami. Oczywiście nie możemy za bardzo liczyć na ciężki przemysł, ale możemy zachęcić do inwestowania mniej uciążliwe branże. W ten sposób przyciągnie się przedsiębiorców i otworzy rynek pracy.

- Z drugiej strony jednak, nie kto inny, tylko właśnie Pan, sprzeciwił się, gdy pojawił się inwestor, który chciał wybudować galerię handlową w Nowym Sączu. Na spotkaniu z handlowcami z placu targowego na ul. Krańcowej pierwszy Pan powiedział, że nie dopuści. To dla kolejnych zainteresowanych Sączem firm sygnał, że tutaj nie da się inwestować, bo władze boją się protestów.

- Przez te cztery lata cały czas mówiłem jak należy zapraszać inwestorów. My nawet nie wiemy ilu potencjalnych inwestorów przyszło do ratusza i odeszło z kwitkiem. Gdyby prezydent był na to otwarty, najpierw powinien był sam wyjść z inicjatywą. Powinien zapraszać inwestorów, wskazując im, co i gdzie można zrobić w Nowym Sączu. Nie może być tak, że ktoś przychodzi i narzuca nam, gdzie chce budować galerię handlową, co wyburzy, co przestawi - wbrew miejskim planom, narażając centrum miasta na zakorkowanie.

- Jaki będzie Nowy Sącz za Pańskiej prezydentury?

- Chcę ożywić miasto. Szczególnie jego centrum. Chciałbym, żeby rynek, ul. Jagiellońska i plac 3. Maja były doświetlone i estetyczne. Chcę stworzyć zachętę dla właścicieli sklepów i innych lokali użytkowych, żeby wymienili szyldy na stylowe.

- Myśli Pan, że przejdzie do drugiej tury wyborów?

- Nie odpowiem wprost na to pytanie. Ale wiem, że mógłbym być tym człowiekiem, który faktycznie doprowadzi do odnowienia Nowego Sącza.

- Bo jest Pan nowy?

- Tak. Trafiłem do Rady Miasta cztery lata temu. Wiele się nauczyłem. Wiem jak Rada jest ograniczona w swoich możliwościach i jak zwiększyły się kompetencje prezydenta. Od niego wszystko zależy.

Rozmawiała Monika Kowalczyk , "Dziennik Polski" 2006-11-09


Autor: ea