Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Polityczne poglądy zostawiam w domu

Treść

Rozmowa z Januszem Blachurą, dyrektorem Delegatury Wojewódzkiej Krajowego Biura Wyborczego w Nowym Sączu

- Czy funkcja dyrektora Delegatury Krajowego Biura Wyborczego pozwala Panu na posiadanie własnych poglądów politycznych?

- Kiedy przyszedłem do pracy w tej instytucji, podpisałem deklarację, że nie mogę należeć do partii politycznej ani prowadzić działalności politycznej. Tego się więc trzymam, nie funkcjonuję w żadnych strukturach partyjnych, nie biorę udział w wiecach. Ale to nie oznacza, że nie mam swoich poglądów politycznych. Oczywiście, mam. Jednak wychodząc rano do pracy, zostawiam je w domu i to jest cała tajemnica. Taka jest specyfika mojej pracy.

- Czyli jak żona Cezara musi Pan być poza wszelkimi podejrzeniami.

- Myślę, że przedstawiciele różnych partii mogą to potwierdzić, że wobec wszystkich jestem taki sam, czasami nawet trochę zbyt rygorystyczny, ale tak być musi. Zawsze służę pomocą wszystkim, niezależnie od koloru ich ugrupowania.

- Rozmawiamy na niecałe trzy tygodnie przed wyborami samorządowymi. To dla was cisza przed burzą?

- Burzy się nie spodziewamy. Obecnie mamy ogromne wsparcie ze strony informatyki, która schodzi pod strzechy. Praktycznie w każdej gminie, niemal w każdym obwodzie, znajduje się komputer z internetem, a jeżeli nie ma sieci, to jest możliwość przenoszenia danych na rozmaitych dyskach. Czyli nie ma już sytuacji, że wszystkie materiały będą do nas zwożone. Oczywiście, protokoły na papierze muszą do nas trafić, bo to one są dokumentami, które później trafiają do Archiwum Państwowego.

- Kilka miesięcy temu toczyliście z niektórymi gminami boje o okręgi wyborcze. Z jakim skutkiem?

- Wszystkie spory z gminami dotyczące podziałów na okręgi wygraliśmy. Potwierdziła to Państwowa Komisja Wyborcza. Konflikty wynikały z tego, że ludzie przyzwyczaili się do pewnych sytuacji. Trudno się np. pogodzić, że w danej miejscowości ubyło 200-300 mieszkańców i w związku z tym nie ma ona prawa do jednego czy dwóch mandatów, jak to niegdyś bywało. A przecież muszą być zachowane proporcje. Nie może być przecież tak, że kiedy zniknie z mapy jakaś miejscowość, bo np. powstanie zalew, to dalej pozostanie tam mandat radnego. Często wójtowie lub burmistrzowie dopasowywali sytuację po wyborach do swoich planów, jak będzie wyglądała rada po 12 listopada. To już mamy za sobą. Teraz zajmujemy się przygotowaniem informatyków w gminach. Druga ekipa szkoli osoby, które będą obsługiwały obowodowe komisje wyborcze, czyli jak przeprowadzać głosowanie, wypełniać protokoły itd. Nasz region znajduje się na 14 miejscu w Polsce na 50 delegatur, jeżeli chodzi o liczbę zarejestrowanych komitetów wyborczych. Jest to więc wysoka pozycja, biorąc pod uwagę takie giganty, jak Wrocław, Kraków, Szczecin czy Warszawa. Mamy 636 obowodów, w tym 11 w domach pomocy społecznej, 8 w szpitalach i 1 w zakładzie karnym, w sześciu powiatach i w mieście Nowy Sącz, mamy też 540 okręgów wyborczych. Teraz przed nami jeszcze sprawdzanie i weryfikowanie, czy karty do głosowania zostały prawidłowo przygotowane przez gminy.

- Listy kandydatów na radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów zostały już zamknięte...

- ... tak, ale tylko w jedną stronę. Nie można już nikogo dopisać, ale można zrezygnować z kandydowania. To nie powoduje żadnych skutków prawnych. Jeżeli ktoś się wycofa, to nie ma żadnego wpływu na listę wyborczą, z której miał startować. W ostatnich dniach przed upływem terminów rejestracji kandydatów pełniliśmy dyżury do godz. 24. W 29 okręgach wyborczych zgłosił się tylko jeden radny. Dlatego trzeba było tam zrobić pięciodniową dogrywkę. Jeśli chodzi o wójtów i burmistrzów, to takich gmin było dziewięć. Więc tam też przedłużyliśmy okres zgłaszania kandydatów. Żeby ktoś mógł się ubiegać o takie stanowisko musi mieć zarejestrowanych swoich kandydatów do rady w ponad połowie okręgów.

- Czyli przysłowiowy Jan Kowalski nie może kandydować solo?

- Nie może, musi mieć poparcie kandydatów na radnych.

- Nie wszyscy rozumieją, dlaczego w jednych gminach wybory mają charakter większościowy, tam o wynikach decyduje bezwzględna większość głosów, w innych - proporcjonalny, gdzie ilość mandatów przypadających na daną listę przelicza się według pewnego wzoru, podobnie jak przy wyborach do Sejmu.

- W gminach do 20 tys. mieszkańców organizowane są wybory większościowe, w tych powyżej 20 tys. - proporcjonalne. Tym razem dochodzi nowa procedura - blokowanie list w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców, w powiatach i do sejmiku województwa. Polega to na tym, że ugrupowanie X zawiera umowę z ugrupowaniem Y, że idą do wyborów oddzielnie, ale potem przy dzieleniu głosów występują razem. Warunek - cały blok musi uzyskać wyższy próg wyborczy, czyli 10 procent, gdy dla pojedynczej organizacji jest to 5 procent. Niezależnie od tego każde z tych ugrupowań bloku musi mieć więcej niż 5 procent głosów. Bo jeśli nie, to miody spija drugi komitet, który bierze wszystko. Nie ma zatem nic za darmo. W wyborach do sejmiku próg wynosi 15 procent.

- Są takie przypadki, że w niektórych miejscowościach nie odbędzie się głosowanie?

- Jeżeli w jakiejś wiosce zgłosi się tylko jeden kandydat, albo np. dwóch, tam gdzie przypadają dwa mandaty, to wówczas jest taka formuła, że wybory się odbywają, ale nie przeprowadza się głosowania. Osoby zarejestrowane są wówczas uznawane za radnych.

- Zapewne w naszym regionie takie sytuacje się zdarzą?

- Do piątku 20 bm. było 29 takich przypadków, ale będzie ich mniej, bowiem zostali zgłoszeni dalsi kandydaci. Prawdziwy pomór padł na gminę Gródek nad Dunajcem, gdzie na 11 okręgów wyborczych aż w 9 przedłużyliśmy termin zgłaszania kandydatów.

- Zatem może być tak, że zdecydowaną większość w piętnastoosobowej Radzie Gminy Gródek będą stanowili ludzie, na których nikt nie musiał głosować.

- Tak może być, takie są zasady.

- W przypadku pretendentów do foteli wójtów, burmistrzów i prezydentów, takie reguły nie mają zastosowania?

- Jeżeli się zgłosi jeden kandydat, mamy głosowanie "tak lub nie". Jeżeli jest dwóch, rozstrzygnięcie nastąpi w jednej turze. Przy większej ilości - to zależy od łaski wyborców. Jeżeli nie ma żadnego, u nas w naszym regionie nie ma takiego przypadku, ale hipotetycznie gdzieś w Polsce może być, to wtedy wójta wybiera rada gminy.

- Niektórzy mówią, że wasze Krajowe Biuro Wyborcze ma spokojną pracę, od wyborów do wyborów, czyli co dwa lata.

- Docierają do nas takie obiegowe opinie. Najbardziej niesprawiedliwe są takie oceny osób, którym nawet nie chciało się odwiedzić naszego biura. Myśmy w ciągu czteroletniej kadencji przeprowadzili 60 wyborów uzupełniających w związku z tym, że któryś z radnych zmarł lub zrezygnował z pełnienia funkcji. W takim przypadku organizujemy normalne wybory, oczywiście w skali mikro, ale jednak cała procedura jest taka sama, jak przy innych wyborach. Odbyły się też jedne przedterminowe wybory wójta i jedno nieskuteczne referendum w Rabce w sprawie odwołania burmistrza. W poprzedniej kadencji było więcej takich zdarzeń. Jedno referendum w Gródku nad Dunajcem dwie kadencje temu spowodowało odwołanie władz samorządowych.

- W jaki sposób jest wyłaniany komisarz wyborczy?

- Komisarzem wyborczym od blisko siedmiu lat jest w Nowym Sączu Zdzisław Błażowski. On został powoływany na wniosek prezesa Sądu Okręgowego przez Państwową Komisje Wyborczą. Jego kadencja trwa dwa razy po pięć lat. Z komisarzem nie zawiera się stosunku pracy. Jest to szczególny tryb wykonywania obowiązków z urzędu. On jest delegowany z sądu. Zawsze jest to sędzią z dużym doświadczeniem. Tak jest w Polsce i w wielu demokratycznych krajach. W naszej Delegaturze KBW pracuje pięć osób na pełnym etacie i księgowa na pół etatu. Nie jest to więc wielkie zatrudnienie.

- Każdy obywatel może sobie w internecie sprawdzić, kto kandyduje na radnego, wójta czy prezydenta. Wystarczy wejść na stronę Państwowej Komisji Wyborczej i znaleźć odpowiednie odsyłacze. Zatem wszystko jest dostępne w sieci, ale jednak podstawą są nadal papierowe dokumenty?

- Tak, to są dokumenty. Dane są wpisywane w sieć w komisjach, ale do nas przyjeżdżają ich przedstawiciele z materiałami, z protokołami.

- Czy może się zdarzyć, że jakiś genialny haker włamie się do systemu i coś w nim zmieni, poprawi, dopisze, zniszczy?

- Ja nie jestem informatykiem, ale tak mi się wydaje, że wszystko jest dobrze zabezpieczenia, że system został wymyślony przez takich fachowców, którzy wiedzieli, jak się go chroni. Każdy wchodzący do niego operuje hasłami i certyfikatami. Jeżeli ktoś próbuje coś kombinować, to jest odrzucany. My tak czy inaczej kontrolujemy dane wprowadzone do systemu. W 67 gminach i 73 jednostkach jest zarejestrowanych 5360 kandydatów. To trochę mniej niż poprzednio, ale ta liczba robi wrażenie. W Nowym Sączu ponad 300 osób ubiega się o 23 miejsca w radzie. Niektórzy ludzie w swojej chęci do kandydowania kierują się wysokością... diet. Mamy zarejestrowanych 180 kandydatów na wójtów, burmistrzów i prezydenta w 6 powiatach: gorlickim, limanowskim, nowosądeckim, nowotarskim, suskim, tatrzańskim i w mieście Nowym Sączu.

- Czy spodziewacie się jakichś trudności w organizacji wyborów?

- Problemy pojawiają się zawsze znienacka. Pora nie jest korzystna, to już listopad. Kiedy rozgrywana będzie druga tura, może być śnieg. Przed laty podczas wyborów przeżywaliśmy śnieżyce. A odległości są duże, od najdalszej miejscowości Stryszawy koło Suchej Beskidzkiej dzieli nas 125 km. Wierzę jednak, ż cała procedura przebiegnie sprawnie.

Rozmawiał Piotr Gryźlak, "Dziennik Polski" 2006-10-27

> warto wiedzieć

Janusz Blachura - rocznik 1966, pochodzi z okolic Bielska-Białej, prawnik, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, rzecznik prasowy wojewody nowosądeckiego (1992-95) i prezydenta Nowego Sącza (1995-97). Wcześniej pracował w oddziale prawnym Urzędu Wojewódzkiego, prowadził też własną działalność gospodarczą. Od roku 1998 - dyrektor Delegatury KBW w Nowym Sączu.

Autor: ea