Odrodzona technika pastelu
Treść
Rozmowa z Krzysztofem Kulisiem, malarzem, dyrektorem MBWA w Nowym Sączu, założycielem i prezesem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich
Skąd zrodził się pomysł, żeby zorganizować w Nowym Sączu konkurs pasteli?
Jak zwykle, gdy tylko powstają nowe pomysły czy inicjatywy - na początku musi być jakaś iskra. Tą iskrą było to, że oprócz tego, że dyrektoruję od ponad trzydziestu lat w BWA, to jestem malarzem, który nie porzucił swojego zawodu, i od czasu do czasu bierze materiały malarskie do ręki i coś tworzy. Wciąż miałem dużo pracy i obowiązków w związku z prowadzeniem galerii, udzielałem się również w różnych stowarzyszeniach i instytucjach artystycznych, toteż brakowało mi czasu na malowanie wyłącznie długimi, żmudnymi technikami typu olej. W związku z tym odkryłem dla swoich własnych potrzeb technikę pastelową, która pozwala na szybkie uchwycenie piękna pleneru, refleksji, zrobienie szkicu scenograficznego. Rozmiłowałem się w tej technice, ale jakoś nie mogłem w niej zaistnieć. Kiedy próbowałem wysłać moje prace na jakąś wystawę czy konkurs, dowiadywałem się, że nie przyjmują prac w tej technice. Pastele były chyba traktowane jako szkice, czy może coś mniej poważnego. Chciałem się zorientować, czy tylko ja mam takie problemy. Ponadto szukałem wtedy oryginalnego pomysłu na stworzenie specyfiki nowosądeckiego BWA, a pastele były tematem niszowym, bo nikt przed wojną ani po niej nie zorganizował przeglądu prac malowanych tą techniką. Ogłosiłem konkurs, oczywiście z wielkim niedowierzaniem wszystkich środowisk, że w ogóle uda się coś takiego zrobić poza dużymi centrami kultury. Odzew był jednak ogromny. To było to. Okazało się, że prawie wszyscy artyści z Polski używają pastelu, choć nie wszyscy jako głównej techniki.
- W nazwie tegorocznego Międzynarodowego Biennale Pasteli widnieje cyfra III, jednak historia wystawy sięga dalej niż 6 lat wstecz? Ma prawie 20 lat.
- Pierwsza wystawa została zorganizowana w 1987 r. Jednym z ważniejszych momentów w rozwoju tego biennale było to, że udało mi się zareklamować konkurs w piśmie "Art and Business". Tam pojawiały się katalogi najpierw ogólnopolskich wystaw, później Biennale. Każdy uczestnik mógł więc być zauważony w piśmie ogólnopolskim. Jak już konkurs przyjął charakter Ogólnopolskiego Biennale Pasteli a Ministerstwo Kultury objęło nad nim stały patronat, to zaczęliśmy szukać partnerów z Europy do jury. Udało nam się namówić do współpracy Muzeum Albertina w Wiedniu, które głównie zbiera dzieła na papierze. Zachwyceni pomysłem zaczęli nas namawiać do tego, żeby stworzyć z tego międzynarodową wystawę. Nie byliśmy na to przygotowani. Ale tu znów pomógł przypadek. Byłem na wystawie w Warszawie na wernisażu ZPAP i tam poznałem prezydenta międzynarodowej firmy Royal Talens, która produkuje znane materiały malarskie w Holandii i Japonii. Nawiązałem rozmowę z panem J.G.Baxem, prezesem tej firmy i jednocześnie honorowym konsulem Polski w Holandii. Okazało się, że jest on zainteresowany konkursem. Naszym największym problemem były wówczas finanse. Konsul zgodził się więc pokryć koszty przylotu i pobytu członków jury z Holandii. Ponadto zaproponował pokaz Biennale w Rotterdamie.
Obecnie w Biennale uczestniczą artyści z 24 państw w tym kilku z Japonii i USA, więc wystawa ma już zasięg nie tylko europejski, ale i światowy. Teraz pojawił się problem selekcji, bo tak dużo prac jest nadsyłanych, że trudno dokonać wyboru na wystawę.
- Pojawiła się propozycja aby przekształcić biennale na triennale?
- Zastanawiamy się nad tym, ale chyba jeszcze zorganizujemy następne biennale w 2008 r. Potem mogę już nie zdążyć zrealizować kolejnego konkursu. Zostały mi jeszcze dwa lata do emerytury. IV Międzynarodowym Biennale Pasteli chciałbym zakończyć moje dyrektorowanie. Później, jeżeli będzie zainteresowanie kolejnych władz promowaniem w ten sposób miasta i województwa, to może formuła konkursu się zmieni.
- Co dzieje się z nagrodzonymi pracami, czy wracają one do właścicieli?
- Prace wyróżnione i nagrodzone trafiają do Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu i tam się tworzy przepiękna, unikatowa w skali krajowej kolekcja współczesnego malarstwa pastelowego. Ona miała być w BWA, tylko to działo się w latach, kiedy nie mieliśmy stabilnej sytuacji lokalowej. Więc bezpieczniej było usytuować tam tę kolekcję.
- Laicy uważają, że pastele to łatwa technika. Może dlatego tak mało się ją docenia?
- Nieprawda. To bardzo trudna technika. Łatwa w tym tylko znaczeniu, że jest szybka. Tu się nie można pomylić. Olejami można malować i trzy lata, i poprawiać część, a nawet całość namalowanego już obrazu. Narasta tylko warstw. Techniką pastelu tak się nie da. Trzeba mieć niesamowite wyczucie. Papier nie przyjmie dużej ilości pigmentu. Ta technika jest bardzo krucha, trzeba uważać, bo palcem można przetrzeć wszystko i dlatego musi być oprawiona pod szkłem. Jej zaletą jest natomiast to, że jest odporna na światło. Pastele zawsze, nawet po kilkuset latach wyglądają świeżo, zachowują kolor. To jest czysty pigment, wydobyty z ziemi. Śmieję się, że to jest najstarsza technika malowania. Te jaskiniowe malowidła można by podciągnąć do pastelu, bo przecież do tego używano węgla z ogniska, wapienie, ochry i kolorowej glinki.
- Czy ma Pan takie poczucie, że dzięki sądeckiej wystawie odżyła w ogóle ta technika? Chyba od Wyspiańskiego, który rozsławił w Polsce pastele, technika ta nie była popularna?
- Ależ oczywiście. To znaczy jeszcze przed wojną działała "Firma portretowa" Witkacego, który również zajmował się tą techniką, a w międzywojniu także Wyczółkowski i kilku znakomitych malarzy. Ale już po wojnie pastel nie był popularny. Wtedy zapanowała sztuka socrealistyczna. Pastele kojarzyły się z burżuazją, mieszczaństwem. Były modne przed wojną, bo w porównaniu z obrazami np. olejnymi, były tańsze. Przeciętny mieszczanin mógł sobie na nie pozwolić. Władzom kojarzyło się to jednak z burżuazją. Zmieniła się moda. A ponadto zabrakło odbiorcy, czyli klasy średniej. Teraz technika pastelu przeżywa renesans, bo umacnia się właśnie ta klasa średnia, którą stać na wydatek rzędu 1000 zł czy 500 zł na zakup obrazu w pastelu. Dzięki temu, że zapomniano o pastelu po wojnie, a ja sobie o nim przypomniałem, mamy w Nowym Sączu Międzynarodowe Biennale Pasteli.
Z jakim skutkiem ono się będzie dalej rozwijało, to zobaczymy.
- Przyszły rok będzie Rokiem Wyspiańskiego, może warto to wykorzystać przy rozsławianiu tej techniki i przy okazji Nowego Sącza?
- Następne Biennale chcemy zadedykować właśnie Wyspiańskiemu. Ponadto w przyszłym roku obchodzimy 50-lecie BWA. Biennale było bardzo ważnym osiągnięciem w naszej wieloletniej działalności, z resztą powstało na 30-lecie BWA. 50-lecie może uczcimy Światowym Biennale.
- Czy myśli Pan, że wraz z Pana odejściem na emeryturę idea Biennale Pasteli upadnie?
- Nie wiem, jak to będzie. Liczę, że w tym momencie na większe zainteresowanie miasta i mediów. Tak było dotychczas, że wszystkie tego typu imprezy kończyły się, jak brakło pomysłodawcy i lidera projektu. Pocieszam się tym, że nadal zostanę działaczem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich, a ponieważ jest ono współorganizatorem Biennale Pasteli, to być może ono utrzyma tę inicjatywę. Zobaczymy. Zainteresowani prezesi podobnych instytucji w Europie: francuskich, włoskich, rosyjskich, skandynawskich chcą z nami współpracować, ale brakuje nam możliwości dalszego rozwoju, bo wciąż nie mamy wystarczających warunków lokalowych. Teraz zmieniła się władza, jeszcze nie mam rozeznania, jaka będzie polityka kulturalna decydentów.
Rozmawiała Katarzyna Gajdosz Warto wiedzieć
Tradycją Międzynarodowego Biennale Pasteli stało się, że wystawa prezentowana jest w różnych miastach Polski i Europy. Do końca grudnia można ją jeszcze obejrzeć w sądeckim BWA, później zaczyna swoją podróż. Pierwszym miejscem, w którym zostanie pokazana będzie Pałac Sztuki TPSP w Krakowie.
Tu także swoją indywidualną wystawę będzie miał Krzysztof Kuliś. Jej wernisaż odbędzie się 5 stycznia 2007 r. o godz. 18.00.
> KRZYSZTOF KULIŚ
Urodził się w Radomsku w 1944 r. Do Nowego Sącza wyjechał wraz z rodzicami w 1947. Tu mieszka. Jest absolwentem Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych i Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (dyplom 1970 r.). Od 1973 roku jest dyrektorem Biura Wystaw Artystycznych w Nowym Sączu, od 1994 roku prezesem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich. Uprawia malarstwo i scenografię.
"Dziennik Polski" 2006-12-22
Autor: ea