Poszli za Misiem
Treść
Po procesie wygranym przez pediatrę, kolejni lekarze będą domagać się w sądzie przyznania im czasu wolnego za dyżury
14 lekarzy z sądeckiego szpitala będzie domagać się w sądzie przyznania im należnego odpoczynku za dyżury pełnione od 1 maja 2004 r. Chcą także dopłaty do wynagrodzenia za dyżury w oparciu o stawki za godziny nadliczbowe. Zainteresowani udzielili już pełnomocnictwa do reprezentowania ich interesów prawnikowi wynajętemu przez Związek Zawodowy Lekarzy.
To skutek precedensowego wyroku w sprawie ich kolegi, pediatry Czesława Misia, który wygrał w sądzie proces o przyznanie mu dodatkowego urlopu za ponadnormatywną pracę. Jak informowaliśmy, doktor Miś powoływał się na unijną dyrektywę dotyczącą czasu aktywności zawodowej lekarzy. Mówi ona o 48 godzinach pracy tygodniowo obejmujących także dyżury. Tymczasem w Polsce godziny lekarskiego dyżuru nadal nie są wliczane do czasu pracy, więc nie przysługuje za nie wolne. Pozostaje to w sprzeczności z dyrektywą unijną, która obowiązuje także w naszym kraju. I tak czas pracy lekarzy w większości szpitali wynosi 7 godzin i 35 minut dziennie. Przychodzą na oddział o godz. 7, a mogą stamtąd wyjść o 14.35. Część z nich zostaje jednak dłużej, pełniąc dyżur trwający do godz. 7 następnego dnia. Nie mają więc czasu na odpoczynek. Przemęczeni i rozdrażnieni mogą popełnić błąd, od którego zależy ludzkie życie. Wykazano, że po 24 godzinach pracy reakcje człowieka są zbliżone do zachowania osoby mającej do 1 promila alkoholu we krwi.
Wygrana Czesława Misia wywołała reakcję lekarzy, którzy zachęceni wygraną w sądzie, postanowili domagać się tego, co im się należy. Jednym z nich jest Bogusław Karczewski z oddziału chorób zakaźnych. Z jego obliczeń wynika, że tylko w ubiegłym roku odpracował 1700 godzin dyżurów.
- To są moje pobieżne szacunki - zastrzega Bogusław Karczewski. - Nawet jeśli pomyliłem się o kilka godzin, to przecież nie o dokładną ilość chodzi. Trzeba zmienić system, który narzuca lekarzom przymusową pracę ponad normę. Zmuszają ich do tego na przykład wewnętrzne zarządzenia w szpitalach, w których są zatrudnieni, nakładające obowiązek przepracowania ośmiu dyżurów w miesiącu. Wielu z nich decyduje się nawet na dłuższą pracę ponad normę, bo z wynagrodzenia na poziomie 2500 zł brutto dla lekarza z drugim stopniem specjalizacji trudno przeżyć. To stawka o 200 złotych niższa od średniej krajowej.
Zdaniem Zbigniewa Moroza, przewodniczącego Związku Zawodowego Lekarzy w sądeckim szpitalu, te 14 pozwów to dopiero początek lawiny spraw, które wytoczą placówce zatrudnieni tam medycy.
- To problem, z którym wcześniej czy później będą musiały się zmierzyć wszystkie szpitale w Polsce - mówi Zbigniew Moroz. - Wygrana Czesława Misia uświadomiła całemu środowisku, że ludziom należy się czas wolny za dyżury, bo on w zasadzie tylko tego domagał się w sądzie. Nie wiadomo, czy będzie można uzyskać za nie ekwiwalent pieniężny, ale z pewnością taką próbę trzeba podjąć.
Dyrektor sądeckiego szpitala, Artur Puszko, stwierdził wczoraj w rozmowie z "Dziennikiem Polskim", że dotąd nikt go nie poinformował o krokach prawnych podjętych przez 14 lekarzy. Zastrzegł jednak, że nie zamierza dyskutować z werdyktem sądu i jeśli będzie on korzystny dla lekarzy, to się do niego zastosuje.
- Trzeba jednak pamiętać, że doktor Miś wywalczył w sądzie jedynie dodatkowy urlop bezpłatny za dyżury - mówi Artur Puszko. - Nie sądzę, by takie rozwiązanie satysfakcjonowało innych lekarzy, bo co im przyjdzie z tego, że dostaną wolne na przykład na dwanaście miesięcy, skoro nie będzie się to wiązało z zarabianiem pieniędzy. Jeżeli jednak tak zdecyduje sąd, to oczywiście będą mogli skorzystać z tej możliwości. Jeśli wyrok zobowiąże mnie do wypłaty ekwiwalentu, to także na to będę musiał znaleźć pieniądze. Nawet, jeśli będzie się to wiązać z nakręcaniem spirali zadłużenia szpitala.
Niektórzy lekarze mają już gotowe scenariusze na wypadek uzyskania dodatkowych dni wolnych za pracę ponad normy określone w unijnej dyrektywie. Mogą je wykorzystać na przykład na pracę w angielskich czy irlandzkich szpitalach, gdzie poszukiwana jest wykwalifikowana kadra.
- Jest to jakiś pomysł na życie, choć ja z niego raczej nie skorzystam - żartuje Bogusław Karczewski, który wyliczył, że należy mu się 25 miesięcy wolnego za dyżury. - To opcja dla młodszych lekarzy. Myślę, że decydenci powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, czy bardziej opłaca się zatrzymać fachowców w kraju, płacąc im godziwe wynagrodzenia, czy też ponosić wysokie koszty ich kształcenia i skazywać na przymusową banicję w krajach Unii? Ja nie mam wątpliwości, że Polski nie stać na taką rozrzutność.
(SZEL), "Dziennik Polski" 2007-01-18
Autor: ea