Prawem kaduka?
Treść
Emocje wokół inwestycji telefonii komórkowej
Sądeczanie z os. Kaduk nie godzą się na lokalizację stacji bazowej telefonii cyfrowej Era przy ul. Jana Pawła II. Sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.
Polska Telefonia Cyfrowa Era GSM zamierza wybudować stację bazową w Nowym Sączu przy ul. Jana Pawła II. Wysoki na 12 metrów maszt ma stanąć na budynku należącym do firmy "Osiedle Campus". Jest to długi blok, w którym mieszka kilkuset studentów Wyższej Szkoły Biznesu - National Louis University.
"Nie" na zebraniu
Podczas niedawnego zebrania mieszkańców os. Kaduk ta sprawa była jednym z punktów burzliwej dyskusji. Bożena Jaskierska poinformowała prezydenta Ryszarda Nowaka, że pod protestem przeciwko temu przedsięwzięciu podpisało się już kilkaset osób, które są zdesperowane i będą bronić swoich racji nawet na drodze sądowej, jeżeli administracja zezwoli na przystąpienie do montażu aparatury.
Gospodarz miasta zapewnił, że jest przeciwny ustawianiu takich urządzeń w dużych skupiskach, ale nie jest pewny, czy będzie władny odmówić inwestorowi. To zależy m. in. od przepisów i analiz wpływu na zdrowie mieszkańców.
Cel publiczny
Era wystąpiła do Wydziału Architektury, Planowania Przestrzennego Rozwoju Miasta UM o wydanie "decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego". I takie postanowienie 19 września 2006 r. otrzymała. Mieszkańcy os. Kaduk zaprotestowali. Janusz Kondracki i Piotr Mordarski zaskarżyli to postanowienie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, argumentując, że stacja to inwestycja o uciążliwym charakterze. Podkreślili też, że o całej sprawie dowiedzieli się już po fakcie, od przewodniczącego Zarządu Osiedla Stanisława Markowicza. 23 listopada SKO uchyliło decyzję władz miasta, dopatrując się uchybień. Sprawa trafiła ponownego rozpoznania.
Nie ma podstaw do odmowy
Jak nas poinformowała Ewa Zaremba, z Wydziału Architektury, Planowania Przestrzennego Rozwoju Miasta UM 5 kwietnia br. została wydana ponowna decyzja (nr 12/07) o ustaleniu lokalizacji. Urzędnicy wzięli pod uwagę fakt, że inwestor uzyskał pozytywną "decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach" w Wydziale Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM. Ten fakt został poprzedzony "postępowaniem w sprawie oceny oddziaływania inwestycji na środowisko naturalne".
Dyrektor Lesław Boryś, w podpisanym przez siebie dokumencie, napisał m.in.: "po rozpatrzeniu spraw j.w. przez organ odwoławczy oraz po uzyskaniu dla inwestycji koniecznych uzgodnień - tut. Urząd nie ma podstaw do odmowy ustalenia lokalizacji niniejszej inwestycji celu publicznego (art. 56 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym)".
W uwagach do decyzji szef wydziału zalecił inwestorowi, że ten musi zapewnić (zgodnie z prawem budowlanym i innymi przepisami) m.in.: "ochronę przed ponadnormatywną emisją hałasu, wibracją i promieniowaniem, ochronę przed zanieczyszczeniami powietrza, wody, gleby i użytkowanie bez utrudnień istniejących obiektów budowlanych i terenów sąsiednich". Dodajmy, że ustalenie lokalizacji, to pierwszy etap przedsięwzięcia. Żeby móc do niego przystąpić będzie potrzebne pozwolenie na budowę.
Dwa razy SKO
Tymczasem Janusz Kondracki i Piotr Mordarski 13 maja br. skierowali do SKO kolejne odwołanie.
"Pierwsza teza wyroku z 25 października 1999 r. NSA mówi, że osoba sąsiadująca z nieruchomością, na której będzie prowadzona działalność gospodarcza zagrażająca jego dobru osobistemu lub majątkowemu ma prawo zakwestionować wydane zezwolenie na budowę. Uważamy, że wraz z realizacją przedmiotowej inwestycji naruszone zostaną nasze interesy osobiste w kwestii zdrowia naszego i dzieci. Niniejsze pismo nie odnosi się do interesów majątkowych, które również zostaną naruszone (przedmiotowa inwestycja obniży wartość naszych sąsiednich nieruchomości). (...) Jako mieszkańcy osiedla Kaduk, a zarazem użytkownicy nieruchomości sąsiadujących z terenem planowanej inwestycji wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec budowy stacji bazowej (...) Powodem sprzeciwu jest uciążliwy charakter przedmiotowej inwestycji" - czytamy w obszernym odwołaniu.
Jego autorzy za stroną internetową www.iddd.de cytują też fragment tekstu z wydawnictwa Parlamentu Europejskiego: "Szczególny niepokój i oburzenie wywołuje bezustanne napromieniowanie ludności przez stacje bazowe telefonii komórkowej, zwłaszcza instalowane w pobliżu domów mieszkalnych, szkół i szpitali. Środowisko życia tej ludności jest permanentnie skażone. Jest to stan nie do zaakcepowania, budzący poważne zastrzeżenia natury etycznej i jest sprzeczny z Prawami Człowieka. Ludzie ci nie mają dostępu do rzetelnej informacji i nie mają możliwości obrony. Są bezwolnym obiektem masowego eksperymentu". Przytaczają też (również za Internetem) wyniki badań rozmaitych instytucji. Z tych raportów wynika, że sąsiedztwo tego rodzaju urządzeń ma bardzo negatywny wpływ na zdrowie i samopoczucie mieszkańców.
Po pierwsze, nie szkodzą...
- Budowa stacji bazowych w każdym miejscu wzbudza emocje i niepokoje - mówi Kalina Ostoja Chyżyńska z biura prasowego Ery. - Jednocześnie ci sami protestujący ludzie chcieliby mieć dobrą łączność telefoniczną i dostęp do internetu. Z badań przeprowadzonych przez instytuty naukowe jednoznacznie wynika, że emitowane fale nie wpływają negatywnie na jakiegokolwiek organizmy żywe, czyli na człowieka także. Polska norma w tej sprawie jest znacznie bardziej rygorystyczna niż unijna. Za każdym razem po zakończeniu inwestycji następuje jej odbiór. Jej wpływ na środowisko badają różne instytucje kontrolne, m. in. sanepid i inspekcja ochrony środowiska. Stacja nie zostałaby dopuszczona do użytku, bez pozytywnych opinii.
W podobnym tonie wypowiada się Paweł Talar, dyrektor Osiedla Campus, na którego budynku ma stanąć maszt: - Nigdy nie zgodzilibyśmy się na tę lokalizację, gdybyśmy nie wiedzieli, że te urządzenia nie szkodzą ludziom. Dysponujemy ekspertyzami, m.in. Polskiego Zakładu Higieny, które szkodliwy wpływ na zdrowie wykluczają. Dlatego udostępnimy miejsce Polskiej Telefonii Cyfrowej.
Dyrektor Tadeusz Węgrzyński z WSB NLU powiedział nam, że blok przy ul. Jana Pawła II formalnie nie jest akademikiem, potwierdza jednak, że mieszkają w nim wyłącznie studenci tej uczelni.
- Rozmawiałem z nimi - komentuje przedstawiciel WSB NLU. - To są młodzi, korzystający z nowoczesnych zdobyczy cywilizacji ludzie. Wiedzą doskonale, w którym miejscu stanie maszt i zapewniają, że nie będą protestować przeciwko jego lokalizacji. Skoro właściciel obiektu udostępnia budynek, to znaczy, że uznał, iż taka inwestycja w tym miejscu jest możliwa i nie będzie nikomu szkodzić.
Czekanie na wyrok
Samorządowe Kolegium Odwoławcze ponownie rozpatruje zażalenie mieszkańców osiedla. Wiceprezes Krzysztof Walasek uważa, że orzeczenie SKO będzie znane już wkrótce. Czy będzie ono pozytywne dla inwestora, czy dla protestujących - zobaczymy.
Piotr Gryźlak, "Dziennik Polski" 2007-06-15
Autor: ea