Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Odszedł Ingmar Bergman

Treść

W wieku 89 lat zmarł słynny szwedzki reżyser Ingmar Bergman - poinformował wczoraj Królewski Teatr Dramatyczny w Sztokholmie. Cytowana przez szwedzką agencje TT rodzina artysty podała, że Bergman zmarł spokojnie w swym domu na bałtyckiej wyspie Faro (Faaroe), u północnych wybrzeży Gotlandii. Nie wiadomo, co było przyczyną zgonu. Ingmar Bergman (właściwie Ernst Ingmar Bergman) urodził się 14 lipca 1918 r. w Uppsali w Szwecji jako syn pastora. Surowe wychowanie miało duży wpływ na jego późniejszą twórczość. Studiował w Sztokholmie literaturę i historię, ale interesował się przede wszystkim teatrem. Grywał w studenckich przedstawieniach, pisał sztuki. Po dyplomie zatrudnił się w jednym ze sztokholmskich teatrów jako praktykant i asystent reżysera. Jako reżyser teatralny zadebiutował w teatrze miejskim w Helsingborgu na południu Szwecji w 1944 roku, gdzie wyreżyserował "Makbeta" Szekspira. Od 1946 r. był głównym reżyserem Staadsteatern w Göteborgu. Później pracował jako dyrektor Staadsteatern w Malmoe (1954-1963). Kiedy był dyrektorem teatru dramatycznego w Sztokholmie (1963-1966), reżyserował głośne spektakle "Hedda Gabler" Ibsena (1964), "Szkoła żon" Moliera (1966), "Woyzeck" Büchnera (1969), "Wieczór Trzech Króli" Szekspira (1975). Tam właśnie poznał aktorów, którzy grali potem w jego najgłośniejszych filmach, m.in. Gunnel Lindblom, Maksa von Sydowa, Ingrid Thulin oraz Bibi Andersson. Karierę reżysera filmowego rozpoczął w 1945 r. filmem "Kryzys", a międzynarodowe uznanie i sławę zdobył w 1955 r. na festiwalu w Cannes "Uśmiechem nocy", za który otrzymał nagrodę specjalną. Jak przypominają szwedzkie media, w 1976 r. został aresztowany przez policję podczas próby w sztokholmskim Królewskim Teatrze Dramatycznym pod zarzutem oszustwa podatkowego. Pracując bardzo intensywnie, zarabiał tyle, że ówczesny szwedzki system podatkowy nie umiał "przełknąć" jego dochodów. Domagano się od niego, by zapłacił ponad 100 proc podatku - więcej niż zarabiał. Afera spowodowała, że wyemigrował na kilka lat do Niemiec. Tam mógł nadal spokojnie pracować. Wrócił do kraju na początku lat osiemdziesiątych i nakręcił obraz "Fanny i Aleksander" (1982 r.) - nagrodzony czterema Oscarami. Inne filmy Bergmana, które zyskały uznanie milionów widzów na całym świecie, to "Tam, gdzie rosną poziomki" (1957), "Źródło" (1960), "Milczenie" (1963), "Szepty i krzyki" (1973), "Jesienna sonata" (1978). - Zawsze go podziwiałem i marzyłem, by być choć w przybliżeniu tak dobrym filmowcem jak on. Ale nigdy nie będę. Jego miłość do kina budzi we mnie nieomal poczucie winy - powiedział niegdyś o Bergmanie amerykański reżyser Steven Spielberg. Bergman zwierzył się w jednym z wywiadów, że kino uchroniło go przed szaleństwem. - Gdybym nie był tak twórczy, pewnie tkwiłbym gdzieś za kratami, które bym wyważał - wyznał. Był filmowcem niezwykle płodnym. Bywało, że wprowadzał na ekrany po dwa filmy rocznie. Tematy, z którymi zmagał się Bergman, były trudne: milczenie i nieobecność Boga, egzystencjalna samotność człowieka w świecie, niemożność porozumienia z innymi, zagadka śmierci i cierpienia, emocjonalne piekło patologicznych relacji między bliskimi osobami, wina i pokuta, desperackie poszukiwanie sensu i usprawiedliwienia ludzkiego bytu. - Nie oglądam moich filmów zbyt często. Staję się wtedy płaczliwy i smutny - wyznał Bergman. W 2003 roku powstał ostatni film reżysera pokazywany w szwedzkiej telewizji - "Sarabanda". Rok później reżyser oświadczył, że idzie na emeryturę. Przyznał jednak, że najbardziej będzie mu brakowało pracy z aktorami. - Nie zdawałem sobie sprawy, że mogę tak bardzo za nimi tęsknić - powiedział. Bergman był pięciokrotnie żonaty, miał dziewięcioro dzieci. Jego ostatnia żona, aktorka Ingrid Bergman, zmarła w maju 1995 r. Reżyser otrzymał kilkanaście nagród na międzynarodowych festiwalach filmowych, m.in. Złotego Niedźwiedzia za "Tam, gdzie rosną poziomki" (1958), nagrodę specjalną MFF w Wenecji za "Twarz" (1959), Złoty Glob za "Jesienną Sonatę" (1979) oraz Złoty Glob i Cezara za "Fanny i Aleksandra" (1984). W 1971 roku otrzymał w Wenecji Złote Lwy za całokształt twórczości, a w 1988 r. - nagrodę Feliksa za życiowy dorobek. (PAP) Powiedzieli "Dziennikowi Polskiemu" JERZY KAWALEROWICZ, reżyser i scenarzysta: - To wielka strata dla kina. Bergman był doskonałym reżyserem, fenomenalnym twórcą. Jak bardzo zmieni się kino po odejściu Szweda? Trzeba by się nad tym poważnie zastanowić. Pamiętajmy, że Bergman od wielu lat nie tworzył, jego filmy są niezwykle teatralne, osadzone raczej w tradycji scenicznej. Są bardzo różne od współczesnego kina, które zostało diametralnie zmienione przez rozwój telewizji. Tym, co fascynuje mnie w twórczości Szweda, jest fakt, że każdy z jego filmów miał znamiona dzieła wybitnego, bardzo interesującego. Były tak samo skomplikowane jak ich twórca. KAZIMIERZ KUTZ, reżyser: - Wiadomość o śmierci Bergmana odebrałem jak bolesny, osobisty cios. Byliśmy przecież niemal rówieśnikami. Był to jeden z geniuszy filmowych, ktoś kogo nazwałbym północnym smokiem kina. Bergman był mistrzem kina intymnego, przeszedł do historii jako reżyser, który potrafił budować niezwykły kontakt z aktorami. Był, jest i będzie osobą nieustannie intrygującą. Podobnie jak jego filmy - kameralne, skupiające się na pejzażu twarzy, zaglądające prosto w oczy. Filmy, co jest pewnego rodzaju fenomenem, które ogląda się świetnie zarówno w kinie, jak i telewizji. Umarł wielki człowiek. Szkoda. Prof. TADEUSZ LUBELSKI, autor "Encyklopedii filmu": - Ingmar Bergman wykorzystał swój czas maksymalnie. Był artystą, który szedł do końca w docieraniu do tego, jacy jesteśmy naprawdę. Z jego nazwiskiem zawsze wiązała się świadomość artystycznej ostateczności. Wraz ze śmiercią takiego giganta zawsze coś ubywa. Był monstrualnie zdolny, nakręcił przecież kilkanaście arcydzieł, co zdarza się niezwykle rzadko. Nie widziałem jego przedstawień teatralnych, ale czytałem jego książki. Uważam, że był najlepiej piszącym ze wszystkich filmowców. Jego autobiograficzne teksty są wyjątkowe w docieraniu do samego siebie. Reżyser w dziedzinie filmu milczał od ponad 20 lat, miał sportową umiejętność wycofania się we właściwym momencie. Był to jeden z najwybitniejszych filmowców naszych czasów. JANUSZ MORGENSTERN, reżyser: - Ta wiadomość, to dla mnie szok. Wydawało się, że Bergman jest wieczny. Był jednym z najwybitniejszych reżyserów, jacy kiedykolwiek zajmowali się kręceniem filmów. Był człowiekiem szalenie ciekawym i pełnym wewnętrznego bogactwa. Zawsze fascynowała mnie jego wszechstronność - sam tworzył scenariusze, sam je realizował. Mimo to każdy z filmów Bergmana był inny, niepowtarzalny. Śmierć tego geniusza to nie tylko smutna wiadomość dla nas filmowców, ale także dla widowni, dla rzeszy miłośników twórczości Szweda. Dla mnie pierwszym wielkim spotkaniem z jego obrazami był film "Tam, gdzie rosną poziomki". Lubię też ostatnie dzieło Bergmana - "Fanny i Aleksander". Zaskoczyło mnie, że tak wiekowy reżyser potrafił pracować, co widać dobitnie na ekranie, z taką sprawnością i intelektualnym ożywieniem. Brakowało mi ostatnio filmów Szweda, który wybrał milczenie. Był samotnikiem, mieszkał na wyspie, odzywał się tylko, gdy miał coś ważnego do powiedzenia. Wywierał także wielki wpływ na innych filmowców, inspirując ich. (R.S.) Wspomnienia o Zmarłym Andrzej Wajda mówi, że Ingmar Bergman pokazywał w swoich filmach ludzi i ich dusze. Jak tłumaczy polski reżyser, wnikanie w psychikę ludzi było dla twórczości Bergmana tym, czym dla Polskiej Szkoły Filmowej analiza losów narodu polskiego. - Polska Szkoła Filmowa postawiła sobie za zadanie pokazać pewne sytuacje społeczne i polityczne, dać do zrozumienia, że nie tak miało być. Wracaliśmy do wojny, do najbliższej przeszłości, rozczarowani tym, co się wydarzyło. Mieliśmy nadzieję, że m.in. tymi filmami wywalczymy więcej wolności - powiedział Wajda. Natomiast Bergman, jak podkreślił reżyser, żył w kraju, w którym nie istniały tego typu problemy i podczas gdy polscy filmowcy czerpali z tradycji romantycznych, dla niego inspiracją była twórczość Augusta Strindberga, szwedzkiego pisarza analizującego psychikę ludzi i ich indywidualne losy. Wajda zaznaczył, że mimo iż Bergman przedstawiał uniwersalne historie, pokazujące zachowania ludzi w sytuacjach, które mogą się wydarzyć na całym świecie, to jednak tworzył dzieła bardzo silnie związane ze swoją ojczyzną, w których bohaterowie mówili po szwedzku i "po szwedzku" się zachowywali. - Bergman odkrył przed nami Szwecję. Weszliśmy do tych domów, spotkaliśmy tych ludzi, zobaczyliśmy czym żyją, czego się boją, co ich cieszy - zaznaczył reżyser. Podkreślił, że szwedzki twórca był zawsze niezależny i nie rozpraszał się na inne rodzaje działalności poza kinem i teatrem, dzięki czemu jego twórczość była zawsze na bardzo wysokim poziomie. Polski reżyser wspominał, że miał okazję spotkać Bergmana, kiedy pracował w teatrze w Sztokholmie nad inscenizacją "Sonaty widm" Strindberga. - Zaimponował mi całkowitą izolacją. Wydaje się, że człowiek, który robi filmy, rozmienia się na drobne, że musi być do dyspozycji tylu innych ludzi. On stale był zajęty tylko sobą, swoją pracą i tym, co on może wnieść do kina. Dlatego to, co zrobił, jest nieśmiertelne, to zostanie, to będzie wiecznie wielkim osiągnięciem - podkreślił reżyser. Krzysztof Zanussi twierdzi, że zmarły szwedzki reżyser był geniuszem indywidualizmu w historii kina. - Nie sposób go porównywać z innymi reżyserami, tak wyjątkowa była jego wizja kina, tak wysoki był pułap estetyczny i filozoficzny, jaki wyznaczał - powiedział reżyser. - Był pierwszym twórcą kina, który z robienia filmów autorskich uczynił regułę. Patrząc dzisiaj na historię filmu można powiedzieć, że był gigantem, który zmienił bieg tej historii. Dzisiaj wracamy do filmów Bergmana z poczuciem zdziwienia, że kino może w ogóle być takie, jakie on uprawiał. Współczesne kino jest zupełnie inne, o wiele bardziej ludyczne, wraca do swych jarmarcznych korzeni. Bergman robił kino dla ludzi o wyrafinowanym smaku i głębokiej myśli, ludzi, którzy poważnie zastanawiają się nad światem - ocenił Zanussi. Zanussi poznał osobiście Bergmana, który zaprosił go do współpracy w ramach Europejskiej Akademii Filmowej. - Był człowiekiem trudnym w obcowaniu, sam zresztą zdawał sobie z tego sprawę, żartował z tego. Był trudnym człowiekiem i wielkim artystą - wspominał Zanussi. Krzysztof Krauze, uważa, że logika i konsekwencja w pokazywaniu meandrów duchowości człowieka, całkowity brak taniego sentymentalizmu - to cechy, które uczyniły Bergmana jednym z najoryginalniejszych i najodważniejszych twórców w historii kina Polski reżyser przypomniał, jak głęboko zakorzeniony był Bergman w tradycji prozy skandynawskiej - Augusta Strindberga, Knuta Hamsuna. - To ten nurt kina, który opowiada o wątpieniu, o ograniczeniach, jakie niesie ze sobą kondycja ludzka - zaznaczył Krauze. Jego zdaniem kontynuatorem tradycji bergmanowskiej w kinie współczesnym jest austriacki reżyser Michael Haneke, twórca takich filmów jak "Funny Games" czy "Pianistka". Dodał, że jednym z najważniejszych kontynuatorów Bergmana był też Krzysztof Kieślowski. - Jeżeli chodzi o obyczajową stronę filmów Bergmana, np. jego analizę stosunków małżeńskich, to jego filmy się starzeją, bo zmienia się świat, zmienia się społeczeństwo. Aktualna pozostaje natomiast ich strona duchowa, egzystencjalne zamyślenie nad kondycją człowieka - podkreślił Krauze. Jan Jakub Kolski obawia się, że po śmierci Bergmana światowe kino zmieni się. - Obawiam się, że pojawi się przyzwolenie na pośpiech w kinie, bezrefleksyjność i zajmowanie się doraźnością - ocenił reżyser. - On miał szczególny stosunek do świata. Nieśpieszny, gwarantujący uważność i "przytulanie drobiazgów do serca". Spowalniał kino do jego właściwego tempa, czyli takiego, które daje szansę na uważność - tłumaczył Kolski. Andrzej Seweryn przyznał w rozmowie z PAP, że Bergman był dla niego jednym z najważniejszych filmowych twórców w życiu. - Znam niestety coraz mniej "uczniów" Bergmana, czyli takich ludzi, którzy poważnie zastanawiają się nad sensem życia, istnieniem Boga - powiedział aktor i reżyser. - Coraz mniej ludzi stawia sobie najważniejsze pytania. Coraz więcej filmowców chce po prostu sprzedać swoje filmy, by dalej móc pracować w zawodzie - ubolewa Seweryn. - W filmach Bergmana uderza miłość do człowieka i nieustanna praca intelektualna; zgłębianie tego, kim jest człowiek, kim jest Bóg, jakie są relacje między Bogiem a człowiekiem - ocenił aktor. OLGIERD ŁUKASZEWICZ wspomina, że na seanse filmów szwedzkiego reżysera "chodziło się jak na rodzaj artystycznych mszy". - O tym się mówiło, były kolejki - przypomniał aktor. - Pamiętajmy, że jego wizje były wpierw czarno-białe - to oddziaływało na nas. To było rzeczywiście kino artystyczne - dziś to takie banalne określenie - ale naprawdę tam odgrywał dużą rolę kadr i czas, i światło, i tekst, i pauza - to wszystko podlegało kompozycji, nie było tyle przypadku, ile mamy dzisiaj - ocenił Łukaszewicz. Aktor uważa, że "był to jeden z tych twórców, który formował serca i wrażliwość" jego generacji. - Te jego moralitety - tak je odbierałem - trafiały na bardzo podatny grunt w Polsce, bo Polska przesiąknięta jest religijnością. Jednocześnie fascynowało to odważne branie się za bary z filozoficznym widzeniem człowieka - powiedział. (PAP) "Dziennik Polski" 2007-07-31

Autor: wa