Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Poparcie z afisza

Treść

SDPl i UP protestują przeciwko używaniu symboli tych partii przez Kazimierza Sasa

Sądeckie organizacje SDPl i UP zarzucają Kazimierzowi Sasowi bezprawne posługiwanie się ich symbolami w materiałach wyborczych. Miejskie struktury tych partii odmówiły bowiem poparcia kandydata SLD ubiegającego się w listopadowych wyborach o fotel prezydenta Nowego Sącza.

Na sytuację zareagował sądecki elektorat obu ugrupowań. Ludzie nie kryli zdziwienia widząc loga swoich partii na bilbordach Kazimierza Sasa, którego poprzeć nie zamierzają. Zarówno SDPl jak i UP w wyborach samorządowych w mieście oficjalnie stają po stronie Komitetu Wyborczego "Sądecki Dialog". Nie utożsamiają się z SLD, choć z faktu umieszczenia emblematów tych ugrupowań na bilbordach można wyciągnąć błędny wniosek, że Kazimierz Sas oraz kandydaci SLD do Rady Miasta mają poparcie całej sądeckiej lewicy.

- W myśl umowy krajowej, takie porozumienie obowiązuje na szczeblu wojewódzkim, co oznacza, że wspieramy się wzajemnie w wyborach do Sejmiku - mówi Wojciech Filemonowicz, sekretarz generalny Socjaldemokraji Polskiej. - Natomiast w powiatach, miastach i gminach potrzebna jest zgoda co najmniej trzech lokalnych liderów tych ugrupowań, którzy powinni podpisać stosowne porozumienie i ogłosić je na konferencji prasowej. W Nowym Sączu do takiego porozumienia nie doszło.

Wojciech Filemonowicz przypomina, że powołanie do życia SDPl było formą protestu przeciwko stosowanemu przez SLD "kolesiostwu" i blokowaniu możliwości działania młodym działaczom tej partii. W wielu miastach ster władzy w tej partii nadal trzymają starzy działacze. I tak - zdaniem Filemonowicza - jest także w Nowym Sączu. Dlatego o współpracy nie może być mowy.

- Nie będzie poparcia dla kandydata, który nie gra fair - podkreśla Wojciech Filemonowicz.

Tymczasem Kazimierz Sas całą sprawę traktuje jak przysłowiowe odgrzewanie wyborczego kotleta. Twierdzi, że ma wymagane trzy podpisy uprawniające go do umieszczania symboli lewicowych ugrupowań na swoich bilbordach i ulotkach.

- Jestem legalistą i nigdy nie posuwam się do działań niezgodnych z prawem - przekonuje Kazimierz Sas. - W Nowym Sączu uzyskałem podpis lidera Partii Demokratycznej Janusza Piątkowskiego. W imieniu Unii Pracy podpis złożył szef małopolskich struktur tej partii Robert Rokita, bo w naszym mieście nie udało się wyłonić przewodniczącego UP. Liderem trzeciej partii, w tym przypadku SLD, jestem ja. Tak więc formalnie wszystko się zgadza, a cały problem jest mocno naciągany.

Przeciwko takiemu stawianiu sprawy protestują działacze Unii Pracy, którzy przypominają, że wbrew temu, co mówi Kazimierz Sas, wybory lokalnego lidera jednak się odbyły. Miały miejsce 24 lutego, a wyłoniły szefa miejskich struktur tej partii, którym został Jan Węglarz.

- To przecież z nim od maja prowadzone były rozmowy w sprawie zawarcia porozumienia wyborczego - twierdzą działacze UP. - Wtedy traktowany był jako lider, a gdy okazało się, że nie zamierza poprzeć Kazimierza Sasa i kandydatów SLD do Rady Miasta, sytuację odwrócono twierdząc, iż miejskie struktury nie mają swojego przewodniczącego.

W tej sytuacji sądeccy liderzy lewicowych ugrupowań - Adam Smoter (SDPl) i Jan Węglarz (UP) zaapelowali do Kazimierza Sasa o usunięcia z jego materiałów wyborczych symboli tych partii. Natomiast Wojciech Filemonowicz ostrzega, że w przypadku braku reakcji, sprawa zostanie skierowana do Państwowej Komisji Wyborczej, która rozstrzygnie problem w trybie wyborczym, to znaczy w ciągu 24 godzin.

- Niech zatem problem rozstrzygnie sąd. Nie obawiam się werdyktu, bo uważam, że działałem w zgodzie z literą prawa - kończy Kazimierz Sas.

PAWEŁ SZELIGA, "Dziennik Polski" 2006-10-30

Autor: ea