Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Propozycja nie do odrzucenia

Treść

Niektórzy studenci WSP w Nowym Sączu nie ukończą nauki w trybie dziennym.

Zmiana nazwy szkoły nie była jedyną, która czekała w październiku na studentów Sądeckiej Wyższej Szkoły Zawodowej, obecnie Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości w Nowym Sączu. Niektórzy dowiedzieli się także, że nie będą mogli dokończyć studiów w trybie dziennym, jak zamierzali.

O ile zmiana nazwy nie wywołała sprzeciwu studentów, to decyzja o połączeniu grup na kierunkach inżynierii środowiska i geodezji studiów dziennych z grupami zaocznych ich oburzyła.

- Nie za takie studia płaciłam - powiedziała jedna ze studentek. -Niepoważnie nas potraktowano - dodała. Piotr Michalik, przewodniczący Samorządu Studenckiego, student III roku inżynierii środowiska, odważył się wówczas oprotestować decyzję władz uczelni.

- Napisałem kilka pism, celem sprawdzenia skąd taka decyzja. Potem dowiedziałem się, że jest to wynik tego, iż szkoła nie dostała dofinansowania od państwa. Rozwiązania były dwa w takiej sytuacji albo podniesienie nam czesnego, albo właśnie system zaoczny. Poinformowano nas jednak o tym za późno. Pierwsze roczniki jakoś nie zareagowały na tę informację agresywnie. Ci, którzy studiowali dwa lata na dziennych, byli naprawdę zdenerwowani. Sprawa już ucichła i chyba wszyscy pogodzili się z nowym systemem studiów i przyzwyczaili się do niego - mówi.

Decyzja o przeniesieniu studentów studiów dziennych na zaoczne zapadła podczas obrad Senatu WSP pod koniec września.

- Szkoły niepubliczne mają to do siebie, że się same niestety finansują. Ustawa, która weszła w 2005 roku, zakłada, że szkoły na zasadzie równości podmiotów będą dostawały dotacje. Dla szkół niepublicznych nie ma ich do dnia dzisiejszego. Decyzja odnośnie dotacji na ten rok akademicki dotarła dopiero 25 września, wtedy poinformowano nas, że nie dostaniemy żadnych pieniędzy - powiedział Jerzy Juszczyk, kanclerz WSP.

Dlatego studenci o przeniesieniu z studiów dziennych na zaoczne dowiedzieli się dopiero podczas rozpoczęcia roku akademickiego. Niektórzy od razu zdecydowali się na zmianę uczelni.

- Kto chciał i mógł się przenieść, już to zrobił lub zrobi. Każdy, kto miał czyste konto na uczelni, nie miał problemu ze zmianą szkoły - mówi Piotr Michalik.

Inni, musieli przystać na propozycję władz szkoły, bo nie mogli pozwolić sobie na wyjazd z miasta albo nie mieli uregulowanych spraw egzaminacyjnych.

- Jeżeli ktoś przez dwa lata nie ma zaliczonego egzaminu warunkowego, to jego na dobrą sprawę na uczelni już powinno nie być. Prowadzenie wtedy kierunku dla kilku osób, nie jest do końca, z przyczyn ekonomicznych, uzasadnione. Nie powiedzieli chyba, że są orłami? - mówił Juszczyk. - Zaproponowałem studentom przejście na system zaoczny, albo niestety z niektórymi panami musielibyśmy się pożegnać - wyjaśnił.

Wygląda na to, że studentom, którzy nie mieli uregulowanych spraw związanych z zaliczeniami przedmiotów, postawiono ultimatum. Trudno byłoby nie przystać na propozycję przejścia na system studiów zaocznych, mając w perspektywie wyrzucenie z uczelni. Kanclerz nie widzi w tym działaniu nic złego. - No co mieliśmy zrobić? - pyta.

Władze uczelni rozpatrywały także ewentualność podniesienia czesnego. Właściwie jakakolwiek decyzja w tej sprawie by nie zapadła, byłaby ona ze szkodą dla studentów. Na szczęście dla niektórych, tak jak dla Piotra Michalika, zmiana toku studiów wpłynęła korzystnie. Aby zagospodarować swój wolny czas między zajęciami, podjął pracę.

- Naprawdę nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Akurat mnie ostatecznie wyszło to na dobre i teraz dziękuję losowi, że jestem na zaocznych - powiedział Piotr Michalik. - Choć na początku byłem oburzony całą sytuacją, bo w ogóle nie wiedziałem, co będę robił. Później podjąłem decyzję o wyjeździe za granicę. Najpierw myślałem o Anglii, później jednak wybrałem Monachium. Zacząłem pracować, teraz mam już własną firmę. Planuję przenieść się na stałe do Niemiec. Dokończę w Polsce studia i zamierzam rozpocząć nowe, zupełnie nie związane z inżynierią - filologię niemiecką. Stwierdziłem, że szkoda mi czasu na siedzenie w Nowym Sączu i nic nierobienie przez okres pomiędzy zajęciami. Chciałem się usamodzielnić i muszę powiedzieć, że do tej pory całkiem nieźle mi to wychodzi.

Studenci, którzy przez dwa lata uczyli się w systemie dziennym jednogłośnie stwierdzają, że studia zaoczne różnią się jakościowo.

- Tu nie ma co porównywać, wystarczy spojrzeć na liczbę godzin tygodniowo. Studenci zaoczni mają ich o wiele mniej - stwierdza Piotr Michalik. Kanclerz jednak nie widzi różnicy, zwraca uwagę, że program nauki jest taki sam zarówno dla dziennych jak i zaocznych.

- Stawiamy tak sprawę, jakby dla studentów był to jakiś dramat, tragedia, ale nikt nie zauważa, że sami studenci co raz częściej przychodzą do mnie i właśnie proszą o przeniesienie na system zaoczny, bo chcą iść do pracy i zarobić na naukę - powiedział kanclerz.

Katarzyna Gajdosz , "Dziennik Polski" 2006-12-21

Autor: ea