Pieniędzy nie dawało się z ręki do ręki
Treść
Z byłym prokuratorem Andrzejem Czyżewskim, ekspertem sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen, rozmawia Wojciech Wybranowski
W styczniu 2000 r. zawiadomił Pan prokuraturę w Zgorzelcu o działaniach zorganizowanej grupy przestępczej. Czy wobec marazmu śląskich prokuratorów próbował Pan dotrzeć wyżej?
- Dnia 1 lipca 2000 r. spotkałem się z ówczesnym prokuratorem Ryszardem Rychlikiem, był wtedy szefem Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej. W mojej ocenie była to osoba wówczas kompetentna. Nie przewidziałem jednego, że również Rychlik przede wszystkim oddawał cenne usługi środowiskom przestępczym. Jako prawnik i były pracownik polskiej prokuratury z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że dysponuję dokumentami i dowodami wskazującymi, iż cały szereg działań podejmowanych wówczas przez prokuraturę był wykonywany w interesie mafii paliwowej.
Firma, którą Pan dziś reprezentuje - Dansztof - należąca do pani Danuty Gaszewskiej, odegrała dość istotną rolę w całej sprawie. Jej nazwa pojawia się w ustaleniach orlenowskiej komisji, a konkretnie w procederze wyłudzania kredytów z banków przez firmy powiązane z mafią paliwową. Ile kosztowało wówczas uzyskanie przychylności bankowców?
- Taka operacja kosztuje 4 proc. od kwoty wyłudzonego kredytu w gotówce. Do podziału dla kilku osób. Od pani Gaszewskiej pieniądze dostał Wiesław Strózik. Te pieniądze szły w struktury przestępcze.
Z ręki do ręki? Walizeczka, koperta...?
- Tam, gdzie w grę wchodzą miliony, nie daje się walizki z pieniążkami, takie rzeczy to tylko na filmach pokazują. Beneficjentowi takiej korzyści zabezpiecza się pieniądze w inny sposób - karty kredytowe, domy za granicą, samochody, etc.
Wskazuje Pan na ówczesnego dyrektora Kredyt Banku w Katowicach pana Mirosława Soboraka, który miał w procederze uczestniczyć. Więcej, twierdzi Pan, że to właśnie on z Krzysztofem Janikiem - mówiąc ogólnikowo - patronowali "wyłudzaniu"?
- Oficjalny wniosek kredytowy skierowany przez Dansztof do Dyrekcji Kredyt Banku w Katowicach został oddalony, stwierdzono, że wiarygodność kredytowa spółki jest zbyt słaba. A nam pan Soborak zaproponował inne rozwiązanie - wskazał oddział banku w Rybniku, gdzie wszystko było już przygotowane. I w ten sposób sprawa została załatwiona.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-02-01
Autor: ea