Olbrzymie zaskoczenie
Treść
Rozmowa z senatorem Stanisławem Kogutem, wiceprezesem KS Kolejarz Stróże
Czym tłumaczy Pan nagłą rezygnację ze swej funkcji wieloletniego prezesa Kolejarza Antoniego Poręby? Sam zainteresowany nie chce wgłębiać się w jej przyczyny. Enigmatycznie powiada, że "wyczerpały mu się akumulatory". Przyzna Pan, że słowa te brzmią trochę tajemniczo?
- Nie ukrywam, że decyzja Antka była dla mnie olbrzymim zaskoczeniem. O swoim odejściu poinformował mnie telefonicznie, już po złożeniu przyjętej przez zarząd rezygnacji. Co nim powodowało? Nie wiem, doprawdy nie wiem. Być może myślał, że jako przewodniczący Rady Gminy Grybów nie może łączyć dwóch wspomnianych funkcji? Ale sprawdzałem w przepisach i nigdzie nie znalazłem punktu, który by zabraniał być jednocześnie przewodniczącym ciała samorządowego i stać na czele organizacji sportowej.
A czy nie jest przypadkiem tak, że zadecydował konflikt, jaki podobno pomiędzy panami narastał?
- Konflikt? Jaki konflikt? Nie było żadnego konfliktu! Wręcz przeciwnie. Z Antkiem zgodnie współpracowaliśmy przez 25 lat, a efektem tej wspólnej linii jest aktualna pozycja piłkarzy Kolejarza w III lidze. Żeby nie było wątpliwości: nie uzurpuję sobie prawa do miana osoby, która wyprowadziła klub z zaścianka. Główna w tym zasługa właśnie Antka. Takich działaczy i pasjonatów ze świeczką szukać. To on odbudował stadion, to on prowadził piłkarski zespół w trudnym dla niego okresie, to za jego, trwającej przez 19 lat kadencji, drużyna seniorów awansowała z okręgówki do trzeciej ligi. Raz jeszcze mocno podkreślam: z Antkiem byliśmy, jesteśmy i pozostaniemy przyjaciółmi.
Uważa więc Pan, że będzie niesprawiedliwością losu, jeśli piłkarze akurat teraz wywalczą awans do ligi drugiej, a stanie się to już pod nieobecność Poręby w zarządzie?
- Ależ oczywiście. Byłaby to ironia losu. Z formułowaniem podobnych opinii byłbym się jednak jeszcze trochę wstrzymał. Po pierwsze: wciąż mam nadzieję, że Antek, co zresztą w wypowiedzi dla "Dziennika Polskiego" obiecał, nadal będzie nam pomagał i powróci do pracy w zarządzie. A po drugie: nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Owszem, drużyna ma szanse na awans do drugiej ligi, ale to dopiero półmetek rozgrywek i wciąż są to tylko szanse. Zadaniem piłkarzy, trenerów i nas - działaczy jest wyjście tym szansom naprzeciw. Ze swej strony deklaruję, że stworzymy zawodnikom takie warunki, by mogli skoncentrować się wyłącznie na walce na boisku o ligowe punkty.
Jednym z takich czynników, mających uprawdopodobnić cel, jest rozpoczęty wczoraj obóz w Zakopanem.
- Sam byłem kiedyś piłkarzem i wiem doskonale, jak ważnym elementem w przekroju całego sezonu jest właściwe spędzenie okresu zimowego. Wypracowane w tym czasie siła i kondycja decydują nierzadko o wynikach poszczególnych spotkań. Dlatego nie żałowaliśmy grosza na zorganizowanie zgrupowania pod Tatrami.
Wyjazd miał być poprzedzony meczem kontrolnym z rezerwami współpracującego z wami GKS BOT Bełchatów. Dlaczego sparing nie doszedł do skutku?
- Anomalia pogodowe sprawiły, że murawa na stadionie w Grybowie, gdzie planowaliśmy zawody, po prostu nie nadawała się do gry. Nie było sensu narażania zawodników na przypadkowe kontuzje.
Z tego co wiem, to urazy nie ominęły jednak podopiecznych trenera Janusza Pawlika.
- To prawda. Z wyjazdu w ostatniej chwili musiał zostać wycofany Dariusz Frankiewicz. Prześwietlenie wykazało uszkodzenie łąkotki. Konieczny jest zabieg operacyjny. Przeprowadzi go w Krynicy znany fachowiec, doktor Tadeusz Frączek. Lekarz zapewnił mnie, że po trzech tygodniach zawodnik będzie mógł wznowić normalne treningi. W ekipie znaleźli się natomiast Słowak Jano Frohlich oraz Mateusz Kowalski, których dolegliwości okazały się na szczęście mniej groźne.
W przygotowaniach drużyny uczestniczy trzech nowych graczy: pozyskani z Kmity Zabierzów Bogdan Prtrovic i Piotr Chlipała oraz Rafał Berliński, grający ostatnio w Bełchatowie. Tymczasem wśród graczy kandydujących do podstawowej jedenastki nie ma ani jednego wychowanka Kolejarza. Nie obawia się Pan, że tworzenie armii zaciężnej może odbić się kiedyś czkawką? Że nie powtórzy się smutna historia sztucznych tworów, choćby takich, jak Heko Czermno, które w praktyce zniknęły z futbolowej mapy kraju? Czy klub ze Stróż nie jest kolosem na glinianych nogach?
- Nie, nie obawiam się o to. Klub ma solidne podstawy finansowe oraz organizacyjne i prowadzi się w nim coraz szerszą działalność z młodzieżą. Duża w tym zasługa Antka Poręby, od postaci którego rozpoczęliśmy tę rozmowę. Na obóz pojechało zresztą trzech naszych najzdolniejszych juniorów: Krzysiek Szymczyk, Daniel Armatys i Sebastian Migacz. Stawianie na młodych jest poza tym oczkiem w głowie trenera seniorów Janusza Pawlika. O przyszłość możemy być więc spokojni. Jeśli zaś chodzi, o tę - jak to pan określił - armię zaciężną, to jest chyba rzeczą zrozumiałą, że wyprowadzić klub na wyżyny łatwiej przyjdzie graczom doświadczonym, aniżeli młokosom. Jestem przekonany, że stopniowo do rutyniarzy z zewnątrz zaczną dołączać utalentowani młodzi chłopcy ze Stróż.
ROZMAWIAŁ: DANIEL WEIMER, "Dziennik Polski" 2007-02-01
Autor: ea