Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pozorowane śledztwo

Treść

Rozmowa z Andrzejem Szkaradkiem, jednym z założycieli sądeckiej "Solidarności"



- Dziś mija dwudziesta rocznica śmierci Zbigniewa Szkarłata należącego do najważniejszych postaci sądeckiej "Solidarności". Sprawa jego tragicznej śmierci do dziś nie została wyjaśniona, choć wtedy nikt nie miał wątpliwości, że działacz związkowy został zamordowany przez funkcjonariuszy SB.



- Sporo miejsca poświęca tej sprawie sporządzony pod koniec lat 80. raport grupy posłów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego pod przewodnictwem Jana Rokity, który natychmiast utajniono. Dziś znamy już wyniki prac tych parlamentarzystów. Wynika z nich, że władze Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Nowym Sączu powołały grupę, która miała wyjaśnić tę sprawę. Tworzyli ją jednak głównie funkcjonariusze SB, a wydział kryminalny MO wprowadził tam tylko dwóch czy trzech ludzi, którzy wciąż musieli się dopominać o materiały będące w dyspozycji Służby Bezpieczeństwa. SB prowadziła wtedy tak zwane działania "D" polegające na dezinformacji, więc niczego nie zdołano ustalić.

- Ta dezinformacja objęła przede wszystkim społeczeństwo. Po śmierci Szkarłata rozpuszczono plotkę, że był pijany i doszło do tragicznego w skutkach upadku.



- Zbyszek został znaleziony z rozbitą głową przed hotelem Orbis "Beskid". Zabrano go do szpitala, gdzie po trzech dniach zmarł. Nie był pijany. Szedł na wieczorną mszę za ojczyznę do kościółka kolejowego. Wcześniej zapukał do mnie, ale niestety wyszedłem z domu dziesięć minut wcześniej i dzieci mu powiedziały, że jestem już w kościele. Nawiasem mówiąc dziś nie mam pewności, czy tego feralnego wieczoru to właśnie on miał zostać pobity. Z akt, do których miałem dostęp wiele lat później, wynika, że tajni współpracownicy często mylili nasze imiona. W ich raportach znajdowały się więc informacje o Zbigniewie Szkaradku i Andrzeju Szkarłacie. W tym czasie po kraju jeździła specjalna brygada SB do takich właśnie zadań. Mógł podjechać samochód, ktoś zapytał o nazwisko. Szkarłat i Szkaradek brzmi podobnie. Funkcjonariusze nie byli z Nowego Sącza, więc mogli się pomylić.

- Czyli sugeruje Pan, że to nie Zbigniew Szkarłat, ale Andrzej Szkaradek miał być ofiarą napaści?



- Istnieje takie prawdopodobieństwo, ale to tylko moje przypuszczenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że SB miała udział w tym, co się wydarzyło w lutym 1986 roku. Pogrzeb Zbyszka był mocno obstawiony przez milicję, a z odtajnionych materiałów wiem, że każdy z członków "Solidarności", który pojawił się na cmentarzu, miał przydzielonego "opiekuna" z SB. Po raporcie Rokity, który na wiele lat został utajniony, pracę w SB straciło trzech funkcjonariuszy, bo już po zmianach systemu uznano, iż utracili oni moralne prawo do pełnienia funkcji w tych służbach.

- Czy dziś jest szansa na ostateczne wyjaśnienie okoliczności śmierci Zbigniewa Szkarłata?



- Myślę, że jest to zadanie śledczych z IPN, którzy powinni wrócić do sprawy i rozwikłać tę zagadkę.

Rozmawiał PAWEŁ SZELIGA, "Dziennik Polski" 2007-02-05

> warto wiedzieć

Zbigniew Szkarłat

był w grupie najważniejszych działaczy nowosądeckiej "Solidarności". W 1981 r. był delegatem na Walne Zebranie Regionu Małopolska tego związku, a 6 marca 1984 r. znalazł się w gronie 13 związkowców aresztowanych w ramach akcji pod kryptonimem Drukarz. SB uznała ją za swój największy sukces w rozbiciu struktur sądeckiej "Solidarności", co jednak nie trwało długo, bo po trzech miesiącach działacze opuścili więzienie na mocy amnestii.





Autor: ea