Popiołem w Rączkowskiego
Treść
Podczas gdy koledzy z Klubu Radnych Platformy Obywatelskiej i Porozumienia Sądeckiego toczyli z wiceprezydentem Jerzym Gwiżdżem ostrą dyskusję o tym, czy to Rada czy prezydent powinni decydować o cenach za składowanie śmieci, radny Antoni Rączkowski wbrew wcześniejszym klubowym ustaleniom zagłosował za prezydenckim projektem uchwały. Klubowi koledzy oczekują od niego "opamiętania".
Ten jeden głos zaważył na tym, że Rada przekazała prezydentowi uprawnienia do ustalania stawek za przyjęcie odpadów przez spółkę Składowisko Odpadów Komunalnych. Za podjęciem uchwały było 11 radnych (w tym Klub PiS i Rączkowski), przeciw 10 (cały Klub PO PS), jeden Kazimierz Sas wstrzymał się od głosu.
Nie po raz pierwszy Rączkowski sprzeniewierzył się swojemu klubowi, zdarzało mu się to już w poprzedniej kadencji. Wówczas po zagłosowaniu wbrew wcześniejszym ustaleniom opuścił salę, bo jak wyznał dziennikarzom, źle się poczuł. Potem przepraszał kolegów, wysyłając im esemesy. Nie pomogło, został wtedy wyrzucony z klubu.
Józef Hojnor, przewodniczący Klubu Radnych PO PS nie zamierza być aż tak srogi wobec klubowego kolegi. - Liczę, że sam się opamięta, pójdzie do spowiedzi, a sprzyja temu Wielki Post i posypie głowę popiołem, a potem będzie zachowywał się elegancko - powiedział "Dziennikowi Polskiemu".
Radny Rączkowski nie zamierza pokutować, bo jest przekonany, że postąpił słusznie. Wyjaśnia, że głosowaniu kierował się zdrowym rozsądkiem, ucina wszelkie pytania o ewentualne naciski. - Skoro prezydent chciał przejąć odpowiedzialność za ceny składowania odpadów, nie widziałem powodu, żeby go nie poprzeć - wyjaśnia. Zapowiada jednocześnie, że Klub nie może oczekiwać od niego, że będzie głosował zawsze "w ciemno", jak mu każą.
- Naoglądali się w telewizji różnych programów o Sejmie i wydaje im się, że mogą taką samą politykę uprawiać w gminie - mówi. (MONK) , "Dziennik Polski" 2007-02-22
Autor: ea